Reklama

Wezwanie do gniazda szerszeni. Czy zawsze zasadne?

W pierwszy poniedziałek czerwca odebraliśmy informację od zaniepokojonej mieszkanki Przemyśla, alarmującej o problemie dotyczącym gniazda szerszeni. – Rój znajduje się w konarze drzewa, a to rośnie zaraz za przystankiem przy ulicy św. Jana. Oczekujący na autobus, w tym dzieci z pobliskich szkół, zmuszeni są odganiać się od owadów w obawie przed ugryzieniem. Telefon do odpowiednich służby nic nie dał, może wy pomożecie rozwiązać problem – zrelacjonowała.

Gniazdo szerszeni znajduje się w zagłębieniu pomiędzy konarami. Wystarczy się dobrze przyjrzeć i można dostrzec krążące wokół niego owady. Samo drzewo rośnie natomiast na tyłach przystanku od strony kościoła Salezjanów. – To miejsce, w którym na autobus często oczekują także dzieci z pobliskich szkół. Oby nie doszło do jakiegoś nieszczęśliwego wypadku, bo wiadomo, że użądlenie szerszenia może być groźne, szczególnie dla kogoś, kto jest uczulony na jad – mówi pani Barbara. – Zdziwiona jestem brakiem reakcji służb – dodaje kobieta, która – jak twierdzi – postanowiła powiadomić o zagrożeniu najpierw straż miejską, ale stamtąd odesłano ją do straży pożarnej. – Drugi telefon też nic nie dał. Strażacy nie podjęli interwencji. Nie rozumiem dlaczego? – kończy.

Jak się jednak okazuje, likwidowanie gniazd owadów błonkoskrzydłych (w tym szerszeni) z prywatnych posesji – a w tym konkretnym przypadku właśnie z taką mamy do czynienia – nie należy do obowiązków strażaków. Ci są zobowiązani do działania zgodnie z[paywall] dokumentem określającym zasady postępowania podczas interwencji prowadzonych w związku ze zgłoszeniem wystąpienia zagrożeń od rojów lub gniazd owadów błonkoskrzydłych.

Reklama

Zasady postępowania

Jak tłumaczy rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu bryg. Grzegorz Latusek, reagować muszą w wyjątkowych przypadkach, bo przepisy nie obligują strażaków do ściągania takich gniazd na terenie prywatnych posesji. To obowiązek jej właściciela czy szefa wspólnoty. – W obiektach, w których przebywają dzieci, osoby o ograniczonej zdolności poruszania się, a także takich, jak żłobki, przedszkola, internaty, podejmujemy działania. W pozostałych ten obowiązek spoczywa na zarządcy, właścicielu, administratorze. Tak regulują to przepisy. Dyżurny przyjmujący zgłoszenie starannie je weryfikuje. W tym konkretnym przypadku zgłoszenie uznane zostało więc za niezasadne. Tym bardziej, że nie zgłaszano bezpośredniego zagrożenia, a jedynie fakt, że jest tam gniazdo szerszeni. Jeśli ktoś byłby bezpośrednio zagrożony, wówczas strażacy przyjechaliby i wygrodzili wspomniane miejsce oraz ewakuowali przebywające osoby na bezpieczną odległość, ale reszta i tak musiałaby spocząć na właścicielu obiektu. Jako straż pożarna nie mamy możliwości wchodzenia samowolnie na czyjąś posesję i rozpoczynania działań. Nie odżegnujemy się od pomocy, ale nie możemy wyjeżdżać bezkrytycznie do każdego zgłoszenia. Jeżeli właściciel zgłosiłby nam taki problem, a my stwierdzimy, że stwarza on zagrożenie, pomożemy, choć co do zasady powinien na własny koszt wynająć specjalistyczną firmę dezynsekcyjną, która posiada odpowiednie środki do tego typu działań. My, jak straż pożarna, działamy interwencyjnie – w przypadku nagłego zagrożenia, ale wówczas także prosimy zarządcę czy właściciela o zakup środków przeciwko owadom łąkoskrzydłym – zaznacza. Na koniec dodaje, że zdarzenia związane z występowaniem owadów błonkoskrzydłych w większości przypadków nie są zdarzeniami nagłymi i odpowiednio administrowanie obiektem skutecznie uniemożliwia zagnieżdżenie się w nim owadów.

Reklama


fot.Urszula Gielo
Rój szerszeni znajduje się w zagłębieniu pomiędzy konarami drzewa, które rośnie zaraz za przystankiem przy ulicy św. Jana.


fot.Urszula Gielo
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama