Jak było do przewidzenia, wicemistrzowie Polski, zespół Orlen Wisły Płock nie miał najmniejszych problemów z awansem do ćwierćfinału Pucharu Polski. W rozegranym dzisiaj (9 marca br.) meczu w hali Przemyskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji zdecydowanie pokonał SRS Czuwaj.
Już sam fakt, że do Przemyśla zawitał tak znakomity team był powodem, aby odwiedzić środowego wieczoru obiekt przy ulicy Mickiewicza. Bo chyba nikt nie miał wątpliwości, że zwycięsko z tej rywalizacji może wyjść jedna ekipa. Przemyska hala zapełniła się do ostatniego miejsca, a kto wcześniej nie zdążył kupić biletu, odchodził sprzed kasy z pustymi rękoma, bo wisiała tam kartka z informacją, że bilety zostały wyprzedane.
Szacunek należy się trenerowi płocczan, a jednocześnie reprezentacji Hiszpanii, Manolo Cadenasowi, że poważnie potraktował ten pojedynek, przywożąc nad San swój najmocniejszy skład. Byli więc aktualni[paywall] reprezentanci Polski (Marcin Wichary, Adam Wiśniewski i Michał Daszek), Serbii (Ivan Nikcević, Milijan Pusica), Rumunii (Valentin Ghionea, Dan Racotea), Bośni i Hercegowiny (Marko Tarabochia), Portugalii (Tiago Rocha) czy były reprezentant Hiszpanii Angel Montoro. Zabrakło jedynie reprezentanta Rosji Dmitrija Żytnikowa. Istny gwiazdozbiór.
Ale zdecydowanie odstający warunkami fizycznymi gospodarze wcale nie się nie przestraszyli. Zwłaszcza w I połowie pozostawili naprawdę solidne wrażenie. Przegrali zbyt wysoko, bo powinni byli otrzymać od losu bonus za ogromną walkę i ambicję. Przegrana różnicą 10 bramek byłaby chyba adekwatniejsza do parkietowych wydarzeń. Tyle, że w spotkaniu z takim rywalem każdy błąd kosztuje bardzo wiele.
Przemyślanie remisowali w tej konfrontacji dwa razy. Na początku 0:0 i w 3. min (1:1), kiedy trafił Paweł Puszkarski, odpowiadając na inauguracyjną bramkę V. Ghionei. W 12. min goście odskoczyli na 3:8, ale miejscowi nie załamali się. Po kwadransie przegrywali jedynie 6:9, a po 20 minutach 10:13. Manolo Cadenas nie na żarty zrugał kilka razy swoich podopiecznych, wymagając od nich zdecydowanie większej koncentracji.
Ta przyszła wraz z początkiem II połowy. A że zbiegła się z najgorszym fragmentem gry czuwajowców, efekt musiał być jeden. Przyspieszenie akcji, zwarcie szyków obronnych, kilka znakomitych parad popularnego „Wichury” i w 36. min zrobiła się już 10-bramkowa różnica 13:23. Przemyślanie – którzy od 13. min musieli radzić sobie bez lekko kontuzjowanego Stanisława Makowiejewa – nie spuścili jednak głów. W 40. min, po dwóch bramkach z rzędu Mateusza Kroczka nieco zniwelowali straty. Było 17:24. Końcówka zdecydowanie należała już do płocczan, którzy przed i po meczu zebrali spore brawa od bardzo obiektywnej przemyskiej publiczności.
SRS Czuwaj Przemyśl – Orlen Wisła Płock 23:38 (13:19)
SRS Czuwaj: Szczepaniec, Orłowski, Sar – Tyburski 1, Makowiejew 0, Kępa 0, Kubik 0, Puszkarski 3, Dejnaka 0, Kaczor 0, Stołowski 3, Kulka 2, Piechnik 2, Kroczek 4, Kubisztal 8.
Orlen Wisła: Wichary, Corrales – Kwiatkowski 0, Daszek 3, Racotea 2, Wiśniewski 3, Pusica 6, Ghionea 10, Tiago Rocha 5, Piechowski 1, Montoro 4, Tarabochia 0, De Toledo 1, Olkowski 3, Nikcević 0.
Sędziowali: Andrzej Kierczak i Tomasz Wrona (obaj z Krakowa). Kary: SRS Czuwaj – 6 min; Orlen Wisła – 0 min. Widzów: 1000.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze