Reklama

Tąpnięcia na rynku pracy trzeba się spodziewać latem

03/05/2020 19:12

Na lokalnym rynku pracy marzec był spokojny. Poziom bezrobocia utrzymywał się na stosunkowo niskim poziomie, bezrobotnych przybyło mniej niż w styczniu czy lutym. Jak twierdzą eksperci, w kwietniu powinno być jeszcze dość spokojnie, choć na pewno gorzej. Tąpnięcie na rynku pracy wystąpi zapewne na przełomie czerwca i lipca. Paradoksalnie jest szansa, że ze względu na jego specyfikę, na naszym rynku pracy katastrofy jednak nie będzie.

Na razie dane za kwiecień nie są dostępne, więc w ocenie ogłoszonego kryzysu ekonomicznego wywołanego zamrożeniem gospodarki można się posługiwać tylko statystykami z marca. A te mówią, że na razie źle nie jest. Przede wszystkim jak dotąd nie mamy do czynienia z masowymi zwolnieniami.

W marcu najwięcej osób straciło pracę w powicie[paywall] jarosławskim – 483, w powiecie przeworskim było ich 323, w przemyskim zarejestrowało się 285, a do PUP w Lubaczowie zgłosiło się ich 226. Jakkolwiek źle nie wyglądałby te statyki, trzeba podkreślić, że były one i tak najlepsze w bieżącym roku. Dla porównania w styczniu w powiecie jarosławskim do pośredniaka po utracie pracy zgłosiło się 750 osób, a w powiecie przeworskim 563.

Nie najgorsze są też statystki zatrudnienia. W miesiącu rozpoczęcia kwarantanny status bezrobotnego w powiecie jarosławskim straciło 559 osób, w przeworskim 406, przemyskim 345, a w lubaczowskim 269. Część z nich nie wyraziłą woli podjęcia pracy, część z tego statusu zrezygnowała dobrowolnie. Zdecydowana jednak większość znalazła zatrudnienie, poszła na płatny staż lub rozpoczęła umożliwiające przebranżowienie szkolenie. Ostatecznie na koniec marca najwięcej, bo 5570 bezrobotnych było w powiecie jarosławskim, 3911 w powiecie przeworskim, 3556 w przemyskim oraz 1959 w lubaczowskim.

Kwiecień z większą liczbą bezrobotnych...

Oczywiście powodów do huraoptymizmu brak, bo firmy wyczerpują swoje zasoby i wobec braku dochodów z każdym dniem kwarantanny kryzys zaczynają odczuwać coraz mocniej. – Będzie na pewno jakiś wzrost rejestracji na 30 kwietnia – przewiduje Iwona Kurcz-Krawiec, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Przemyślu, zauważając jednocześnie na rynku kilka sposobów rozwiązywania stosunku pracy (np. poprzez wypowiedzenie umowy z inicjatywy pracownika), powodujących utratę prawa do zasiłku, a więc niekorzystnych dla pracowników.

– Marzec i kwiecień to miesiące, w których zwykle odnotowujemy spadek liczby bezrobotnych, bo niektóre branże w tym okresie po zimie wracają do pracy. I tegoroczny marzec był jeszcze spadkowy. Natomiast już mogę powiedzieć, że kwiecień będzie zwyżkowy, a rejestracja, zamiast spadać, wzrośnie – jej obserwacje potwierdza dyrektor PUP w Jarosławiu Jan Wygnaniec.

Reklama

A będzie gorzej

– Największa rejestracja osób długozatrudnionych powinna być po pierwszym lipca, ale też zauważam, że sporo firm korzysta z dofinansowań i pożyczek i z tego co słyszę, wielu przedsiębiorców, mówiąc potocznie, „idzie na przetrwanie”, wierząc, że już w czerwcu uda się wrócić do jakiejś normalności – stwierdza Iwona Kurcz-Krawiec.

– My z kolei, ale także ZUS, mamy sporo instrumentów, żeby im w tym pomagać – dodaje. Podobnego zdania jest Jan Wygnaniec, który spodziewa się pierwszej fali wzrostu liczby bezrobotnych już w maju, a kolejnej w czerwcu i lipcu, kiedy kończyć się będą trzymiesięczne okresy wypowiedzenia. Dyrektor jarosławskiego PUP także dostrzega szansę na to, że kryzys na tutejszym rynku pracy nie przyjmie katastrofalnych rozmiarów. – Część pracodawców, po rozmowach z nami, przekazaniu informacji o poszczególnych elementach tarczy antykryzysowej, wstrzymała się ze zwalnianiem i w tej chwili, co ocenić trzeba pozytywnie, jesteśmy zasypani wnioskami o przyznanie pomocy na utrzymanie miejsc pracy w ramach rządowej tarczy – mów J. Wygnaniec.

Światełko w tunelu

Na razie wciąż znajdujemy się w fazie oczekiwania. Nikt nie ma wątpliwości, że zmiany na rynku pracy się pojawią. Pytanie, jaki będzie ich rozmiar, pozostaje jednak bez odpowiedzi. Nasi rozmówcy wierzą, że specyfika gospodarcza regionu daje podstawy do rozważania także w miarę optymistycznych scenariuszy. – Zawsze powtarzam, że powinniśmy szanować tych małych przedsiębiorców, bo ich jest najwięcej . 90 procent zarejestrowanych na naszym terenie firm to mikro- i małe przedsiębiorstwa. Dla tych jest duża pomoc, więc jest szansa, że one przetrwają – mówi I. Kurcz-Krawiec, podkreślając, że kluczowe będą trzy najbliższe miesiące.

– W powiecie jarosławskim jest duże zróżnicowanie wielkości pracodawców. Mamy firmy duże, zatrudniające nawet po kilka tysięcy osób, ale i jednoosobowe mirkoprzedsiębiorstwa. Ta dywersyfikacja powoduje, że choć są pewne gałęzie, które kryzys bardzo dotknął i bez wsparcia nie ma mowy o tym, żeby przetrwały, to ten lokalny rynek pracy ma swoje atuty, choćby ze względu na możliwości przepływu pracowników pomiędzy tymi firmami – przekonuje z kolei J. Wygnaniec.

– Oczywiście upadek jednego czy kilku dużych zakładów byłby olbrzymim problemem, ale obecnie nie odbieram sygnałów od żadnego z nich, by planowały grupowe zwolnienia, a te zaczynają się od meldunku 20 osób – puentuje dyrektor jarosławskiego PUP.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Edek - niezalogowany 2020-05-04 22:14:48

    Jak PiS nakazuje tak PUP informacje przekazuje 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama