Reklama

W garażu ma tylko ikony stylu

17/04/2016 18:24

Waldemar Lenkowski – w przeciwieństwie do większości kierowców – nie marzy o zasiadaniu za kierownicą najnowszych, luksusowych samochodów. A przecież, uwzględniając swoją sytuację finansową, mógłby kupić najbardziej okazały model. On zdecydowanie woli „cztery kółka”, które – przynajmniej teoretycznie – czasy dawnej świetności mają już dawno za sobą. Im gorszy stan techniczny auta, tym większą ma później satysfakcję, że wspólnie ze swoim zespołem tchnął w nie nowe życie.

58-letni W. Lenkowski, z wykształcenia geolog, z zamiłowania podróżnik, muzyk i pasjonat motoryzacji, założyciel firmy Hillford Classic Cars. – Nigdy nie odkryłem w sobie żyłki motoryzacyjnej – zapewnia nieco przekornie. – Motoryzacja jest jednym z elementów naszej cywilizacji i kultury, więc siłą rzeczy zawsze obserwowałem współczesną motoryzację oraz jej historię – mówi. Pierwszym zabytkiem, jaki kupił 23 lata temu, był Wanderer z 1936 roku. – Nie miałem wtedy żadnego doświadczenia z autami zabytkowymi, więc może i lepiej, że czekał, i nadal czeka, na swoją kolej – dodaje. Od tego czasu zmieniło się jednak bardzo dużo – obecnie W. Lenkowski to ceniony ekspert w branży. Długimi godzinami mógłby opowiadać o zawartości garaży. Jeden z nich wypełniają pojazdy, które na pierwszy rzut oka nadają się wyłącznie na złomowisko. Zniszczone, nadgryzione upływającym czasem, zżarte przez rdzę, niesprawne techniczne. Po prostu ruiny. Ale nie dla niego. On dostrzega w nich potencjał, wynajduje w stodołach, na aukcjach internetowych.

– Znajduje się bardziej ludzi niż sprzęt i dopiero wtedy można coś wyszperać – wtajemnicza. W poszukiwaniu okazji przemierza Polskę, wyjeżdża za granicę. – Mój projekt to składowe kilku czynników: zainteresowania motoryzacją i brytyjskim „dizajnem” oraz sytuacji ekonomicznej, która umożliwiła mi nie tylko zrealizować marzenia o stworzeniu ciekawego zbioru samochodów, ale też zainwestować pewną część rodzinnego kapitału w przedsięwzięcie – wylicza. – Nie traktuję tej działalności hobbystycznie. Ona ma aspekt ekonomiczny, co również pozwala dać zatrudnienie naprawdę sporej grupie osób bez zmartwienia, że się ich zostawi samym sobie po zakończeniu przedsięwzięcia – kontynuuje. Zdaniem rzeszowianina rynek aut klasycznych[paywall] – bo tylko takie leżą w kręgu jego zainteresowania – ewoluuje. W Europie wyceniany jest na około 7 miliardów euro. – Co ciekawsze, w ostatnich latach obserwuje się znaczny wzrost inwestowania w auta klasyczne także w Azji – wyjaśnia. – O USA nie mówię, bo to jakby osobny byt i kolekcjonerski, i biznesowy. W Europie zwłaszcza Brytyjczycy, Francuzi, ale głównie Niemcy od lat wiodą prym w ocalaniu cennych i mniej cennych samochodów. Wokół tego powstał prawdziwy przemysł – przekonuje. 

Wszystkie palą na dyg

W ostatnich latach zmieniły się trendy. – Osoby, które kupują lub inwestują w auta klasyczne, przestały traktować je jako obiekty muzealne i coraz więcej uwagi zwracają na auta klasyczne, którymi jednak można po prostu jeździć, a nie tylko pokazywać je na zlotach – twierdzi. – Dlatego bardzo istotny jest doskonały stan techniczny. W moim zbiorze nawet auta o wydawałoby się archaicznej konstrukcji są gotowe do jazdy i przygotowane tak, aby bez obaw nimi podróżować, na przykład do ślubu bądź w dalszą podróż – deklaruje.

Reklama

Prawdziwość jego słów łatwo zweryfikować, wchodząc do hali, w której żaden z pojazdów nie przypomina tego z garażu. A przecież niemal wszystkie miały w nim kiedyś swoje miejsce. Pierwszy z brzegu Bentley R-type. Swój urok zawdzięcza eleganckiemu nadwoziu, doskonałości konstrukcji i wykonaniu.

– Model ten jest często stawiany za wzór luksusowej limuzyny, wielokrotnie nagradzany na różnych wystawach jako mistrz elegancji – podkreśla przedsiębiorca. – Pomimo sporej masy bez problemu osiąga 150 kilometrów na godzinę. Ten egzemplarz jest w 100 procentach oryginalny, brakuje tylko jednego elementu... oryginalnego podnośnika – przyznaje.

Reklama

Poczesne miejsce w kolekcji zajmuje Daimler DB 18 Consorte (rocznik 1952). Auta zadebiutowały w 1938 roku i były w tamtym czasie rewolucyjne pod względem technicznym (posiadały m.in. automatyczną skrzynię biegów i kilka innych innowacji). Wśród pierwszych nabywców znalazł się Winston Churchill. Uwagę przykuwa Rolls Rolce – niemal taki sam, jakim jeździła królowa Elżbieta II. Wrażenie robi czerwony Triumph Spitfire 4. Wszystkie pojazdy posiadają nienagannie położony lakier, odrestaurowane w detalach wnętrze i – jak wcześniej zapewniał W. Lenkowski – palą na dyg. Bez wyjątku.

– Taki Spitfire daje ogromną radość z jazdy i bez kompleksów może sobie stanąć obok wielu nowoczesnych aut prestiżowych, za które trzeba zapłacić 10 razy więcej – z opinią pasjonata trudno dyskutować. – To po prostu ikona stylu. Poza oczywistą sprawą satysfakcji wynikającej z obcowania z tymi kultowymi samochodami, biorę pod uwagę nie tylko ich urodę i legendę, ale też potencjał inwestycyjny oraz wartość historyczną. W Polsce, co stwierdzam z żalem, nie mamy rodzimej tradycji przemysłu motoryzacyjnego. Powstało wiele prototypów, w swoim czasie na wysokim poziomie konstrukcyjnym, jednak z różnych powodów nie udało się stworzyć żadnej znaczącej marki handlowej ani nawet zaistnieć w światowej motoryzacji – ubolewa. 

Reklama


fot.zbiory własne
Daimler DB 18 Consorte, rocznik 1952. Do dzisiaj używany na wielu dworach królewskich, ale też jako jedno z podstawowych aut podczas ślubów.

Kreatywni nie boją się wyzwań


fot.zbiory własne
Jaguar XJS V12 Hess&Eisenheardt, rocznik 1988. W latach 1986 -– 1988 w zakładach Hess&Eissenheardt w Ohio USA wyprodukowano ok. 800 sztuk tej wersji Jaguara, po czym fabryka spłonęła wraz z dokumentacją, dlatego – pomimo młodego wieku – samochody te mają duży potencjał kolekcjonerski.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości