Reklama

Sto tysięcy osób w arboretum – w 40 lat istnienia

26/06/2015 09:30

W maju obchodzono 40. rocznicę utworzenia Zakładu Fizjografii i Arboretum w Bolestraszycach. Z tej okazji poprosiliśmy profesora Jerzego Pióreckiego, twórcę i długoletniego dyrektora tej naukowej placówki, by przypomniał jej początki.

Panie profesorze, kiedy pierwszy raz trafił pan do Bolestraszyc?

– Pierwszy raz do Bolestraszyc trafiłem w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym trzecim roku. Szedłem z Przemyśla na przełaj. Przepłynąłem San i kierowałem się na skupienie zieleni widoczne na horyzoncie, bo myślałem, że to fort, ale trafiłem do dworku otoczonego parkiem. To było lato i w dworku była kolonia dla dzieci. Pamiętam, że urzekł mnie widok kwitnących głogów, których było pełno wśród drzew. Wtedy jeszcze dwór[paywall] był zadbany, podłogi wypastowane. Dopiero później, opuszczony, zaczął popadać w ruinę i sprawiał przykre wrażenie.

Reklama

 A kiedy miała miejsce kolejna wizyta w Bolestraszycach?

Nie dostał pan profesor dworu, ale arboretum powstało.

– W latach siedemdziesiątych w Przemyślu w kręgu osób związanych z Towarzystwem Przyjaciół Nauk i sekcją przyrodniczą panowały tendencje do stworzenia stałej placówki naukowej. Padł pomysł, żeby utworzyć małą regionalną stację naukową. Wtedy jeszcze wszystko było mgliste i nie mówiło się o profilu. Klimat, jaki panował we władzach, sprzyjał temu, żeby ukierunkować profil na przyrodę. Przemyśl miał tradycje, bo wywodzili się stąd dwaj sławni przyrodnicy. W dziewiętnastym wieku Kotula, a przed wojną Trela. Poza tym była tu Dyrekcja Lasów Państwowych. W tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym piątym roku władze powiatowe w Przemyślu przekazały Zakładowi Fizjografii i Arboretum Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu opuszczoną resztówkę wraz ze zniszczonymi budynkami i ogrodem. Przedsięwzięcie finansował częściowo Urząd Wojewódzki w Przemyślu, a w trochę mniejszym zakresie Komitet Badań Naukowych i Ministerstwo Kultury i Sztuki oraz Narodowy i Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Zostałem wtedy kierownikiem programu badawczego dotyczącego flory i badania rzadkich i zagrożonych gatunków roślin wodnych w dorzeczu środkowej Wisły. Mieliśmy pięcioletni fundusz i na potrzeby projektu mogliśmy zagospodarować w dworku trzy pokoje i zatrudnić trzech pracowników. Swoje wysiłki skierowaliśmy na odtworzenie i zagospodarowanie ogrodu, a staraniem konserwatorów prowadzono prace przy rewaloryzacji zespołu dworskiego i parkowego. To naprawdę był ogrom pracy. Nieraz żartuję, że miałem trzy pięciolatki, trzy okresy tworzenia arboretum. Aż do lat dziewięćdziesiątych, kiedy po reformie musieliśmy się usamodzielnić. Dzisiaj, dzięki staraniom i wytężonej pracy pracowników i przychylności władz, arboretum należy do jednego z większych ośrodków w kraju, w którym zachowały się niektóre gatunki roślin zagrożonych wyginięciem. Jest w tej okolicy największą atrakcją turystyczną. W tamtym roku odwiedziło je prawie sto tysięcy osób.

Reklama

Dziękuję za rozmowę i gratuluję wytrwałości.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama