Reklama

Szydełkowa pasja pani Ewy. Wykonała niemal 30 żołnierzy z różnych epok i wojen

Pani Ewa Leśniak jest przemyślanką. Od trzech lat razem z mężem są członkami Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych X D.O.K. Biorą udział w licznych rekonstrukcjach. Pani Ewa uwielbia swoje role, ale jej prawdziwą miłością jest szydełkowanie. Zajęcie, które jest obecnie na wymarciu.

W rekonstrukcjach przeważnie bywa sanitariuszką. Tak było m.in. w tych w: Przemyślu, Radymnie, Zamościu, Nowej Dębie, Orzechowcach czy Medyce. Jak sama mówi, nie ma zbyt wielu ról kobiecych do obsadzenia. Podobnie jest z pozostałymi czterema kobietami, które są członkiniami stowarzyszenia. Kilkanaście lat temu pracowała jako księgowa w Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Teraz jest bezrobotna. Ale nie narzeka, bo czas wypełnia jej szydełkowanie[paywall].

Pasja rzucona w kąt na kilkanaście lat

Wszystko zaczęło się jeszcze w szkole podstawowej. Jednym z przedmiotów były zajęcia praktyczno-techniczne. – Wiele się nauczyłam. Szydełkowania, robienia na drutach, wyszywania. Potem zapisałam się na kółko dziewiarskie do Młodzieżowego Domu Kultury w Przemyślu, gdzie szlifowałam umiejętności – wspomina. – Kiedy wyszłam za mąż, urodziłam dwóch synów, pasję odstawiłam w kąt. Wszystko wróciło jakieś pięć lat temu. I to dzięki internetowi. Szukałam czegoś i wyświetliła mi się strona z zabawkami wykonywanymi metodą szydełkową. To mnie zainspirowało. Postanowiłam spróbować raz jeszcze – wyjaśniła.

Reklama

Pierwszą zabawką, jaką zrobiła na szydełku, był kot. Potem kolejne zwierzaki – koty i psy oraz lalki. Kiedy zbliżały się święta Bożego Narodzenia, do głowy wpadł jej pomysł wykonania ozdób świątecznych tą metodą. Wyszło pięknie. Ma w swojej kolekcji także mikołaje czy ozdoby wielkanocne.

Maskotka dla stowarzyszenia

Pani Ewa wciąż szuka nowych inspiracji. A że jest osobą niezwykle pomysłową, wpadła na inny ciekawy trop w wyszukiwaniu szydełkowych cacuszek. Zdecydowała, że – będąc członkiem grupy rekonstrukcyjnej – zacznie robić na szydełku... żołnierzy! – Na pierwszy ogień zrobiłam maskotkę stowarzyszenia. W końcu jest nas pięć  i ponad dwudziestu mężczyzn, a nie mieliśmy żadnego znaku, symbolu rozpoznawczego. Wykonałam legionistę. Potem zrobiłam kolejnych, bo miałam na nich zamówienia – uśmiecha się, mówiąc o tym. – Wpadłam jak śliwka w kompot. Powstał żołnierz cesarsko-królewskiej armii, potem Ludowego Wojska Polskiego z 1943 roku, potem pan Janusz Łukasiewicz podpowiedział mi, abym zrobiła oficera wermachtu i tak dalej. Jeśli chodzi o współczesnych, jestem bardzo dumna z naszych podhalańczyków – wyliczyła.

Reklama

Dla E. Leśniak szydełkowanie to wielka pasja. Teraz, kiedy nie można za często wychodzić z domu, spędza przy tym kilka godzin dziennie. Przed obiadem, po obiedzie, wieczorami. Nawet kiedy gdzieś wyjeżdża z mężem, zabiera ze sobą włóczkę i szydełko. – Jak codziennie przy tym nie podłubię, jestem chora. Wciągnęło mnie to jak narkotyk. Przychodzą mi do głowy różne pomysły, które chcę błyskawicznie zrealizować. Denerwuję się, kiedy nie wychodzi, ale to praca dla cierpliwych – zdradziła.

Ani gurumi

Tak, cierpliwość to najważniejsza – oczywiście obok umiejętności – cecha przy tego typu zajęciu. Technika, którą stosuje pani Ewa, to ani gurumi. Pochodzi z Japonii i polega na szydełkowaniu półsłupkami i wypychaniu zabawek specjalną włókniną silikonową. – Moje figurki są różnej wielkości, od pięciu centymetrów do ponad trzydziestu. Ale zrobiłam na szydełku także chociażby czterocentymetrowy breloczek na klucze. Największe ozdoby, jakie do tej pory zrobiłam, to były 50-centymetrowe postaci świętego Józefa i Maryi, które wykonałam na wystawę szopek bożonarodzeniowych pod koniec zeszłego roku – wyliczyła pani Ewa.

Reklama

Ciągle chce się uczyć

Jak się przyłoży, to ręce, nogi, głowę i tułów zrobi w ciągu jednego, góra dwóch dni. Najgorsze są żołnierskie detale, czyli umundurowanie, medale, pagony, sznurki, odznaki, emblematy, broń. – Wszystko robię z włóczki. Przy tych ostatnich dłubaniny jest w bród. Musi być dokładnie. Wewnątrz tych detali nie ma włókniny, są druciki – wyjaśniła.

Kiedyś próbowała policzyć swoją „armię”. Wyszło jej, że zrobiła ok. 30 żołnierzy z różnych epok i wojen. W domu wciąż ma na nie miejsce. – Nie wszystkie mam. Część rozdałam, część sprzedaję. Robię także na zamówienie. Niedawno takowe złożyła jakaś pani z Belgii. Zobaczyła na Facebooku i od razu zamówiła pięć lalek. Zrobiłam je w ciągu dwóch tygodni, takiego powera dostałam. Kilka dni temu zadzwoniła inna kobieta z pytaniem, czy jestem w stanie zrobić postać Jerzego Owsiaka. Powiedziałam, że jestem! Muszę jednak mieć zdjęcie. Wówczas staram się odwzorować bardzo dokładnie – opowiada. – Nie mam żadnego cennika. Umawiam się z klientem. Jak patrzę na kwoty na stronach internetowych, łapię się za głowę. Ceny są horrendalne – dodała.

Ciągle się uczy. Przyznaje, że jeszcze nie potrafi wyszydełkować budowli. – Gdyby ktoś zapytał mnie, czy dałabym radę zrobić na przykład przemyską katedrę, odpowiedziałabym, że nie. Wiem, że szydełkują słynne budowle, samoloty, samochody. Nauczę się. Szukam nowych technik w internecie. Szukam i się doszkalam dziewiarsko, bo nie wyobrażam sobie bez tego życia – podsumowała.
MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama