Kilka, a kto wie, czy nie kilkanaście pozbawionych włazów studzienek ściekowych, z których każda niesie ze sobą ogromne niebezpieczeństwo, znajduje się na terenie byłego campingu przy ulicy Sanockiej w Przemyślu. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby wpadło do niej jakieś dziecko. Sprawą zainteresował nas jeden z Czytelników.
Śmiertelne nawet niebezpieczeństwo kryje się na kilkuhektarowym terenie po byłym campingu „Zamek” przy ulicy Sanockiej w Przemyślu, który bezpośrednio sąsiaduje ze stadionem Polonii. Campingu od dawna tam nie ma. Choć teren jest ogrodzony i na noc zamykany przez pracowników stacji wulkanizacji opon, funkcjonującej tuż przy bramie wjazdowej, to większość terenu zarośnięta jest wysoką trawą, chwastami i krzakamiIdąc wytyczonymi ścieżkami można natknąć się na ślady alkoholowych libacji, palonych ognisk. Miejsce to służy niektórym za śmietnik, bo znaleźć tam można stare łóżka czy krzesła oraz inne odpady. Gdzieś pośród nich znajdują się studzienki ściekowe, z których złomiarze powyciągali włazy. Dla kogoś niezorientowanego w terenie, chodzenie tam jest ogromnie ryzykowne, nie wiadomo bowiem, gdzie kryje się niebezpieczeństwo. To tak jak z chodzeniem po polu minowym.
– Miesiąc temu do jednej z tych studzienek wpadła mała dziewczynka. Złamała nóżkę. Nie wiem, jak dalej ta sprawa przebiegła, czy rodzice zgłosili to na policję, czy nie. Nikt od dawna się tym miejscem nie interesuje. Złomiarze rozkradli wszystkie włazy do studzienek. Solidne, żeliwne dużo ważą, więc jakiś zarobek z tego był. To także znakomita kryjówka dla wszelkiej maści meneli, bo straż miejska tam nie zagląda. Ćpają tam i piją alkohol. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że niemal codziennie chodzą tam całe tabuny dzieci. Nie da im się wytłumaczyć, że nie wolno. Z tego, co udało mi się policzyć, to otwartych, niezabezpieczonych studzienek ściekowych jest chyba z dziesięć. Obawiam się, że kiedyś dojdzie tam do tragedii – przestrzega nasz Czytelnik.

Właściciel obiecał załatwić problem
Właścicielem terenu jest gliwicka spółka P.A. Nova, która w nadsańskim grodzie znana jest przede wszystkim z wybudowania Galerii Sanowa. Teren przy ulicy Sanockiej kupiła w konkretnym celu: w przyszłości chce tam wybudować osiedle bloków. Miałyby powstać cztery bloki o czterech kondygnacjach, parter plus trzy piętra. Każde mieszkanie z balkonem, również te na parterze. Łącznie ma powstać ok. 100 mieszkań o powierzchni 6,4 tys. metrów kwadratowych powierzchni użytkowej. Ale póki co – jak dowiedzieliśmy się w gliwickiej firmie – inwestycja ta została odłożona w czasie.
Nie można natomiast odłożyć niebezpieczeństwa czającego się w zaroślach byłego campingu. Dyrektor ds. inwestycji P.A. Nova z Gliwic Jacek Tajster podziękował za informację o tej sytuacji. – Nie ma nas na miejscu, nie możemy więc codziennie wizytować tego terenu. Teren jest ogrodzony, ale rozumiem, że przed dziećmi nie ma przeszkód. Nie będę opowiadał bajek, że wchodzenie tam jest niewskazane, że nie wolno, bo to czyjś teren. Obiecuję, że sprawę rozwiążemy w ciągu kilku kolejnych dni – zapewnił. Trzymamy za słowo.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.A ten czytelnik co tam robił na zamkniętym terenie? Wzdłuż koryta Sanu powinno się pięciometrowy mur wybudować, bo dziecko może się utopić. A przecież najczęstszą przyczyną utonięć jest... woda.
Bardzo niebezpieczne miejsce dla ludzi jak i dla zwierzyny!
A ten czytelnik co tam robił na zamkniętym terenie? Wzdłuż koryta Sanu powinno się pięciometrowy mur wybudować, bo dziecko może się utopić. A przecież najczęstszą przyczyną utonięć jest... woda.
Aleś Ty kur... bohater, Piterze!
Bardzo niebezpieczne miejsce dla ludzi jak i dla zwierzyny!