Gdyby przed sezonem ktoś powiedział, że SRS NIKO Przemyśl dwukrotnie pokona SPR Orła Przeworsk, mógłby zostać uznany za niezłego fantastę. Wszak ci pierwsi widziani byli w roli ligowego średniaka, ci drudzy mieli aspiracje walki o najwyższe cele. Ale sport jest nieprzewidywalny i przez to piękny. Osłabiona ekipa Piotra Kroczka sprawiła kolejną niezwykle miłą niespodziankę i zdobyła halę MOSiR im Tadeusza Ruta w mieście nad Mleczką.
To było spotkanie rozegrane awansem z 24. kolejki (zaplanowanej na 26 – 27 kwietnia). Już w pierwszym meczu obu zespołów doszło do małej sensacji, bo w hali Przemyskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji „Armia Leliwa” uległa gospodarzom 31:26 (13:13), co wówczas było dla nich sporym ciosem. Ciosem, który chyba zastopował mocarstwowe plany zawojowania rozgrywek. Przemyślanie wygrali jak najbardziej zasłużenie, ale było więcej niż pewne, że SPR Orzeł będzie z niecierpliwością czekać na rewanż.
Przeworszczanie zapowiadali ogień na parkiecie hali przy ul. Misiągiewicza. Trudno było protestować wobec takich przewidywań, bo mają wystarczająco jakości, aby teorię przekuć w praktykę. Problem w tym, że nie odrobili zadania domowego. Z pewnością analizowali występ przemyślan w Chrzanowie, ale najprawdopodobniej zbagatelizowali nową jakość SRS NIKO. I zapłacili za to najwyższą cenę.
Pierwsze pół godziny padło łupem gospodarzy, ale lepsze wrażenie pozostawili przemyślanie. Minimalnie przeważali od początku spotkania. Przeworszczanie wyglądali na kogoś, kto ma plan rozpędzania się powoli. Gospodarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie w 25. min po trafieniu Marcina Wajdy (10:9). I to właśnie finalne fragmenty I połowy napawały miejscowych kibiców optymizmem przed decydującą rozgrywką. Przeworszczanie potrafili sobie znakomicie poradzić, mimo że grali w podwójnym osłabieniu. W roli głównej wystąpił Kacper Bednarz. Najpierw trafił na 12:10, a równo z syreną na 13:11.
Oba zespoły znają się jak łyse konie, ale to P. Kroczek ze swoją armadą był w stanie wymyślić coś oryginalnego, w przeciwieństwie do „Armii Leliwa”. Ta w pierwszym kwadransie II połowy rosła. I trudno było to jednoznacznie zdefiniować… Bo z jednej strony można było odnieść wrażenie, że z każdą minutą mogą zyskiwać na pewności siebie, ale z drugiej strony nagła zapaść, inercja przemyślan w taki prestiżowym starciu mogła dziwić. Ale i zapalić czerwoną lampkę, że coś się tu jeszcze kroi.
Rotacja w składzie gości wprowadzała spory chaos w defensywie gospodarzy. Zamiast opanowania i rozwagi, w ich szeregi zaczęły się wkradać bałagan i chaos. Grali nazbyt schematycznie, nazbyt przewidywalnie. Przemyślanie, którzy znajdowali się już niemal w pozycji horyzontalnej, nagle powstali jak Feniks z popiołów! Znakomitą zmianę na środku rozegrania dał Karol Kroczek. Trafiał K. Kielar i Konrad Łuczyński, nie pomylił się ze skrzydła Oskar Baliga. Gospodarzom zaczęły puszczać nerwy. W pewnym momencie musieli sobie radzić w potrójnym osłabieniu. W 49. min SRS NIKO ich dopadł. Z 7 m trafił K. Kielar i zrobiło się 21:21. Za moment na 22:21 odpowiedział kolejny były zawodnik zespołu z Przemyśla, czyli Tomasz Kulka i to byłoby na tyle, co mieli do zaoferowania miejscowi.
W 57. min po drugim z rzędu celnym rzucie karnym w wykonaniu K. Kielara zapachniało wielką niespodzianką… Faworyt przegrywał 24:26 i nie miał pomysłu, jak zmienić czarny scenariusz. Być może gospodarze mogą mieć pretensje do arbitrów, bo bardzo ochoczo odsyłali ich graczy na 2-minutowe kary...
Goście wytrzymali ciśnienie. Nie spanikowali, nie przestraszyli się nieoczekiwanego prowadzenia i perspektywy zgarnięcia jak najbardziej zasłużonego kompletu punktów. Wynik ustalił rzutem przez niemal cały plac gry K. Łuczyński.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze