Kwiczenie, sapanie, cmokanie, bliżej niezdefiniowane i nieskoordynowane gesty, nieprzewidywalne ruchy, darcie projektów uchwał, czytanie gazet, majstrowanie przy telefonach komórkowych (kto szybciej wrzuci pościka na FB, ten nowocześniejszy), przekrzykiwanie, prymitywne personalne, prywatne werbalne „wycieczki” itp. Wszystko w czasie wykonywania pracy. Płatnej pracy.
Dłubania w nosach, ciamkania, chrapania, miauczenia, siorbania itd. nie dało się zauważyć. Co nie znaczy, że się nie wydarzyło, bo – jak od pewnego czasu wiadomo – kamery nie chcą lub nie są w stanie wszystkiego rejestrować.
Pchli targ? Bazar? Piaskownica? Przedszkole niesfornych maluchów? Nie! To obrady Wysokiej Rady Miasta Przemyśla. Rady miejskiej znaczy.
Na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat byłem świadkiem różnych sesji. Sesji przaśnych, śmiesznych, siermiężnych, smutnych, trywialnych, prostackich itp. A to ktoś chciał z dużej sali zrobić sobie bezpłatny hotelik, a to ktoś recytował wiersze, inny pojawił się z sakiewką, a jeszcze ktoś wpadał w trans niczym Konrad w „Wielkiej Improwizacji” z trzeciej części Dziadów Adama Mickiewicza.
Jednak takich „jazd”, jakie widzę i słyszę w obecnej kadencji, nie pamiętam. Mam wrażenie, iż głównym zadaniem części osób, których mieszkańcy Przemyśla obdarzyli swoim zaufaniem, jest prowadzenie prywatnych wojenek, negowanie z założenia wszystkiego, co proponują adwersarze, pokazywanie, kto potrafi wymyślić efektowniejsze frazesy czy kto jest „ważniejszy”. A potem... Cyk, wszystko na fejsika i naród rozpływa się w zachwytach, jacy to my jesteśmy „cool”, a oni do bani. Problem w tym, że nie po to, Panie i Panowie, tam się znaleźliście. Nie po to dostaliście kredyt zaufania, aby w większości pleść głupoty! To także Waszym – nie tylko władz miasta – obowiązkiem jest szukanie rozwiązań (i kasy!), aby wszystkim żyło się lepiej w nadsańskim grodzie. Nie Wy w tej układance jesteście najważniejsi! Najważniejsi są mieszkańcy i los tego pięknego miasta. Nikt z Was nie robi żadnej łaski, aby znaleźć w tej kwestii jakiś kompromis.
1 tysiąc 409 złotych 17 groszy – tyle miesięcznej diety „na rękę” dostaje każdy radny. Niektórzy, którzy pozwolili Wam reprezentować siebie w radzie, muszą zasuwać kilka godzin dziennie, aby tyle zarobić. Są wakacje. Czas na przemyślenia. Jeśli część z Was nie zrozumie, po co zasiada w fotelach na dużej sali przemyskiego magistratu, niech lepiej złoży mandat. Naprawdę to miasto „takich” Was nie potrzebuje. Może na Wasze miejsce przyjdzie ktoś bardziej kreatywny, który dobro ogółu zacznie przedkładać nad prywatę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.W Radzie zasiadają ludzie z przeszłością. Jaką i o kogo chodzi każdy raczej wie. Czy ktoś, kto za młodu (czyli w sumie całkiem niedawno) za nic miał prawo i majestat Państwa może godnie pełnić funkcję radnego? Frustraci w garniturach, wykładowcy akademiccy posługujący się językiem co najwyżej podwórkowym, multi-utalentowani karierowicze partyjni, „biznesmeni” parkujący na miejscach dla niepełnosprawnych i rebelianty podkarpackie machające na wiecach flagą Indonezji. „Elita” Przemyśla. I jak tu ma być dobrze?Pytanie jest retoryczne a sytuacja Przemyśla nie nastraja optymistycznie. Przepaść pomiędzy nami a ościennymi miastami stale się powiększa.
Zbyt wiele słów redakcja poświęciła osobom ,nieciekawym osobom za których obecnie możemy się tylko wstydzić i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Dokąd bym nie sięgał wstecz pamięcią, nie przypominam sobie aby jakaś kadencja radnych (bezradnych) była chwalona za swoje działania. Wniosek z tego taki, że to nie tu jest pies pogrzebany. Wybrańcy byli i są, jacy są - każdy z nich dorastał, wychowywał się i kształcił - lepiej lub gorzej, w określonym środowisku. Oni jako ludzie się nie zmienią - kto był nieudacznikiem na podwórku czy we wsi, to nie będzie orłem w Radzie. Pewne nawyki czy cechy charakteru "wyssali z mlekiem matki" na tyle na ile pozwalały im możliwości genowe. W dorosłym życiu można, owszem wznieść się na jakiś tam poziom ale są to sporadyczne przypadki. Można białą koszulę założyć, nawet krawat ale cóż z tego skoro reszta materiału nie nadaje się. Kto przywykł do słomy to ta mu zawsze będzie gdzieś tam pokazywała się chociaż on tego nie będzie widział, inni za to tak.Sądzę, że problem tkwi w przedbiegach, eliminacjach - tam już należy wybrać kandydatów odpowiednich. Dopóki kandydatów będą mianować partie, nigdy nie będzie dobrze. Odpowiednio też należy ich "przeegzaminować" przed wyborem a tym samym, wyborcy muszą mieć określoną świadomość, także wiedzę jakie pytania zadawać, czego żądać i jak wyrabiać sobie opinie o tak a nie inaczej zaprezentowanych kandydatach. Niestety - praca od podstaw to właśnie podstawa przyszłych zmian pozytywnych. Kto ma ją wykonać? My, wszyscy - liderzy środowisk lokalnych a przede wszystkim prasa, dziennikarze. Wspomnianych nieudaczników winni "siekać" bezprzykładnie, każda wpadka winna być solidnie obśmiana itd. itp. Nie spotkałem też do tej pory, na przestrzeni lat w okresach przedwyborczych - obszerniejszych materiałów dziennikarskich o poszczególnych kandydatach, ich pochodzeniu, środowisku w jakim się wychowywali, dokonaniach, opiniach znajomych, sąsiadów itp. Skutek taki, że zapewne na niektórych ludzie głosują bo gdzieś słyszeli nazwisko ale w jakim kontekście to już nie wiedzą. Sąsiad mówił albo ksiądz kazał. Tyle, że miastu radni potrafiący ładnie klękać i pochylać się, nie są potrzebni lecz tacy co nie będą klękać i padać do nóg z byle powodu.
No ładna charakterystyka tyle, że nic z niej nie wynika.To nie wina tych frustratów, podwórkowców, quasi biznesmenów itp. że ich ludzie wybrali nie patrząc na ich przeszłość. O upadku miasta też wiadomo od dawna. Teraz to już nie miejsce i czas na ciągłe narzekania - ratować miasto trzeba! Recepty są potrzebne a nie biadolenia - jak się pozbyć nieudaczników bezradnych i jak wybrać właściwych ludzi?!
najlepsze są ujecia kamery na Radnych bawiących sie telefonami. MYk kilka godzin klikania w ekranik, a kaska lkeci.
Proponuje ,ażeby i ciebie - nieistotne z jakiej partii - wystawić za 3 lata . Spróbuj , może będziesz i ty zarabiał - jak napisałeś ,"kaskę" .
Niestety jak widać poprzedni układ nie pozwala prezydentowi swobodnie działać, przez lata nic dobrego się w Przemyślu nie działo, co większość mieszkańców widziało i widzi. Coś zaczyna się ruszać m.in budownictwo, a trochę osiedli powstaje, nowy zakład, asfaltownia by też była, ale w rok nie można żądać cudów, co przez lata było zaniedbywane. Bulwary, hmmm z komarami nie mają szans, park na Lipowicy z nowym placem zabaw gdzie nikogo nie ma, bo komary, ale sprzeciw musi być, Sami radni i to większość poprzednich kadencji jak i sami mieszkańcy hamują rozwój Przemyśla. Może warto popatrzeć na Rzeszów, który się MOCNO rozwija, a dla czego?, a właśnie dla tego, że prezydent robi jak uważa i nie patrzy na protesty, bo jeszcze się taki nie narodził by każdemu dogodził.
To ostatnie zdanie to do radnej Różyckiej ?
W Radzie zasiadają ludzie z przeszłością. Jaką i o kogo chodzi każdy raczej wie. Czy ktoś, kto za młodu (czyli w sumie całkiem niedawno) za nic miał prawo i majestat Państwa może godnie pełnić funkcję radnego? Frustraci w garniturach, wykładowcy akademiccy posługujący się językiem co najwyżej podwórkowym, multi-utalentowani karierowicze partyjni, „biznesmeni” parkujący na miejscach dla niepełnosprawnych i rebelianty podkarpackie machające na wiecach flagą Indonezji. „Elita” Przemyśla. I jak tu ma być dobrze?Pytanie jest retoryczne a sytuacja Przemyśla nie nastraja optymistycznie. Przepaść pomiędzy nami a ościennymi miastami stale się powiększa.
Zbyt wiele słów redakcja poświęciła osobom ,nieciekawym osobom za których obecnie możemy się tylko wstydzić i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Dokąd bym nie sięgał wstecz pamięcią, nie przypominam sobie aby jakaś kadencja radnych (bezradnych) była chwalona za swoje działania. Wniosek z tego taki, że to nie tu jest pies pogrzebany. Wybrańcy byli i są, jacy są - każdy z nich dorastał, wychowywał się i kształcił - lepiej lub gorzej, w określonym środowisku. Oni jako ludzie się nie zmienią - kto był nieudacznikiem na podwórku czy we wsi, to nie będzie orłem w Radzie. Pewne nawyki czy cechy charakteru "wyssali z mlekiem matki" na tyle na ile pozwalały im możliwości genowe. W dorosłym życiu można, owszem wznieść się na jakiś tam poziom ale są to sporadyczne przypadki. Można białą koszulę założyć, nawet krawat ale cóż z tego skoro reszta materiału nie nadaje się. Kto przywykł do słomy to ta mu zawsze będzie gdzieś tam pokazywała się chociaż on tego nie będzie widział, inni za to tak.Sądzę, że problem tkwi w przedbiegach, eliminacjach - tam już należy wybrać kandydatów odpowiednich. Dopóki kandydatów będą mianować partie, nigdy nie będzie dobrze. Odpowiednio też należy ich "przeegzaminować" przed wyborem a tym samym, wyborcy muszą mieć określoną świadomość, także wiedzę jakie pytania zadawać, czego żądać i jak wyrabiać sobie opinie o tak a nie inaczej zaprezentowanych kandydatach. Niestety - praca od podstaw to właśnie podstawa przyszłych zmian pozytywnych. Kto ma ją wykonać? My, wszyscy - liderzy środowisk lokalnych a przede wszystkim prasa, dziennikarze. Wspomnianych nieudaczników winni "siekać" bezprzykładnie, każda wpadka winna być solidnie obśmiana itd. itp. Nie spotkałem też do tej pory, na przestrzeni lat w okresach przedwyborczych - obszerniejszych materiałów dziennikarskich o poszczególnych kandydatach, ich pochodzeniu, środowisku w jakim się wychowywali, dokonaniach, opiniach znajomych, sąsiadów itp. Skutek taki, że zapewne na niektórych ludzie głosują bo gdzieś słyszeli nazwisko ale w jakim kontekście to już nie wiedzą. Sąsiad mówił albo ksiądz kazał. Tyle, że miastu radni potrafiący ładnie klękać i pochylać się, nie są potrzebni lecz tacy co nie będą klękać i padać do nóg z byle powodu.