Mądrością każdego zespołu jest umiejętność wyciągania wniosków. Jest udowodnienie w kolejnym pojedynku, że wypadki przy pracy się zdarzają. Po słabiuteńkim, pełnym bylejakości pojedynku z MUKS 1811 Unią, przyszła potyczka, w której podopieczni Daniela Puchalskiego pokazali, iż obok wciąż budowanej pewności siebie, szacunku do taktyki czy pokory dla własnych słabości, ale także entuzjazmu, fantazji, chaosu czy radosnej twórczości, jest już miejsce na coś bardzo ważnego. Ten przymiot zwie się charakterem.
Pojedynek w Krakowie był wyjątkowy przede wszystkim dla głównego sponsora zespołu – Artura Lewandowskiego. To jego firma Chemart przed laty była sponsorem koszykarskiej Białej Gwiazdy. Ale nie udało się postawić na nogi Wawelskich Smoków, bo ingerencja osób trzecich była zbyt dręcząca. Z pewnością marzył, aby jego nowe „dziecko” utarło nosa krakowianom, aby zdobyło słynną halę przy Reymonta. Marzenie się spełniło. Zespół sprawił mu bardzo miły prezent.
Wiele lat temu słynny trener piłkarskiego Manchesteru United sir Alex Ferguson powiedział zdanie, które jest ponadczasowe. W niemal każdej zespołowej dyscyplinie sportu. „Atakiem wygrasz bitwę, ale wojnę wygrasz tylko obroną”. Przemyślanom należą się wielkie brawa właśnie za defensywę. Pracowali w niej bardzo sumiennie i skutecznie. To pozwalało wytrącać wiślakom wiele atutów. Dość powiedzieć, że w tym pojedynku prowadzili ledwie raz. W 7. min, kiedy na 15:14 trafił Mateusz Nowacki. Moment później najbardziej doświadczony w szeregach Niedźwiadków Chemart Bartosz Bal uspokoił grę. Trafił „trójkę”, potem popisał się celnym rzutem z półdystansu, wyprowadzając swój zespół na 15:20. Niezwykle cennym elementem była synergia w poczynaniach gości. Dzięki temu nie pozwolili rywalowi na wprowadzenie w ich szeregi bałaganu. Znakomita w wykonaniu Niedźwiadków była końcówka I połowy. To wówczas wypracowali sobie punktową przewagę, ale chyba ważniejsze było zbudowanie pewności siebie. W 17. min było 27:31, ale dwuminutowy run 2:11 pozwolił im uciec na sekundy przed przerwą na 29:42.
W III kwarcie trzymali krakowian na dystans. Potrafili skutecznie odpowiadać na żywiołowe, acz efektywne próby zespołu Przemysława Bilińskiego. Ci w 23. min zniwelowali straty do 4 „oczek” – 40:44, ale za kilka chwil wrócił status quo. Rozgrywający dobre zawody Michał Kindlik trafił na 42:52. Na finał III ćwiartki zza łuku przymierzył B. Bal. Przed finalną kwartą przemyślanie wygrywali 46:59. I pewnie to prowadzenie utrzymali. W zasadzie po meczu było w 36. min, kiedy Rafał Serwański skutecznie wjechał po kosz, dając prowadzenie 51:68. Playmaker Niedźwiadków Chemart znów błysnął uniwersalnością. Do 12 punktów, dołożył 10 zbiórek, 6 asyst i 5 przechwytów. Ale na brawa zasłużył cały zespół. Bo czwarty z rzędu triumf był zasługą kolektywu.
Wisła Kraków – Niedźwiadki Chemart Przemyśl 57:68 (17:22, 14:20, 15:17, 11:9)
Punkty: D. Krakowiak 12, V. Rączka 12 (2x3), F. Rerak 12 (1x3), J. Graniczka 9, M. Nowacki 5 (1x3), G. Idziak 4, J. Iskra 2, R. Skubiński 1, I. Krzystek 0, P. Sztandarski 0 (W); B. Bal 14 (2x3), R. Serwański 12, M. Kindlik 11 (3x3), J. Kucharski 9 (2x3), W. Majka 9 (1x3), K. Strzępek 6, M. Puchalski 5 (1x3), G. Kowalik 2, K. Complak 0 (N).
Sędziowali: Robert Rydz (Lublin) i Mariusz Foltyn (Kraków). Widzów: 130.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze