Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego opublikował wynik badań dominicantes i communicantes za rok 2014. W archidiecezji przemyskiej wyniosły one odpowiednio: 59,6 proc. i 16,5 proc. Dominicantes określa liczbę osób uczestniczących w mszy świętej niedzielnej, a communicantes – liczbę osób przystępujących do komunii św.
Pod względem dominicantes archidiecezja przemyska plasuje się na trzecim miejscu w Polsce, za diecezją tarnowską (70,1 proc.) i rzeszowską (64,6 proc.). Najwyższy jest tu natomiast odsetek osób zaangażowanych w grupy religijne (participantes). Wynosi on 19,1 proc., przy średniej krajowej na poziomie 8 proc.
W diecezji zamojsko lubaczowskiej wskaźniki te wynoszą odpowiednio: 44,8; 21,1 i 10,5 proc., a w greckokatolickiej archidiecezji przemysko-warszawskiej: 52,6; 20,4 i 9,3 proc.
Diecezjami o najniższym odsetku osób regularnie chodzących do Kościoła są: łódzka (24,8%), szczecińsko-kamieńska (24,9%) oraz koszlińsko-kołobrzeska (25,8%).
Rozmowa z ks. prał. Bartoszem Rajnowskim, kanclerzem Kurii Metropolitalnej w Przemyślu
Trzecie miejsce w Polsce to sukces?
– Wiary nie da się zmierzyć statystkami. Przeprowadzone badania w niedzielę liczenia wiernych wykazały ilość uczestników niedzielnej Eucharystii oraz tych, którzy przystąpili do komunii świętej. W naszej archidiecezji liczba ta w stosunku do wszystkich zobowiązanych wyniosła niespełna 60%. To dużo, ale ciągle trzeba pytać o te 40 procent nieobecnych. Różne są jej powody. Bywa, że jest to praca, choroba czy niesprzyjająca pogoda, która uniemożliwia dotarcie do kościoła zwłaszcza osób starszych albo rodzin z dziećmi. Ale jest i zaniedbanie czy po prostu lenistwo. Trzeba pamiętać, że wynik liczenia wiernych z tej jednej niedzieli niekoniecznie stanowi obiektywny stan uczęszczających do kościoła, choć jest to niewątpliwie ważna ocena aktywności wiernych[paywall].
Według tej statystyki w 2014 roku na mszach świętych w archidiecezji przemyskiej było 59,6 procent zobowiązanych osób, co jest wzrostem do poprzedniego roku o niespełna jeden procent. W poprzednich latach ten odsetek przekraczał jednak 60 procent. Z jednej strony widać delikatny wzrost, z drugiej spadek.
Zapewne na taki stan rzeczy ma wpływ wiele czynników. Trzeba wziąć pod uwagę między innymi to, że ponad 10 procent katolików z archidiecezji przebywa na emigracji.
W Polsce odsetek dominicantes, czyli osób uczestniczących w niedzielnych mszach wynosi dokładnie 39,1 procent. Z czego wynika tak wysoki wynik naszej archidiecezji i tej części Polski?
Jest to Boża łaska, ale i wypadkowa wielu lat pracy duszpasterskiej. Specyfiką naszej diecezji jest duża liczba kościołów parafialnych i dojazdowych. Zmniejszenie odległości od miejsca zamieszkania do świątyni to duże udogodnienie i zachęta do większej systematyczności praktyk religijnych. Ważnym czynnikiem jest również tradycja mieszkańców, wychowanie religijne, silna wspólnota rodzinna i parafialna. Ludzie, którzy budowali świątynie, zostawili przy tym dużo sił, potu i ofiar materialnych, a przez to są z nimi związani, bo to ich kościół. Obrazem tego zaangażowania są ostatnie badania, które wykazują, że aktywność świeckich w różnych grupach religijnych jest w naszej archidiecezji największa. Nasze parafie nie są liczebnie duże, dlatego kontakt z księdzem jest bardziej osobowy, bezpośredni.
Communicantes, czyli liczba osób przystępujących do komunii świętej wynosi 16,5 procent i od lat jest stabilna. To tylko 16, czy aż 16 procent?
Do wiary nie można podchodzić matematycznie. Trzeba to czynić z perspektywy sumienia. Znamy z Europy Zachodniej przypadki, że praktycznie wszyscy, którzy są na mszy świętej, przystępują do komunii. Nie zawsze wszyscy są tego godni. Wydaje się, że u nas wrażliwość na grzech jest wyższa, dlatego ktoś czując, że jego sumienie nie jest w porządku, zanim nie pójdzie do spowiedzi, nie przystępuje do komunii. Po spowiedziach pierwszopiątkowych czy świątecznych ta liczba jest dużo większa. Myślę, że te 16,5 procent to są osoby, które systematycznie pracują nad sobą, nad własnym sumieniem.
Statystyki pokazują liczby. Jak one przekładają się na duchowość ludzi?
Rzeczy niematerialnych nie da się zmierzyć przyrządami do mierzenia rzeczy materialnych. Widoczne są bowiem owoce wiary człowieka, a i tak większość dokonuje się w sumieniu, do którego dostęp ma tylko Bóg. Możemy zatem mówić o zaangażowaniu wiernych w życiu parafii, które jest owocem ich duchowości. Pierwsze miejsce w Polsce, jeśli chodzi o aktywność świeckich, świadczy, że to zaangażowanie jest niemałe. Co piąta osoba należy do jakiejś wspólnoty parafialnej. Jest to pewien owoc i obraz pracy duszpasterskiej. Ale i na tej płaszczyźnie jest jeszcze wiele do zrobienia.
Co z tymi 40 procentami, których nie ma w kościele? Kiedyś było ich 10 – 20 procent. Jest szansa wrócić do tych liczb?
Jest to zadanie Kościoła. Pan Jezus w swojej wspólnocie dwunastu miał jednego, który odszedł. W przypowieści posługiwał się obrazem pasterza, który poszedł szukać jednej owcy, zostawiając 99. Każdy winien czuć się odpowiedzialny za Kościół, dlatego powinien nie tyle cieszyć się z tych, którzy są we wspólnocie, ale szukać tych, których nie ma. Swoim życiem pokazać, że warto czerpać ze źródła miłości i miłosierdzia, że warto żyć w zgodzie z Dekalogiem, z sumieniem.
A dlaczego ich nie ma? W latach osiemdziesiątych, kiedy teoretycznie kościoły powinny być puste, były wypełnione.
Kościół zawsze jest z ludźmi. Jego obowiązkiem jest szukanie owiec zagubionych i przyprowadzanie ich do Jezusa. Zmieniają się czasy i ludzie, i choć ta zasada jest niezmienna, to dziś wymaga nowych metod. Trzeba ich szukać, by lepiej wypełniać zadanie zostawione nam przez Jezusa. Lata osiemdziesiąte były w historii Polski wyjątkowe. To przecież czas budzenia się społeczeństwa, początek pontyfikatu papieża Polaka i świadomość jego słów „niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze… tej Ziemi”. Nacisk struktur państwowych skierowany przeciwko swoim obywatelom, sprawił, że także niewierzący, czy wyznawcy innych religii znajdowali schronienie w Kościele, garnęli się do niego, tu znajdowali azyl i przestrzeń do działania. Kiedy pojawiła się wolność i swoboda wypowiadania własnego zdania i przedstawiania opinii, wielu z nich odeszło, ponieważ Kościół był traktowany wówczas przez nich jako parasol wolności społecznej. Wielu jednak zostało, a wielu dołączyło później. Bo w Chrystusowym Kościele jest miejsce dla każdego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Wiary nie, zgoda ale naiwność niestety tak.Widać to szczególnie mocno po wynikach wyborów gdzie większość głosujących oddała swój głos na PISoBOLSZEWIKÓW :)
" To dużo, ale ciągle trzeba pytać o te 40 procent nieobecnych. Różne są jej powody". No właśnie, te 40% to młodzież, której współczesny kościół NIC nie może nowego zaproponować! Oni nie chcą wierzyć w wasze bajania! Należy zmienić sposób przedstawiania religii i jej zasad. Nie banialuki i gusła tylko rzetelna, oparta na nauce, archeologii biblijnej i współczesnej interpretacji wiedza. Proste? Dla was raczej nie więc statystyka taka jest i będzie coraz mniej korzystna. Amen.
Jak to jest,że nie modląc się można pracować,zarabiać,mieć żonę i dzieci i wiele przyjemności w życiu?
To Cud! :D a jak to jest, że im biedniejsze społeczeństwo/kraj tym bardziej religijne?
Nie zgadzam się z Panią. Sama zaliczam się do młodzieży i widzę, że Kościół bardzo otworzył się na młodych. W miastach akademickich jest wiele duszpasterstw do wyboru do koloru, co komu pasuje. Naprawdę jest tam poruszana tematyka dotycząca rozmaitych zagadnień interesujących młodych ludzi. Jest to forma spotkań, gdzie można wspólnie modlić się, rozmawiać, a także bawić. Poza tym różne kanały katolickie w Internecie powstają w dalszym ciągu, aby zachęcić młodych ludzi, otworzyć im drzwi. Są to m. in. propagowane w ostatnim czasie internetowe rekolekcje adwentowe, czy wielkopostne. Polecam posłuchać o. Szustaka, o. Pawlukiewicza. Ich przekaz jest bardzo prosty i zarazem bardzo trafny dla młodych. Zapewniam Panią, że nie opowiadają banialuków. Wystarczy tylko dobrze poszukać. Pozdrawiam
" Pod względem dominicantes archidiecezja przemyska plasuje się na trzecim miejscu w Polsce, za diecezją tarnowską (70,1 proc.) i rzeszowską (64,6 proc.)." "Diezjami o najniższym odsetku osób regularnie chodzących do Kościoła są: łódzka (24,8%), szczecińsko-kamieńska (24,9%) oraz koszlińsko-kołobrzeska (25,8%". I nie ma w tym niczego dziwnego. Wiadomo ,ze Rzeszowskie , Krakowskie , to stare polskie ziemie. Natomiast Szczecin czy Koszalin , to ziemie poddawane przez około 7 wieków germanizacji. Jak wiadomo , po wojnie , czyli ponad 70 lat temu ziemie te były zasiedlane przybyszami ze wschodu / a raczej byłego wschodu / . Ludzie ci najczęściej na wsi pracowali w PGR-ch czy przeróżnych spółdzielniach produkcyjnych, gdzie obyczaje moralne były delikatnie mówiąc swobodne. Po przemianach , zwłaszcza na początku lat 90-tych , gdzie skolektywizowane rolnictwo padło , nastąpił brak pracy , zwłaszcza dla prostych robotników często nie mających nawet podstawowego wykształcenia . To z kolei rodziło frustrację , zobojętnienie , żal do wszystkich , w tym do Kościoła .Stąd też takie a nie inne wskażniki dominicantes i komunicantes . Ludzie ci jeszcze nie wrośli w tę ziemię , nie mają zapuszczonych tzw"korzeni" , bo zbyt mało czasu upłynęło od ich przybycia. Angielskie powiedzenie mówi dosadnie " Smoking najlepiej leży , ale dopiero w piątym p;okoleniu". I jeśli ktoś zrozumiał sens tego powiedzenia , to zrozumie o co chodzi i skąd taka postawa tych ludzi / wiernych/.70 lat
Wiary nie, zgoda ale naiwność niestety tak.Widać to szczególnie mocno po wynikach wyborów gdzie większość głosujących oddała swój głos na PISoBOLSZEWIKÓW :)
" To dużo, ale ciągle trzeba pytać o te 40 procent nieobecnych. Różne są jej powody". No właśnie, te 40% to młodzież, której współczesny kościół NIC nie może nowego zaproponować! Oni nie chcą wierzyć w wasze bajania! Należy zmienić sposób przedstawiania religii i jej zasad. Nie banialuki i gusła tylko rzetelna, oparta na nauce, archeologii biblijnej i współczesnej interpretacji wiedza. Proste? Dla was raczej nie więc statystyka taka jest i będzie coraz mniej korzystna. Amen.
Jak to jest,że nie modląc się można pracować,zarabiać,mieć żonę i dzieci i wiele przyjemności w życiu?