25 września br. w siedzibie Przemyskiego Towarzystwa Kulturalnego odbyło się spotkanie z dr Urszulą Olbromską. Od 2006 do 2019 roku samodzielnie zinwentaryzowała ona ponad 60 cmentarzy na terenach przygranicznych obecnej Ukrainy. Jest to kilkanaście tysięcy polskich nagrobków, skatalogowanych i tym samym zachowanych przed zapomnieniem lub zniszczeniem. Owocem jej ciężkiej i zasługującej na podziw pracy jest jej książka „O pamięci w kamieniu wyrytej… Polskie mogiły na cmentarzach pogranicza polsko-ukraińskiego”.
Dr Urszula Olbromska to historyk sztuki, filolog klasyczna, badaczka dziedzictwa kulturowego dawnych Kresów Rzeczypospolitej, inicjatorka i współorganizatorka licznych wystaw oraz spotkań „Dialogu Dwóch Kultur” w Krzemieńcu.
Prace badawcze nad polskimi grobami na terenach dawnej Rzeczypospolitej dr Olbromska wykonywała na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Przez 13 lat prowadziła je właściwie w pojedynkę. Czasami w pracy pomagały jej własne dzieci, które razem z nią jeździły, mierzyły groby i robiły fotografie. Są to badania pionierskie, bowiem nigdy wcześniej takie prace na tym terenie nie były prowadzone. Inwentaryzowane były groby z datą śmierci do roku 1945. Badania terenowe prowadzone były na cmentarzach polskich nieczynnych, na cmentarzach mieszanych, komunalnych, dużych miejskich, parafialnych oraz – jeśli badaczka dowiedziała się, że są jakieś mogiły w polu czy w lesie – również tam docierała. Najstarszy odkryty przez nią nagrobek pochodzi z 1808 roku i znaleziony został na cmentarzu w Sądowej Wiszni. To właśnie ten cmentarz zapoczątkował całą jej pracę. Wiosną 2005 roku jechała ona do Lwowa z profesorem Jerzym Pióreckim. Świetnie znający te tereny profesor pokazał jej nekropolię, którą zauroczona dr Olbromska nazwała małym Łyczakowem (to z racji jego artystycznych walorów, wciąż pięknych nagrobków, figur i posągów). Zauważyła ona, że są to głównie polskie groby, bardzo zaniedbane, nawet poniszczone. Jak się okazało, to przez pensjonariuszy umiejscowionego w pobliskim klasztorze zakładu dla psychicznie chorych, którzy wychodzili na cmentarz jak na plac zabaw. Po powrocie do Polski dr Olbromska pojechała do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ówczesny dyrektor Departamentu ds. Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą, Jacek Miler powiedział, że akurat poszukuje ludzi, którzy robiliby inwentaryzację na tych terenach. W ten sposób zgłosiła się do prowadzenia badań.
W ich trakcie zaobserwowała ona wiele patologicznych sytuacji, jak np. tę z cmentarza w Sąsiadowicach. Przed wojną była to polska wieś, jest w niej polski klasztor i potwornie zaniedbany cmentarz. Był on zupełnie zarośnięty, tak że aby w ogóle zobaczyć nagrobki trzeba było najpierw uporać się z chaszczami. Podczas wywiadu środowiskowego, które dr Olbromska zawsze robiła, gdy przyjeżdżała do kolejnej miejscowości, mieszkaniec wsi powiedział, że nie wiadomo co to za cmentarz. Stąd jej przypuszczenie, że mogła być to nekropolia choleryczna, ponieważ cmentarze morowe miały mniejsze znaczenie, – zmarłych na cholerę chowano w miejscu niepoświęconym i nieogrodzonym. Miejsca takie były pozbawione większego szacunku, tutaj też szukano skarbów. Zresztą, zbezczeszczone groby polskie to nie tylko problem w Sąsiadowicach. Do takich aktów wandalizmu dochodziło również na innych cmentarzach. Dr Olbromska opowiadała, że widziała nawet przedwojenną trumnę z odsłoniętymi zwłokami, a także grobowce z odsuniętymi płytami, gdzie leżały butelki po alkoholu i śmieci. Dodała też, że nie jest to problem jedynie polskich grobów –również stare ukraińskie groby bywają tak traktowane.
Jako pierwsza w tym rejonie zinwentaryzowała ona również kaplice cmentarne. W wielu przypadkach kiedy Polakom odebrano świątynie, zastępowały one kościoły i pozwalały na prowadzenie liturgii. Takim przykładem jest kaplica w Komarnie, która do tej pory pełni funkcję kościoła, mimo że kościół przejęty przez grekokatolików stoi nieużytkowany. Kilka lat temu doszło tam również do okropnej sytuacji. Wyciągnięto tam piasek wraz z kośćmi zmarłych z podziemi z krypty grobowej i wyrzucono bez zabezpieczenia pod cmentarz. Te kości walały się tak przez jakiś czas do momentu, gdy Polacy pochowali je z szacunkiem.
Książka „O pamięci w kamieniu wyrytej…” została wydana w 2025 roku przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA. Ponad 400-stronnicowa publikacja została podzielona na 12 rozdziałów. W każdym z nich autorka szczegółowo opisuje przedmioty swoich badań. Wśród nich są rozdziały m.in.: o znanych z nazwiska i bezimiennych obrońcach ojczyzny oraz pomordowanych, czy o najpiękniejszych figurach nagrobnych. Zawarta w książce jest także mapa cmentarzy pogranicza polsko-ukraińskiego i 250 zdjęć. Znaczenie tej publikacji wzrasta szczególnie teraz, po napaści rosyjskiej na Ukrainę, ponieważ wiele z cmentarzy zmienia swoje oblicze. Część wolnych placów, które są pozostałościami dawnych założeń, są zajmowane przez groby młodych poległych żołnierzy. Do tak ogromnej, długiej i mozolnej pracy, potrzeba było wielkiej motywacji.
– Ja się po prostu uparłam, że ci Polacy muszą być upamiętnieni i już. I niech tam sobie mówią, że tam ich za dwieście lat nie będzie. Być może, ale zostaną w mojej książce
Reklama
– mówi Urszula Olbromska.
Miłosz Borzęcki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze