Reklama

Sam się posadził

20/11/2016 07:54

Ciężkie czasy nastały dla przestępców, bo teraz za byle co można dostać taki wyrok, jak kiedyś za zarżnięcie wujka. Może nie jest aż tak źle, jak na przykład w Arabii Saudyjskiej, gdzie niedawno, na mocy wyroku sądu, wychłostano saudyjskiego księcia, ale niektórzy już drżą, żeby im minister nie złożył wniosku o kasację wyroku. Wyjątkiem jest 48-letni Mieczysław M., który się nie bał, bo odsiedział już tyle wyroków, że każdy następny to mały pikuś.

Odpuka się rok czy dwa i jeszcze w zakładzie karnym zdrowie podratują. Natomiast bał się nie tyle wymiaru sprawiedliwości, co kolegów z miasta, którym wywinął paskudny numer, uznawany w tym światku za jeszcze gorszy niż kapowanie. Mijał dzień za dniem, a Mietek chodził po ulicach w czapce nasuniętej na oczy i rozglądał się na boki, czy przypadkiem w pobliżu nie kręci się któryś ze znajomych. Dobrze wiedział, że takie spotkanie mogłoby w najlepszym razie skończyć się złamanym nosem albo poobijanymi nerkami, więc powoli wpadał w lęki graniczące z paranoją. Taki stan jest podwójnie groźny dla kogoś, kto żyje tak jak Mietek, bo praktycznie uniemożliwia funkcjonowanie. Do tej pory mógł liczyć na to, że w razie potrzeby któryś ze znajomych poratuje i postawi browara albo zaprosi na pół litra. Teraz, nie mając żadnych dochodów, cierpiał katusze. Głód mu nie groził, gdyż mieszkał z matką, która nie odmawiała synowi miski zupy, ale już na papierosy albo gorzałkę nie dawała pieniędzy. W tej sytuacji, po kilku tygodniach prawie zupełnej abstynencji, zdesperowany do ostateczności zrobił skok, prawdopodobnie najgłupszy w swoim życiu.

Po drugiej stronie ulicy, przy której mieszkał, był warsztat mechaniki samochodowej. W niedzielę przed południem Mietek zaopatrzony w kawał żelaznego pręta zakradł się na podwórko kamienicy i nie przejmując się tabliczką informującą, że obiekt jest monitorowany, wyważył zamek w drzwiach warsztatu. Do znalezionej torby zapakował kilka elektronarzędzi i nie bawiąc się w zacieranie śladów, wrócił do domu, żeby schować łupy do piwnicy. Nazajutrz, kiedy szedł na bazar z wkrętarką w reklamówce, zaczepił go dzielnicowy i zapytał, co ma w torbie. Mietek nie kręcił, nie szedł jak inni w zaparte, tylko od razu wypalił: – Przyznaję się, to moja robota i możecie mnie zamknąć, co też się stało i teraz przez rok będzie miał spokój. jot podpis kryminałek
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości