– Smród jest nie do zniesienia. Jeśli tylko zawieje wiatr w stronę naszych domostw, można zwymiotować. O otwieraniu okien czy wyjściu na świeże powietrze nie ma nawet mowy – skarżą się mieszkańcy Jaksmanic w gminie Medyka. Mają powody, bo niemal jednorazowy zrzut kilkunastu ton ścieków z oczyszczalni na pole orne w odległości kilkuset metrów od ich domostw może wzbudzić złość i trwogę. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ale czy zgodnie z ogólnie przyjętymi sąsiedzkimi relacjami?
Był poniedziałek, 6 czerwca br. Między godziną 14 a 15. Wówczas przyjechały dwa potężne samochody, które coś „zrzuciły” na jedno z pól ornych. Następnego dnia jeden z mieszkańców wspólnie z żoną pojechali zobaczyć, co to jest, bo zaczęło niemiłosiernie śmierdzieć. We wtorek, 7 czerwca br., ruch na owym polu był znacznie większy. Samochody kursowały tam i z powrotem. Łącznie – jak wyliczyli mieszkańcy – było około 15 „zrzutów” z tzw. łódek (samochód-wywrotka). Każdy z nich to ok. 25 ton ścieków[paywall].
– Od razu zadzwoniłem do sanepidu. Odesłali mnie do gminy, a ci z powrotem do sanepidu. Postanowiłem zadzwonić do ochrony środowiska. Początkowo nie byli zainteresowani, ale nie dawałem za wygraną. Przyjechali inspektorzy. Pomierzyli wstępnie, czy odległości od domostw się zgadzają, bo minimum ma być sto metrów. Było. Poszli, zrobili zdjęcia. Ścieki zostały rozplantowane, ale nie przeorane, a przepis mówi, że musi być to zrobione w ciągu 24 godzin – tłumaczy Przemysław Wilma.
Jak się okazuje, takie praktyki stosowane są od dawna. Są specjalistyczne firmy, które podpisują umowy z rolnikami na odbiór na ich pola m.in. ścieków z oczyszczalni. To – jak się dowiedzieliśmy – „naturalny” nawóz. Ponoć lepszy od sztucznych... Obecnie bardzo drogich.
– To są ścieki z oczyszczalni ze Stalowej Woli. Widzieliśmy w dokumentach. Dzieci w pobliskiej szkole się duszą, bo nie mogą otworzyć okien. Na zewnątrz też nie wyjdą. Przecież tak się tego nie załatwia. Robię na roli od lat. Wiem, jak czuć na przykład gnojowicę, ale to... Jeśli już, to uważam, że wszystko powinno odbyć się błyskawicznie. Przywożą, orają. A nie tak, jak tutaj się działo. Druga sprawa: tego nie robi się teraz! Kiedy są wysokie temperatury. Albo wczesną wiosną, albo jesienią – z przekonaniem dopowiedział Ireneusz Wilma.
– W środę chcieliśmy zablokować wyjazd jednego z samochodów, bo mieliśmy tego najzwyczajniej dość. Przyjechali raz jeszcze z ochrony środowiska. Zażądaliśmy, aby pobrali próbki tego, co wpuszczane jest w ziemię. Przecież nieopodal są studnie z wodą gruntową, pitną. Nie wiemy, co przedostaje się do gleby. Powiedziano nam, że próbek nie mogą pobrać, bo w papierach wszystko jest w porządku. Przyjechała policja, odpuściliśmy blokadę. Jeśli tamto jest legalne, zapytaliśmy w takim razie, kto pilnuje tego, aby – zgodnie z przepisami – w ciągu doby zostało to zaorane. Nie dowiedzieliśmy się. Dopiero po interwencji wójta gminy zaczęli to zaorywać – dodał Witold Błaszczyk. – Mieszkamy na wiosce, więc wiemy, że czasami musi śmierdzieć, ale nie dopuścimy do tego, aby nam wlewali w ziemię substancje niewiadomego pochodzenia. Bo nie mamy pewności, czy to były tylko i wyłącznie naturalne ścieki – dodał.
Jak już wspomnieli mieszkańcy Jaksmanic, rzeczywiście wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Potwierdził to wójt gminy Medyka Marek Iwasieczko, który na moment wszedł w rolę negocjatora. Udało mu się doprowadzić do tego, że właściciel pola zaczął zaorywać ścieki. – Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Zgłosili to do urzędu gminy, mają wszystkie wymagane papiery. No, a że śmierdzi... To prawda. Byłem tam trzy razy, prosząc o jak najszybsze zaoranie tego. Uczuliłem ich na zachowanie czystości na drodze i aby zrobili to jak najszybciej. Uważam jednak, że mieszkańcy też nieco przesadzają. Przecież ten rolnik kiedyś musi to zrobić. Wywożą na pola obornik, wywożą gnojowicę. To też śmierdzi. Ci mieli określone terminy i musieli się ich trzymać. Ale prawdą jest też, że mogli to zrobić w innym terminie, a nie teraz, kiedy jest już bardzo gorąco. Za kilka dni będzie po problemie. Nieraz już to przerabiałem w terenie – zapewnił M. Iwasieczko.
Skontaktowaliśmy się także z kierownik przemyskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska Aleksandrą Czajką. W końcu jej inspektorzy byli kilka razy na miejscu. Także potwierdziła, że w Jaksmanicach wszystko odbyło się legalnie. – Nie pobieraliśmy żadnych próbek. Taki obowiązek ciąży na oczyszczalni ścieków. Dostosowali się, mamy ich wyniki. Wszystko jest w porządku. Próbki gleby także mają obowiązek zbadać i z tego co wiem, zrobią to. Będziemy tego pilnować, zapewniam. Na naszym terenie do takich sytuacji dochodzi często. Wszystko jest monitorowane, zgłaszane. Wszystko jest zgodnie z przepisami prawa. Nie mamy jednak wpływu na to, że śmierdzi. Bo śmierdzi bardzo, ale tego nie regulują żadne przepisy – podsumowała A. Czajka.

fot.Mariusz Godos
– Ścieki zostały rozplantowane, ale nie przeorane, a przepis mówi, że musi być to zrobione w ciągu 24 godzin – tłumaczy Przemysław Wilma.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze