Po ponad 2,5-miesięcznej przerwie zimowej na boiska wrócili piłkarze Betclic III ligi. Wśród nich dwie ekipy z naszego regionu – Pogoń-Sokół Lubaczów i KS Wiązownica. Ich podstawowym zadaniem w rundzie wiosennej będzie zachowanie bytu.
Realizację tego celu lepiej zaczęła ekipa beniaminka z Lubaczowa, która wygrała w Skawinie z Wiślanami. Oby był to dobry prognostyk przed kolejnymi pojedynkami i marszem w górę tabeli. Po tak kosztownym przemeblowaniu składu można na to po cichu liczyć. Przed KS Wiązownica zadanie było o wiele trudniejsze, więc powiedzieć, że zespół Szymona Szydełki zaliczył falstart nie jest zasadne. Faworytem w Nowym Targu nie był i poniósł wysoką, zasłużoną porażkę. Przy okazji takich sytuacji zawsze obroni się powiedzenie: pierwsze koty za płoty. Oby tak było!
Po takiej sobie, by nie powiedzieć słabej, rundzie jesiennej w wykonaniu piłkarzy Pogoni-Sokoła, klubowi działacze „coś” musieli zrobić. Coś, co pozwoliłoby wiosną realnie myśleć o pozostaniu w tej klasie rozgrywkowej. Wyjścia były dwa. Albo pozostawić stan posiadania i poczekać aż wreszcie zatrybi, albo szukać wzmocnień. Teoretycznych gwarantów, że w sezonie 2025 – 2026 na stadion przy ulicy Wyszyńskiego w Lubaczowie wciąż przyjeżdżać będą III-ligowe ekipy. Oczywiście wybór padł na tę drugą opcję.
Nowym trenerem został były 5-krotny reprezentant Polski, piłkarz znany z występów przede wszystkim w Ruchu Chorzów i Legii Warszawa, a potem trener m.in. Stali Stalowa Wola czy Sandecji Nowy Sącz Łukasz Surma. Do rewolucji doszło także w składzie zespołu. Hurtowo opuścili go zawodnicy, którzy wywalczyli awans do III ligi i ci, którzy – zdaniem działaczy – zawiedli w poprzedniej rundzie. Doszło sporo nowych, doświadczonych twarzy, którzy mają dać gwarancję pozostania w III lidze na przyszły sezon.
Na sztucznej murawie stadionu w Skawinie w wyjściowym składzie znalazło się sześciu graczy z poprzedniej rundy. Trzech, którzy wówczas najczęściej grzali ławę. Ten eksperyment – póki co – się powiódł. Lubaczowianie zasłużenie zainkasowali komplet punktów. Zaczęli spotkanie rewelacyjnie, bo po szybkiej akcji, w której kluczowym zawodnikiem był Kamil Ausfeld, piłkę otrzymał Gio-Renys Felicia i ładnym strzałem zdobył prowadzenie. To ciekawy zawodnik, pochodzący z należącej do Holandii wyspy Bonaire na Morzu Karaibskim. Jak lubaczowscy działacze znaleźli taką perłę, niech pozostanie ich słodką tajemnicą.
Goście prowadzeniem nie nacieszyli się jednak za długo. Dwie minuty później był już remis, bo we znaki dał się początkowy brak komunikacji w szykach defensywnych Pogoni-Sokoła. Na szczęście, potem było już tylko lepiej… Do siatki Tomasza Siryka trafił Dawid Dynarek. Odpowiedź przyjezdnych mogła być równie szybka. Po upływie kolejnych 5 minut sędzia słusznie zaordynował rzut karny dla beniaminka, bo Adam Imiela, były lider nieistniejącego już ŁKS Łagów, a potem piłkarz II-ligowej Stali Stalowa Wola, był faulowany w polu karnym. Sam podszedł do egzekucji, ale trafił wprost w bramkarza. Potem gra się wyrównała i do końca I połowy emocji za wiele nie było.
Lubaczowianie w drugich 45 minutach byli lepszym zespołem. I zostali za to nagrodzeni. W 56. min Serhij Rusjan uderzył z ok. 25 m. Nie było to może mocne uderzenie, ale w światło bramki, „pozwalające” zrobić błąd bramkarzowi. I tak się stało. Piłka otarła się jeszcze o A. Imielę i zupełnie zaskoczyła Bartusika. Za moment mogło być 1:3, ale G. Felicia trafił w boczną siatkę. Gospodarze próbowali odrobić straty, ale znakomicie – jak już wspomnieliśmy – spisywała się defensywa Pogoni-Sokoła, którą dowodził niezwykle doświadczony, niedawny gracz I-ligowej Stali Rzeszów, Paweł Oleksy.
Przed rundą wiosenną w zespole z Wiązownicy należało się spodziewać zmian. Kadra był liczna, ale brakowało jakości. I do nich doszło, ale w dziale „odeszli”. Z ekipą Szymona Szydełki pożegnało się aż siedmiu graczy: Jakub Wójcik, Arkadiusz Morąg, Krzysztof Maślanka, Oskar Jeż, Paweł Palko, Mateusz Wójcik i Rafał Michalik (Orzeł Przeworsk). Doszło czterech graczy: Ihor Hatala, Grzegorz Płatek, Wiktor Nowak i Przemysław Zieliński.
Czy nowe twarze będą wzmocnieniem, czas pokaże, natomiast ubytki z całą pewnością mogą wpłynąć na wyniki drugiego zespołu – KS Wiązownica-Wisłoczanki Tryńcza, który jest przecież liderem V ligi okręgowej z realnymi szansami na awans do IV ligi podkarpackiej.
Mecz w Nowym Targu był bardzo poważnym egzaminem dla wiązowniczan. Egzaminem oblanym, ale trudno było liczyć, że wicelider tabeli, chcący awansować do II ligi, pogubi u siebie punkty ze znacznie niżej notowanym rywalem.
„Górale” rozpoczęli od mocnego uderzenia, bo prowadzenie zdobyli już po 27 sekundach gry. Z dośrodkowania na długi słupek Seweryna skrzętnie skorzystał Rubiś i strzałem głową pokonał Nowaka. W 7. min goście mogli wyrównać, ale Zieliński w dobrej sytuacji przestrzelił. I prawdę powiedziawszy była to ostatnia tak dobra okazja dla przyjezdnych na ulokowanie piłki w siatce w tym meczu. Potem na murawie rządziło Podhale. Dość często gościli pod bramką rywala, ale brakowało im dokładności. Wynik podwyższyli w 32. min. Po kolejnym wstrzeleniu piłki w pole karne, tym razem przez Vaclavika, tę spokojnie przyjął Giel i bez problemów umieścił w bramce.

KS Wiązownica w rundzie wiosennej sezonu 2024 – 2025. Fot. KS Wiązownica
II połowę nowotarżanie zaczęli znakomicie. Wiedzieli, że goście mają ogromne problemy przy dośrodkowaniach, więc w 50. Min skierowali tam kolejne kąśliwe podanie, z którego skorzystał tym razem Marcinho, trafiając do siatki strzałem głową. 10 minut później znakomitej okazji nie wykorzystał Bartłomiej Purcha, w 66. min minimalnie pomylił się Vaclavik. Gości dobił w 86. min Michota, który pewnie wykorzystał rzut karny po zagraniu ręką w polu karnym jednego z zawodników Wiązownicy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze