Rozmowa z Witem Więchem, założycielem przemyskiej firmy programistycznej Order of Code, współtwórcą największej na świecie internetowej wyszukiwarki lotów brytyjskiej firmy Skyscanner, informatykiem, który wybrał rodzinny Przemyśl zamiast Microsoftu w Dublinie; pomysłodawcą aplikacji Szlakiem Przemyskich Niedźwiadków.

Skąd w Przemyślu pojawił się Miś Informatyk?
– Od kilku lat działam w Przemyskim Klubie „Melonik” – stowarzyszeniu skupiającym lokalnych przedsiębiorców, którzy starają się wspierać rozwój miasta Przemyśla. Również podejmują działania charytatywne. W trakcie klubowych dyskusji doszliśmy do wniosku, że naszemu miastu brakuje akcentów przeznaczonych dla dzieci, które też ociepliłyby wizerunek miasta i uatrakcyjniły rodzinom zwiedzanie go. Stąd idea postawienia kilkunastu niedźwiadków, które nawiązują do herbu Przemyśla i prezentują lokalne przedsiębiorstwa, rzemiosło i instytucje. Jednym z niedźwiadków jest sponsorowany przez Order of Code Miś Informatyk. Symbolizuje on pracę programistów, którzy często korzystali z uroków Przemyśla. Wybierali się oni na lunch do pobliskich lokali, na spacer po starówce, na narty na stoku, a czasem nawet pracowali na laptopach, siedząc na ławkach w parku. Miejsce, gdzie znajduje się miś, jest też dość szczególne. Pierwsza siedziba firmy mieściła się w hotelu Gromada (obecnie Accademia) niedaleko kładki, a bulwar nad Sanem z pięknymi zachodami słońca był jednym z ulubionych miejsc spacerów informatyków, tak jak i wielu mieszkańców miasta.
Jest Pan pomysłodawcą i głównym fundatorem aplikacji, dzięki której zwiedzanie Przemyśla razem z niedźwiadkami będzie jeszcze bardziej ciekawszym przeżyciem. Na czym będzie polegać przygotowywana przez Pana aplikacja i czy będzie prosta w obsłudze?
– To nie będzie wielka aplikacja, a pomysł ma już kilka lat. Powstał w Przemyskim Klastrze Turystycznym. Początkowo zamierzaliśmy promować ciekawe miejsca w Przemyślu poprzez nagrania dźwiękowe, historyczne zdjęcia. Potem pojawiła się moda na Pokemon Go. A teraz mamy przemyskie niedźwiadki. Stąd pomysł na aplikację, która łączy element rozrywkowy dla dzieci z promocją walorów turystycznych Przemyśla. Aplikacja pokaże na mapce lokalizację niedźwiadków oraz zdjęcia atrakcji w okolicach każdego z misiów – to dla zachęty, by go zobaczyć. Użytkownik będzie mógł odwiedzać misie w dowolnej kolejności lub też podążać wirtualnym szlakiem, najszybszym lub najciekawszym. Każdy miś otrzyma swój kod QR, a zeskanowanie tego kodu odsłoni wirtualną kartę niedźwiadka w aplikacji. Planujemy, aby po zebraniu co najmniej dziesięciu kart misiów, odkrywca mógł z pomocą aplikacji odebrać drobną nagrodę, na przykład porcje lodów dla dziecka w którejś z przemyskich cukierni. Sądzę, że rodzice także dadzą się skusić na lokalne łakocie.
Brzmi intrygująco, ale skąd brać chętnych do fundowania nagród?
– Myślę, że nie zabraknie chętnych przedsiębiorców, aby w oryginalny sposób zachęcać do odwiedzenia, na przykład swojej cukierni, restauracji, kawiarni, pizzerii, sklepu z pamiątkami. Może pojawi się wyjątkowy niedźwiedzi smak lodów? A może misiowe ciasto? Liczymy również na kreatywne włączenie się instytucji miejskich i kulturalnych działających w naszym mieście.
Czy pomysł połączenia atrakcji turystycznej, takiej jak Szlak Przemyskich Niedźwiadków z przygotowywaną przez Pana aplikacją jest już gdzieś w Polsce wykorzystywany? Jeżeli nie, to może warto go opatentować?
– Trudno mi powiedzieć, czy gdziekolwiek funkcjonuje podobne rozwiązanie promocyjne, ale o ile znam współczesny świat informatyczny, to większość pomysłów w Internecie już w jakimś stopniu funkcjonuje. Nie wiem, czy chcę tą aplikację opatentować. Nie taka jest jej idea, by zarabiać. Chcemy po prostu uatrakcyjnić dzieciom zwiedzanie miasta.
Na wstępie naszej rozmowy w skrótowy sposób zaprezentował Pan główne walory Przemyśla. Można zrobić szybki test Czytelnikom z uważnego czytania i zadać pytanie: ile walorów miasta nad Sanem wymienił Wit Więch? Policzyłem: wymienił Pan pięć. Być może forma zagadek to dobry pomysł do aplikacji?
– Dobry, ale to, co pan teraz proponuje, w języku informatycznym nazywa się featuritis. To taka „choroba”, polegająca na dodawaniu do aplikacji kolejnych funkcji, z których niekoniecznie wszyscy będą korzystać. Na razie chcemy zbudować funkcjonalne rozwiązanie, a potem będziemy wysłuchiwać opinii użytkowników, aby dodać to co będzie im się podobać.
Czy w Pana opinii wyjątkowe walory turystyczne miasta, a jest ich o wiele więcej niż pięć, są w pełni wykorzystane?
– Podstawowym problemem jest promocja miasta. Jeżeli już ktoś do Przemyśla przyjedzie, to na miejscu ma sporo informacji o tym co tu robić, zobaczyć, doświadczyć - chociażby w Internecie. O wiele gorzej wygląda sytuacja z promocją i rozpoznawalnością oferty turystycznej Przemyśla w Polsce. Co prawda po wybuchu wojny w Ukrainie o Przemyślu dowiedział się cały świat, ale nie z punktu widzenia walorów turystycznych. Według mnie nadal nasze miasto jest mniej rozpoznawalne niż, na przykład, Zamość.
Jak można to zmienić?
– Recepta jest jedna: trzeba tu stworzyć coś wyjątkowego. Coś, co wyróżni Przemyśl spośród wielu innych zabytkowych miast. Coś co zaintryguje ludzi. Mieliśmy w Klubie Melonik pomysł postawienia w mieście Figur Gigantów, pomysł śmiały, oryginalny. Był też pomysł na Park Szalonej Nauki i Rozrywki. Trzeba zrobić burzę mózgów pośród osób, którym dobro miasta leży na sercu, przerzucać się pomysłami, potem znaleźć finansowanie. Nie powinniśmy bać się nawet tych najśmielszych idei. Przecież Wieża Eiffla to też było wariactwo. Tymczasem od lat usiłujemy zatrzymać Przemyśl w niezmiennym stanie - martwej materii: pięknej architekturze, przeszłości austro-węgierskiej twierdzy. To są bezsprzeczne walory, ale miasto przecież żyje. Tutaj mieszkamy, pracujemy i to my powinniśmy je zmieniać, upiększać. Potrzebujemy nowych, powiedziałbym może nawet szalonych pomysłów, takich jak dom do góry nogami.
Decyzją Czytelników Życia Podkarpackiego i Kapituły, w skład której weszli przedstawiciele naszej redakcji i Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Przemyślu, został Pan wybrany jednym z ośmiu Liderów Lokalnych. Doceniono Pana sukces odniesiony w małej ojczyźnie. Jak napisaliśmy we wstępie, jest Pan współtwórcą największej na świecie internetowej wyszukiwarki lotów brytyjskiej firmy Skyscanner, a co było kluczowe w podejmowaniu decyzji przez Kapitułę, wybrał Pan rodzinny Przemyśl zamiast Microsoftu w Dublinie. Dlaczego?
– Zadecydowały różne aspekty. Dostępność opieki medycznej, tańsze domy, przyroda, dobre szkoły dla moich dzieci, rodzina, przyjaciele, znajomi, dobry dostęp do Internetu, co było istotne, wziąwszy pod uwagę fakt, że założyłem firmę informatyczną. Te wszystkie elementy skłoniły nas, aby wrócić do Przemyśla. Ponadto Przemyśl oferuje zalety, o które trudno w wielkich aglomeracjach. Przykładowo: mam kilkanaście minut do pracy samochodem, a dwadzieścia kilka rowerem. Dziesięć minut jazdy autem i znajdujemy się w małych Bieszczadach, jadąc w stronę Kalwarii Pacławskiej, Arłamowa czy Birczy. Ponadto wokół jest dużo bardzo przyjaznych i pomocnych ludzi. Nie jest się anonimowym ani samotnym. A ja lubię z ludźmi rozmawiać, wspólnie coś przeżyć. I do tego jeszcze ta magia i tajemniczość miejsc, dawnych wiosek oraz zarośnięte forty i bunkry, niczym starożytne ruiny wśród bujnej zieleni.
Udowodnił Pan, że sukces zawodowy można odnieść także w małych ośrodkach. Czego potrzeba, aby Przemyśl był nie tyko atrakcyjny turystycznie, ale także atrakcyjny dla młodych osób, stojących przed wyborem: wracam w rodzinne strony czy szukam swojej szansy w wielkim świecie?
– Rzeczywiście bardzo trudno młodym ludziom zaraz po studiach znaleźć dobrą pracę i to nie tylko w Przemyślu. Większość firm szuka osób z doświadczeniem wiec konieczne są staże. W Przemyślu dominują urzędy lub instytucje administracji samorządowej, państwowej. Firm jest stosunkowo niewiele. Kiedyś port przeładunkowy w Żurawicy i Medyce stanowił duży rynek pracy. Być może uda się to odtworzyć, gdy zakończy się wojna w Ukrainie. Będzie nowe przejście graniczne w Malhowicach. Może uruchomi się linia 102. Ale bez dużej inwestycji nie będzie wielu nowych firm ani staży, czy miejsc pracy dla młodych. Ale jeśli jakiś młody przemyski informatyk chciałby zyskać doświadczenie przy tworzeniu i utrzymaniu aplikacji o misiach, to zapraszam do współpracy.
Życie to także sztuka wykorzystania czasu wolnego. Czym dla Pana są podróże i pilotowanie samolotu? Bo to dwie główne Pana pasje. Podobno ostatnio często Pana widać w awionetce nad Przemyślem?
– Nie tak często, jak bym chciał. Dopiero rozpocząłem współpracę z Hotelem Arłamów oraz Fundacją im Włodzimierza Czwerynko, które zarządzają lądowiskiem Arłamów koło Birczy. Chciałbym tam bazować samolot i oferować loty widokowe. Lubię podróżować poznawać nowe rzeczy, podejmować nowe wyzwania. Pilotaż awionetki to zarówno podróż jak i wyzwanie. Czy dam sobie radę? Mam taki cel, aby z Arłamowa polecieć do Grecji, potem może do Włoch. No i oczywiście nad nasz Bałtyk, aby przelecieć nad Mierzeją Helską.
O czym marzy Wit Więch?
– Krótkoterminowe marzenie to lot do przyjaciół w Grecji.
Kim chciałby Pan być, gdyby Pan nie był tym, kim jest?
– Po studiach zastanawiałem się nad podjęciem pracy naukowej. Nie tyle polegającej na nauczaniu, co na poszukiwaniu nowych rozwiązań z dziedziny informatyki lub fizyki. Wybrałem pracę informatyka, potem założenie własnej firmy. Nie zmienia to jednak faktu, że alternatywą pozostało bycie naukowcem. I jeśli trafiłyby się odpowiednie okoliczności, to podjąłbym takie wyzwanie.
Rozmawiał Artur Wilgucki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Czy nie można byłoby stworzyć podobnej aplikacji jak ta z niedźwiadkami lecz która dotyczyłaby fortów Twierdzy Przemyśl? Np. ustawić w każdym polecanym forcie odlanego Szwejka? Turyści z pewnością zainteresowaliby się taką atrakcją. Szacunek dla Pana Wita za zaangażowanie dla rozwoju miasta i ciekawe pasje.
Czy nie można byłoby stworzyć podobnej aplikacji jak ta z niedźwiadkami lecz która dotyczyłaby fortów Twierdzy Przemyśl? Np. ustawić w każdym polecanym forcie odlanego Szwejka? Turyści z pewnością zainteresowaliby się taką atrakcją. Szacunek dla Pana Wita za zaangażowanie dla rozwoju miasta i ciekawe pasje.