W maju obchodzono 40. rocznicę utworzenia Zakładu Fizjografii i Arboretum w Bolestraszycach. Z tej okazji poprosiliśmy profesora Jerzego Pióreckiego, twórcę i długoletniego dyrektora tej naukowej placówki, by przypomniał jej początki.
Panie profesorze, kiedy pierwszy raz trafił pan do Bolestraszyc?
– Pierwszy raz do Bolestraszyc trafiłem w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym trzecim roku. Szedłem z Przemyśla na przełaj. Przepłynąłem San i kierowałem się na skupienie zieleni widoczne na horyzoncie, bo myślałem, że to fort, ale trafiłem do dworku otoczonego parkiem. To było lato i w dworku była kolonia dla dzieci. Pamiętam, że urzekł mnie widok kwitnących głogów, których było pełno wśród drzew. Wtedy jeszcze dwór[paywall] był zadbany, podłogi wypastowane. Dopiero później, opuszczony, zaczął popadać w ruinę i sprawiał przykre wrażenie.
A kiedy miała miejsce kolejna wizyta w Bolestraszycach?
Nie dostał pan profesor dworu, ale arboretum powstało.
– W latach siedemdziesiątych w Przemyślu w kręgu osób związanych z Towarzystwem Przyjaciół Nauk i sekcją przyrodniczą panowały tendencje do stworzenia stałej placówki naukowej. Padł pomysł, żeby utworzyć małą regionalną stację naukową. Wtedy jeszcze wszystko było mgliste i nie mówiło się o profilu. Klimat, jaki panował we władzach, sprzyjał temu, żeby ukierunkować profil na przyrodę. Przemyśl miał tradycje, bo wywodzili się stąd dwaj sławni przyrodnicy. W dziewiętnastym wieku Kotula, a przed wojną Trela. Poza tym była tu Dyrekcja Lasów Państwowych. W tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym piątym roku władze powiatowe w Przemyślu przekazały Zakładowi Fizjografii i Arboretum Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu opuszczoną resztówkę wraz ze zniszczonymi budynkami i ogrodem. Przedsięwzięcie finansował częściowo Urząd Wojewódzki w Przemyślu, a w trochę mniejszym zakresie Komitet Badań Naukowych i Ministerstwo Kultury i Sztuki oraz Narodowy i Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Zostałem wtedy kierownikiem programu badawczego dotyczącego flory i badania rzadkich i zagrożonych gatunków roślin wodnych w dorzeczu środkowej Wisły. Mieliśmy pięcioletni fundusz i na potrzeby projektu mogliśmy zagospodarować w dworku trzy pokoje i zatrudnić trzech pracowników. Swoje wysiłki skierowaliśmy na odtworzenie i zagospodarowanie ogrodu, a staraniem konserwatorów prowadzono prace przy rewaloryzacji zespołu dworskiego i parkowego. To naprawdę był ogrom pracy. Nieraz żartuję, że miałem trzy pięciolatki, trzy okresy tworzenia arboretum. Aż do lat dziewięćdziesiątych, kiedy po reformie musieliśmy się usamodzielnić. Dzisiaj, dzięki staraniom i wytężonej pracy pracowników i przychylności władz, arboretum należy do jednego z większych ośrodków w kraju, w którym zachowały się niektóre gatunki roślin zagrożonych wyginięciem. Jest w tej okolicy największą atrakcją turystyczną. W tamtym roku odwiedziło je prawie sto tysięcy osób.
Dziękuję za rozmowę i gratuluję wytrwałości.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze