Maria Jakubowska od ćwierć wieku jest sołtyską podprzemyskich Grochowiec. Dzięki niej i mieszkańcom przez lata wiele się w tej miejscowości zmieniło. Dowodem znakomicie wykonywanej, w zasadzie bezinteresownej pracy jest przyznany jej niedawno tytuł „Sołtysa Roku 2014” w ogólnopolskim konkursie organizowanym przez Gazetę Sołecką. Oprócz prestiżu, triumfatorka zyskała też rower i symboliczną „ławeczkę sołtysa”.
Kiedy się Pani dowiedziała, że została laureatką tego ogólnopolskiego konkursu?
– To był dziwny zbieg okoliczności. Organizowaliśmy w Rokszycach konferencję związaną z funduszami sołeckimi i aktywnym Przemyślem. Tam jako prelegent wystąpiła między innymi redaktor naczelna Gazety Sołeckiej Joanna Iwanicka. Po wystąpieniu powiedziała, że ma jeszcze coś do ogłoszenia. I wówczas dowiedziałam się, że zostałam laureatką tego konkursu. Aż się popłakałam.
Jakie kryteria musiała Pani spełnić, by zostać laureatką?
– Na pewno liczyły się osiągnięcia w pracy, opinie i rekomendacje ludzi, z którymi pracuję czy moich zwierzchników, a więc starosty i wójta gminy. Trzeba także coś robić w ciągu roku, by móc potem się tym pochwalić. To był dla mnie dobry rok, bo Grochowce otrzymały aż 200 tysięcy złotych na różne przedsięwzięcia.
Co udało się przez ostatnie 12 miesięcy zrobić w Grochowcach?
– Sporo. Nie było jednej dużej inwestycji, ale wiele małych, które naszej miejscowości były bardzo potrzebne. Wyremontowaliśmy spory odcinek drogi z nową asfaltową nawierzchnią. Zrobiliśmy nowoczesny plac zabaw przy szkole. Kupiliśmy kontenery na cmentarz, wykonaliśmy meliorację rowów. Przekopaliśmy przepusty drogowe, wykonaliśmy wjazd i plac budowy pod przyszły dom strażaka.
Co to znaczy być sołtysem takiej wsi, jak Grochowce?
– To ciężka praca. Ludzie przychodzą do sołtysa ze wszystkim. Trzeba ich wysłuchać i znaleźć rozwiązanie. Nie zawsze udaje się nam tutaj, na samym dole, pomóc. Czasami trzeba interweniować wyżej. Taka nasza rola, bo od dawien dawna to właśnie sołtys jest łącznikiem między mieszkańcami wsi a instytucjami samorządowymi. Musimy być do ich dyspozycji przez całą dobę.
Ma Pani przecież także prywatne życie.
– Zgadza się. Mam wiele obowiązków. Mąż, dzieci. Zastanawiam się, czy nie przyszedł już czas, aby właśnie im poświęcić więcej czasu. Na pewno kobiecie jest trudniej być sołtysem niż mężczyźnie.
Jak Grochowce zmieniły się przez ćwierć wieku?
– Oj, bardzo. Zwłaszcza infrastruktura. Wieś wyładniała. Jesteśmy chyba atrakcyjną wsią, bo mamy wielu napływowych mieszkańców. Wykupili u nas działki. Są kolejni chętni, ale terenu jest coraz mniej.
Z perspektywy 25 lat sprawowania funkcji sołtysa, z czego jest Pani najbardziej zadowolona, a jakiego marzenia nie udało się spełnić?
– Gdyby nie moja mała ojczyzna, ogromna pomoc ludzi, niczego by nie było. Wielkie ukłony dla nich. Dodawali mi otuchy i sił. Za moich czasów wykonano telefonizację, gazyfikację, kanalizację, pełną termomodernizację szkoły, wybudowano salę gimnastyczną. O drogach nie mówię. Przeprowadziliśmy generalny remont kościoła parafialnego i terenów wokół. Wybudowaliśmy wieżę kościelną. Moim niezrealizowanym marzeniem jest budowa domu strażaka, ale wszystko jest na dobrej drodze. Mamy już pozwolenie na budowę. Czekamy na nowe unijne rozdanie. Drugi temat to budowa wodociągu, ale w tym wypadku także podjęliśmy już konkretne działania. Otóż mamy gotową dokumentację, teraz przyszedł czas na wystaranie się o pozwolenie na budowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze