Rozmowa ze Sławomirem Bugajczykiem, przemyślaninem z wyboru. Po przeszczepie serca, w wieku 57 lat, w dziesięć dni przejechał trasę z Gdyni do Przemyśla, by oddać hołd kapitanowi Henrykowi Jaskule.
Z Gdyni do Przemyśla, ile to było kilometrów?
– Tak na oko dziewięćset. Może trochę więcej. Jeszcze dokładnie nie policzyłem. Nie było czasu. Poszczególnie etapy różnie się układały (po dokładnym wyliczeniu wyszły 944 kilometry – przyp.is redakcji).
Jechał Pan jedenaście dni?
– Dokładnie dziesięć. Jeden dzień musiałem odpocząć. Odwiedziłem brata, a w Instytucie Kardiologii w Aninie zbadano mi poziom leków immunosupresyjnych, tych, które zapobiegają odrzutowi serca.
Trudno było na trasie?
– Obyło się bez problemów. Na końcowych etapach dokuczył mi deszcz. Trochę zmokłem, ale nie narzekam.
Odpoczynek na trasie.

Zakończył Pan trasę trzynastego czerwca tego roku na ulicy Franciszkańskiej w Przemyślu, pod posagiem kapitana Henryka Jaskuły, autorstwa wybitnego, przemyskiego artysty rzeźbiarza Mariana Szajdy. Dwunastego czerwca minęło 45 lat od wypłynięcia kapitana Jaskuły z Gdyni w samotny rejs dookoła świata. Tak Pan planował?
– Gdybym przyjechał wczoraj, byłoby idealnie. (śmiech). Nie, aż tak precyzyjnie nie planowałem przyjazdu, ale to prawda –- jechałem głównie po to, aby oddać hołd wielkiemu żeglarzowi. Trasę chciałem zakończyć właśnie tu.
Głównie? Był jeszcze inny powód...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 74% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze