Salowi ze szpitala psychiatrycznego w Żurawicy skarżą się, że muszą wykonywać prace, których nie mają w zakresie obowiązków. – Przeanalizowałam sytuację, wprowadzimy zmiany – mówi nowa dyrektor placówki dr Barbara Stawarz.
– Musimy wiązać agresywnych pacjentów, chociaż w zakresie obowiązków mamy tylko pomoc przy tej czynności. To oznacza, że mogę najwyżej podać pasy. Tylko że nie ma nikogo innego, kto miałby się tym zająć – mówi jeden z salowych. – W ogóle nie powinniśmy mieć styczności z pacjentami, a mamy nieustanną. Jeśli komuś z nas coś by się stało, nie możemy liczyć na odszkodowanie, bo przecież formalnie nie powinniśmy tych czynności wykonywać – tłumaczy[paywall]. Nasi rozmówcy proszą, aby ich nazwiska pozostawić do wiadomości redakcji.
Według salowych ich zadania powinny się ograniczać jedynie do utrzymywania czystości na oddziałach. Mówią, że w ubiegłym roku miał zostać przeprowadzony dla nich kurs sanitariusza. To zwiększyłoby ich kompetencje. – Po części i tak wykonujemy te zadania, mielibyśmy więc to przynajmniej potwierdzone na papierze – mówią. Do kursu jednak nie doszło.
Zwracają również uwagę na dysproporcje w zarobkach. – Pielęgniarka za dyżur nocny otrzymuje 60 złotych, a my 6 złotych. Nasza praca też jest ciężka. Staraliśmy się o szkodliwe, ale dostaliśmy odpowiedź, że nam się nie należy, bo nie mamy styczności z pacjentami – opowiadają.
Salowi twierdzą, że otrzymali również zakaz korzystania z urlopów na żądanie. – Usłyszeliśmy, że brakuje ludzi. Ale to przecież nie nasza wina, nie my odpowiadamy za stan zatrudnienia – podkreślają.
Widzą dwa rozwiązania obecnej sytuacji: otrzymają na piśmie szerszy zakres kompetencji, a co za tym idzie większe pieniądze albo pozostaną na obecnej płacy, ale wykonując jedynie pracę ściśle związaną ze stanowiskiem salowego.
Od 27 kwietnia obowiązki dyrektora szpitala w Żurawicy pełni dr nauk o zdrowiu Barbara Stawarz. Jak podkreślają nasi rozmówcy, ich interwencja nie jest związana z przyjściem nowej władzy. – Tak było już za poprzednich dyrektorów. Tylko że inni pracownicy mają swoje związki zawodowe, a za nami nikt się nie wstawia – twierdzą.
Dr Stawarz mówi, że do tej pory nikt z salowych nie zgłosił się do niej z tymi problemami. Po przeanalizowaniu sytuacji zapowiada jednak zmiany. – Będę chciała wprowadzić zmiany w zakresach czynności, aby pracownicy, zarówno salowi, jak i sanitariusze, wykonywali swoje zadania zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami. Każdy pracownik będzie konkretnie wiedział, za co odpowiada – mówi.
– Salowi mają niższe wynagrodzenie od sanitariuszy, ponieważ są pracownikami niemedycznymi. Wyższe płace pracowników medycznych, na przykład sanitariuszy i pielęgniarek, są związane z odpowiednimi kwalifikacjami oraz dodatkiem zagwarantowanym w ustawie o działalności leczniczej. Dodatek ten wynosi 65 procent stawki godzinowej wynagrodzenia zasadniczego za pracę w porze nocnej i 45 procent za pracę w porze dziennej w niedziele i święta oraz w dni wolne od pracy. Przepisy po prostu nie gwarantują wypłacania takiego dodatku dla salowych – tłumaczy.
Pani dyrektor zapowiada natomiast, że zorganizuje w szpitalu kurs sanitariusza. – Jestem za kształceniem się pracowników i będę ich do tego zachęcać – mówi. Salowi, którzy się zdecydują na szkolenie, mogą później liczyć na wspomniany już ustawowy dodatek.
B. Stawarz zapewnia, że pracownicy nie mają zakazu korzystania z urlopów na żądanie. – Rozmawiałam z kierownikami. Zapewnili mnie, że nie było takich sytuacji. Taki urlop jest zapewniony przez Kodeks Pracy i nikt nie ma prawa wprowadzić takiego zakazu – podkreśla. I dodaje, że jest otwarta na rozmowy z pracownikami i pomoc w rozwiązywaniu problemów załogi.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze