Z końcem tygodnia Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS w Horyńcu-Zdroju zrealizuje ostatnie stacjonarne turnusy rehabilitacyjne, a potem znacznie ograniczy zakres swoich świadczeń. W uzdrowisku już wiedzą, że w tym roku finanse się nie zbilansują. Dla ośrodka idą trudne czasy.
Okres, w którym uzdrowiska mogły wznowić działalność, okazał się krótki. Placówki sanatoryjne po wiosennym lockdownie mogły gościć pacjentów od połowy czerwca, by już 24 października ponownie wstrzymać przyjmowanie kuracjuszy. Swoje turnusy w CRR w Horyńcu kończy jeszcze 134 pacjentów, ale po 7 listopada placówka ograniczy[paywall] się do świadczeń rehabilitacji leczniczej w zakresie fizjoterapii ambulatoryjnej oraz rehabilitacji ogólnoustrojowej w ośrodku dziennym.
Niestety okres odmrożenia działalności sanatoryjnej nie poprawił znacząco sytuacji uzdrowiska. Przede wszystkim zakład działał na pół gwizdka. – Pomimo tego, że zainteresowanie pobytem komercyjnym w centrum na początku roku było wyjątkowo duże, to szacujemy, że około 90 procent osób zrezygnowało z dokonanych wcześniej rezerwacji z obawy o swoje zdrowie, jak również z powodu konieczności wykonania testu na koronawirusa – informuje dyrektor Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS w Horyńcu-Zdroju Marta Langner. Obawy te nie do końca były uzasadnione. – System weryfikacji pacjentów przyjeżdżających do centrum, jak również świadczenie usług rehabilitacyjnych w warunkach reżimu sanitarnego zgodnie z wytycznymi GIS dla funkcjonowania sanatoriów sprawdziły się w naszym ośrodku, co potwierdza brak odnotowanych dotychczas zakażeń – ocenia pani dyrektor. Niestety nawet zwiększenie obłożenia jednostki do 60 procent, jakie nastąpiło w ostatnim okresie, nie pozwoliło w istotnym stopniu poprawić wyniku finansowego placówki. – Sytuacja jest nadal trudna i niepewna – stwierdza M. Langner.
Los sanatorium zależy w dużej mierze od rozwoju sytuacji epidemiologicznej w kraju. Dla placówek rehabilitacyjnych, podobnie jak dla całej gospodarki, im szybciej nastąpi odmrożenie, tym lepiej, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy dojdzie do przesilenia epidemii. – Na pewno do końca roku nie uzyskamy takich przychodów, aby zbilansować koszty – twardo ocenia sytuację pani dyrektor. – Sytuacja spowodowana zawieszeniem działalności sanatoryjnej wymusza podejmowanie racjonalnych działań, minimalizujących koszty przestoju, aby przetrwać ten trudny i niepewny okres – informuje. Czy oznacza to zwolnienia? Najczarniejszy scenariusz dopuszcza taką sytuację, ale w Horyńcu mają nadzieję, że do tego nie dojdzie. – Aktualna kondycja finansowa centrum pozwala na utrzymanie przez jakiś czas obecnego stanu zatrudnienia pracowników, z wyjątkiem naturalnych sytuacji spowodowanych na przykład odejściem na emeryturę czy zmianą planów życiowych pracowników – uspokaja nieco M. Langner. Niestety kadra musi się liczyć ze zmianami, niewykluczone, że konieczna będzie redukcja wymiarów etatów i idąca za nią obniżka wynagrodzeń. – Zwolnienia pracowników to już naprawdę ostateczność – zapewnia pani dyrektor. – Znaczna ich część prawdopodobnie będzie objęta przestojem, ale zakład musi pozostawać w gotowości do świadczenia usług po wznowieniu działalności, które nastąpi prędzej czy później – przewiduje. – Oby do tego doszło jak najwcześniej! – dodaje, za co i my trzymamy kciuki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze