Choć minęło prawie 70 lat od tragicznych wydarzeń, w niewielkim lesie pomiędzy Świętoniową i Grzęską wciąż wieje grozą. Poprzecinany długimi alejkami, usadowiony na grząskiej ziemi przez miejscowych zwany jest Dębrzyną. Ma bogatszą historię niż niejedna miejscowość, naznaczoną wydarzeniami z okresu wczesnych lat powojennych.
Wchodząc w las, niedaleko którego leżą dwie wsie, a kawałek dalej tory, czuje się w powietrzu coś niedobrego. W sercu sosnowo-dębowego zagajnika stoją krzyże, tu i ówdzie widać też inne namalowane białą farbą na korze, gdzie indziej są anonimowe groby ziemne. To te, które dało się odnaleźć i zidentyfikować. Pozostałe mogą być niemal wszędzie.
Są lata 40., tuż po wojnie. Wokół spalone domy i spustoszone gospodarstwa. Ludziom w oczy zaglądają bieda i strach. Choć wojna się skończyła, poczucie bezpieczeństwa na tych terenach to wciąż nieosiągalna sprawa. Wojna łamała ludzi, rodziny i całe społeczności. Byli tacy, dla których drogi do domu były zamknięte i tacy, którzy dorośli w świecie wojennej pożogi i innego nie znali. Lasy i bezdroża dzisiejszego Podkarpacia roiły się od rzezimieszków. Napady na pociągi w tej rzeczywistości nie były czymś odosobnionym.
Późny wieczór, niedoświetlona stacja w Rogóżnie. Tu żegna się dwóch przyjaciół, którym w końcu po kilku latach przymusowych robót w Niemczech udało się wrócić do kraju.
Jeden postanawia, że pójdzie pieszo, bo ze stacji w Grzęsce miałby dalej do rodzinnych stron, drugi decyduje się na podróż koleją. Pociąg rusza i stukocząc, sunie naprzód.... Do Grzęski jednak tym razem nie dojeżdża. Będący w zmowie z przestępcami dróżnik kieruje pociąg na bocznicę. W pobliżu jest jedynie las, bagna i żadnych domostw. Bandyci przemocą wyciągają pasażerów z pociągu i zaganiają... do Dębrzyny. Tu kończy się podróż drugiego z mężczyzn, tutaj zakończyło też życie kilkadziesiąt innych ofiar: mężczyźni, kobiety, dzieci...
Okradano ich i brutalnie mordowano w obawie przed zdemaskowaniem. Motyw był rabunkowy. Wieszano ich na telefonicznych kablach, podrzynano gardła, szczęściarzom strzelano w głowę. Z ofiar oprawcy zdzierali wszystko, co mogło się przydać albo co się dało przehandlować. Nagie, zbezczeszczone zwłoki zostawiano bez żadnego pochówku. Czasem ktoś tylko przykrył je gałęziami.
O krwawym procederze wiedzieli okoliczni mieszkańcy, ale chcieli żyć. Gdy ktoś za dużo mówił o Dębrzynie, mogła mu się stać krzywda. Dlatego mówiono półszeptem....
Przez lata wokół lasu narosło wiele legend i mitów, mówiono że w nim straszy, że spotykają się tu sataniści, że w czasach przedchrześcijańskich składano tu ofiary z ludzi. – Takie miejsca mają to do siebie, że oddziałują na wyobraźnię – mówi ks. Józef Nowak. – Co do strachów, trudno się na ten temat wypowiadać. Ja jako ksiądz czułem, że te dusze domagają się upamiętnienia i modlitwy. Kiedy powstał pomnik i odprawiliśmy tam mszę świętą, poczułem, jakby kamień spadł mi z serca. Spadło to ze mnie. Od tego czasu regularnie w pierwszą niedzielę września odprawiamy nabożeństwo w tym miejscu, przychodzą miejscowi i przyjeżdżają obcy. W końcu wśród tych, co tam leżą, mogli być i wracający do Przeworska, Jarosławia czy Przemyśla. Nie wiemy, znamy historię zaledwie kilku z nich.
Do dziś oficjalnie nie zidentyfikowano zwłok ofiar ani nie ustalono tożsamości oprawców.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Babcia mi opowiadała, że ludzie "Grzęszczanie" wracali z wojny pociągiem... widzieli już dachy swoich domów.... ale nagle pociag zatrzymał się tuż obok lasu, i niestety- do swych domów już nie wrócili. Bardzo przykre
Pociągi były zatrzymywane ,przed semaforem przez nastawniczego,pochodzącego ze Swietoniowej,następnie bandyci,pochodzący głownie ze Swiętoniowej,oraz przesiedleńców mieszkajacych czasowo w Swietoniowej,rabowali a niekiedy mordowali pasażerów.Jest wielce prawdopodopne, że oprawcy ci mieli powiązania z przeworskim UB.
"i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie"
Wielki wstyd przez tą zbrodnie mieszkać w Przeworsku. Dzikusy ze Swietoniowej mordowali swoich krajanów Zwierzęta słyszałem że w tym mordzie jeszcze brali udział ludzie z Gniewczyny i Grzeski.Chcialbym się dowiedzieć nazwiska tych zbrodniarzy i napiętnować ich potomków w 2020 roku. Hanba to byli żołnierze AK Chyba wyjeżdżam z Podkarpacia Straszny wstyd
?
Babcia mi opowiadała, że ludzie "Grzęszczanie" wracali z wojny pociągiem... widzieli już dachy swoich domów.... ale nagle pociag zatrzymał się tuż obok lasu, i niestety- do swych domów już nie wrócili. Bardzo przykre
Pociągi były zatrzymywane ,przed semaforem przez nastawniczego,pochodzącego ze Swietoniowej,następnie bandyci,pochodzący głownie ze Swiętoniowej,oraz przesiedleńców mieszkajacych czasowo w Swietoniowej,rabowali a niekiedy mordowali pasażerów.Jest wielce prawdopodopne, że oprawcy ci mieli powiązania z przeworskim UB.