Starszy kapitan Marek Kopciuch wielokrotnie musiał ratować ludzi jako strażak. Taka sytuacja przytrafiła mu się jednak pierwszy raz. Szybka i odważna reakcja pozwoliła na uratowanie napadniętej kobiety. – Napastnik był agresywny i nienaturalnie silny – relacjonuje M. Kopciuch.
Dramatyczne sceny rozegrały się w minioną środę, 3 lutego. Minęła g. 19. Marek Kopciuch, strażak z 25-letnim doświadczeniem, szedł ze znajomym ulicą Mickiewicza od strony torów kolejowych. – Gdy skręciliśmy w ulicę Baziaka, kolega mówi do mnie, że po drugiej stronie drogi ktoś leży – wspomina pan Marek.
Mężczyźni myśleli początkowo, że ktoś źle się poczuł i zasłabł albo jest pod wpływem alkoholu. – Leżąc, co chwilę podnosił głowę. Stwierdziliśmy, że trzeba podejść i sprawdzić – relacjonuje.
W tym czasie, po stronie, gdzie leżał mężczyzna, chodnikiem przechodziła kobieta. Gdy tylko go minęła, napastnik szybko wstał i zaatakował ją[paywall], przewracając na ziemię. – Natychmiast ruszyliśmy w ich stronę i przebiegliśmy na drugą stronę jezdni. Obezwładniłem napastnika, wykręcając mu ręce do tyłu. To pozwoliło się kobiecie uwolnić . Dobiegł kolega i pomógł mi go przytrzymać – opowiada M. Kopciuch.
Napastnik nie miał na sobie ubrania, zachowywał się agresywnie. – Wyglądał, jakby był pod wpływem środków odurzających. We dwóch ciężko nam było go utrzymać. Dobiegł do nas jeszcze jeden pan, który nam pomógł i wezwał policję – mówi strażak.
Miejsce, w którym doszło do zdarzenia, znajduje się nieopodal kościoła św. Karola Boromeusza. Napastnik położył się w pobliżu murowanego ogrodzenia, a gałąź z rosnącego obok świerka rzucała na niego cień, więc mógł być w ogóle niewidoczny dla idącej chodnikiem kobiety.
Marek Kopciuch nie czuje się bohaterem. – To była chwila, każdy by tak zareagował – mówi. Strażakiem jest od 25 lat, od 23 służy jako dowódca zmiany. Ma stopień starszego kapitana. Brał udział w niejednej akcji ratującej ludzkie życie, jednak pierwszy raz przytrafiła mu się taka sytuacja w cywilu. – Na służbie jest inaczej, jestem w pracy. Samo działanie wykonuje się tak samo, jakby z automatu, ale już później pojawiły się myśli o zagrożeniu. Na służbie człowiek jednak inaczej do tego podchodzi – mówi.
Z zachowania strażaka dumni są jego przełożeni. – Warto o tym napisać, bo jest to wzorowa i godna naśladowania postawa – uważa brygadier Andrzej Garus, zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Lubaczowie. – O Marku mogę mówić w samych superlatywach. Jako dowódca zmiany jest kompetentny i lubiany. Życzyłbym sobie więcej takich strażaków – mówi.
– Byłem pod wrażeniem jego zachowania. Przecież napastnik mógł być uzbrojony, powiedziałem mu o tym. Odpowiedział: poczułem, że muszę iść z pomocą – opowiada A. Garus. – Wspólnie z komendantem powiatowym chcemy wnioskować, aby w jakiś sposób go wyróżnić – zapowiada.
Napastnikiem okazał się 22-letni mieszkaniec Lubaczowa. Jak się dowiedzieliśmy, mężczyzna wcześniej był leczony psychiatrycznie. – Sprawca został przesłuchany i usłyszał zarzut usiłowania gwałtu. Grozi za to od dwóch do dwunastu lat pozbawienia wolności – mówi Maria Potoczna, prokurator rejonowy w Lubaczowie.
Mężczyzna został przebadany na obecność środków psychoaktywnych. Wyniki jeszcze nie są znane.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze