Kiedy wydawało się, że po pięciu z rzędu zwycięstwach, występująca w najmocniejszym składzie, ekipa Kolpinga FRAC wróci z Rzeszowa z pustymi rękoma, bo brakowało do tego dwóch piłeczek, nastąpił nagły zwrot sytuacji i jarosławianie odrodzili się niczym Feniks z popiołów. Tak pasjonujących derbów Podkarpacia jak dzisiejszego (28 listopada br.) wieczoru nie było jeszcze nigdy.
Wiele przed i podczas tego pojedynku się wydawało. Zbyt wiele. Wydawało się, że mający w składzie Hou Yingchao goście powinni zainkasować komplet punktów. Potem wydawało się, że niewiele może ich uratować przed porażką za trzy punkty. Okazało się, że pozycja w tabeli, zajmowana przez rzeszowski zespół (3. miejsce), w żadnym wypadku nie jest dziełem przypadku.
Zaczęło się od konfrontacji Tsuboia z Anglikiem Paulem Drinkhallem. Kilkanaście zagrań na najwyższym światowym poziomie zwiastowało ogromne emocje. Brytyjczyk co prawda wygrał seta otwarcia, ale potem – w samych końcówkach – więcej zimnej krwi zachował Latynos i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. To postawiło wicelidera w niełatwej sytuacji. Można było zakładać, że Hou Yingchao upora się z niemal równolatkiem Tomaszem Lewandowskim i tak rzeczywiście się stało. Do partii nr 3 pojedynku stanęli bardzo dobrze dysponowany w tym sezonie Rosjanin Wasilij Lakiejew i będący ostatnio w wybornej formie Patryk Zatówka. To było kolejny kapitalny popis pingpongowej gry, zakończony wygraną… rzeszowianina. Gospodarze w tym momencie mogli zapisać na swoim koncie „mały” punkt, ale oni chcieli więcej. Zestaw par dwóch ostatnich potyczek elektryzował. Spotkanie Tsuboi – Yingchao z całą pewnością było „match of the day”. Brazylijczyk rozpoczął fenomenalnie. Pewnie wygrał pierwszego seta, w drugim prowadził już 4:0. Chińskiemu defensorowi udało się doprowadzić do równowagi 10:10, ale agresorem wciąż był Tsuboi. Szykowała się spora sensacja. Ale tenis stołowy jest tyle fascynujący, ile nieprzewidywalny. „Powrót z zaświatów” Hou był pierwszorzędny. Wytrzymał próbę nerwów, doprowadził do remisu i pewnie zwyciężył w trzecim, decydującym secie. W meczu był remis 2:2. O wszystkim miało zdecydować stracie Lewandowskiego z Drinkhallem. Były indywidualny mistrz Polski (2016 r.) zaczął z podobnym impetem jak Tsuboi. Ale Anglik nie był dłużny. Zażarta walka o każdy punkt rozgorzała na dobre. Obaj wygrali po secie i w trzecim, kończącym całe spotkanie Drinkhall prowadził już 4:8. Ale „Lewy” rzucił się do odrabiania strat i doprowadził kibiców zgromadzonych na widowni do palpitacji serca. Było 9:10. Ostatni cios zadał jednak Paul i Kolping FRAC w nieprawdopodobnych okolicznościach wygrał szóste spotkanie z rzędu.
Fibrain AZS Politechnika Rzeszów – Kolping FRAC Jarosław 2:3
1:0: Gustavo Tsuboi – Paul Drinkhall 3:1 (8:11, 11:7, 11:8, 12:10)
1:1: Tomasz Lewandowski – Hou Yingchao 0:3 (10:12, 7:11, 2:11)
2:1: Wasilij Lakiejew – Patryk Zatówka 3:1 (7:11, 11:8, 11:9, 11:5)
2:2: Gustavo Tsuboi – Hou Yingchao 1:2 (11:8, 10:12, 7:11)
2:3: Tomasz Lewandowski – Paul Drinkhall 1:2 (11:6, 6:11, 9:11)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze