Rozmowa z prezydentem Przemyśla Wojciechem Bakunem.
Gratuluję imponującego zwycięstwa. Czy adrenalina wyborcza jeszcze trzyma?
– Dawno opadła. Sukces świętowaliśmy w sztabie około trzech godzin. Na drugi dzień po wyborach zabraliśmy się do pracy.
Panie prezydencie, czy jest Pan cudotwórcą?
– Oczywiście, że nie.
Jeden z Pana wyborców, 4 grudnia, a więc równo miesiąc po Pana wygranej w II turze, zamieścił w internecie komentarz takiej treści:
Mieszkaniec 04.12.2018
Panie Prezydencie, po Pańskich pierwszych decyzjach, jako głosujący na Pana miesiąc temu, właśnie stracił Pan Mój głos. 1. miesiąc rządów zero pomysłów. Rozumiem, budżet Pana załamał, ok. Ale wiedział Pan, jaki on jest. Zero zmian kadrowych. Sory, jeżeli zostawia Pan tych ludzi, co są prezesami, dyrektorami to traci Pan wiarygodność. Pytam gdzie te zmiany?
Pana wyborca stracił wiarę w cuda. Oczekiwał, że w miesiąc uzdrowi Pan Przemyśl. Ale pytanie pozostaje aktualne. Ile Pan potrzebuje czasu, aby zacząć wprowadzać zapowiadane w kampanii wyborczej zmiany.
– Myślę, że cytat nie pochodzi od naszego wyborcy. Ciężko mi się odnosić do anonimów. W czasie kampanii myśmy mówili wyraźnie – zmiany będą. Natomiast nie ma nic gorszego niż objęcie urzędu i dokonanie w nim rewolucji. Nie wymienia się, jeśli mamy trzysta trybów w tej maszynie, na przykład dwustu trybów naraz, bo zwyczajnie maszynę można zatrzymać, a tego byśmy nie chcieli. Być może niektórym zależy na tym, żeby Bakun rewolucjonista popełnił błędy zarządzania urzędem i wymienił sto osób naraz, co spowoduje absolutny paraliż urzędu, ale nie. W samym urzędzie pracuje 300 osób. Spółki to jest kolejne kilkaset osób. Jednostki podrzędne: to kolejne kilkaset. My dajmy sobie czas. Zanim nastąpią zmiany, chcemy poznać bardzo dobrze urząd, poznać ludzi w nim pracujących. Natomiast bardzo szybko chcemy otworzyć centrum obsługi mieszkańca, w którym mieszkańcy w jednym miejscu załatwią wszystkie swoje sprawy.
Często spotykałem się z taką opinią, że urząd miasta, instytucje mu podległe, spółki to miejsca, do których można się zatrudnić tylko poprzez układy towarzyskie, rodzinne polityczne. Jest to od lat funkcjonująca zależność.
– Chcemy to zmienić. Będziemy jednak patrzeć, przede wszystkim, na kompetencje ludzi, którzy pracują w urzędzie. Nie mam żadnego problemu z tym, że jeżeli jakaś osoba, która jest spowinowacona, czy to z radnym, czy z rodziną innego urzędnika, a wykonuje swoje zadanie rzetelnie i ciężko tę osobę byłoby zastąpić, a przynajmniej nie ma takiej potrzeby, żeby nagle to robić. Chodzi o to, jak ludzie pracują, czy są kompetentni. Często słyszę, że trzeba wymienić wszystkich na kluczowych stanowiskach, z czym się nie do końca zgodzę. Patrzmy przede wszystkim na to, czy[paywall] mamy ich kim zastąpić? Na przykład konkurs na stanowisko sekretarza miasta Przemyśla był trzykrotnie nierozstrzygnięty. Nie zgłosili się odpowiedni kandydaci. Obecny sekretarz wygrał dopiero w czwartym konkursie, co pokazuje, jak bardzo trudna jest sytuacja na rynku pracy. Jak trudno znaleźć osoby bardzo dobrze wykształcone i przygotowane do pracy w wąskiej dziedzinie.
To było wiadomo od bardzo dawna. Czyli rewolucjonista z kampanii wyborczej Wojciech Bakun zamienił się w ewolucjonistę?
Ja mówiłem od początku mojej kampanii: nie będzie rewolucji. Traktujmy ludzi poważnie. To nie jest tak, że przyszedł Bakun, a za nim stoją hordy wygłodniałych pracowników, którzy tylko czekają, żeby zastąpić ludzi, którzy do tej pory pracowali w urzędzie. Nie ma takiej potrzeby, jeśli ci ludzie pracowali dobrze. Natomiast nowe przyjęcia będą się odbywać w drodze konkursów otwartych, a liczyć się będą tylko kompetencje. Inne czynniki nie będą miały najmniejszego znaczenia.
Dla równowagi zacytuję głos wyborcy który nie stracił w Pana wiary.
Chłop (to o panu P. Prezydencie) dopiero co został zaprzysiężony. Jeszcze dobrze Urzędu nie poznał tak samo jak ludzi z którymi ma współpracować. Podejrzewam, że jeszcze do końca nie przestudiował budżetu na przyszły rok a ten już wymaga jakiś pomysłów i decyzji. A co tam, po co ograniczyć się tylko do prezesów i dyrektorów-wywalmy 100%pracowników z UM. Jak patrzę na ten wpis to ogarnia mnie zgroza i wcale się nie dziwię, że w tym kraju i mieście jest tak beznadziejnie, jak ma takich obywateli takiego ciemnogrodu to ze świecą szukać.
Czy Przemyśl jest ciemnogrodem?
– Nie. To bardzo ostry wpis, o zabarwieniu humorystycznym, budującym grozę. Nie jesteśmy ciemnogrodem. My sami często tak o sobie myślimy, że jesteśmy zaściankiem, jesteśmy gorsi, u nas się nie da. Da się! I to będziemy się starali udowodnić. Potencjał w mieszkańcach jest ogromny. Funkcjonowałem w różnych społecznościach w Polsce i zagranicą. W różnych miastach. To z czym mamy do czynienia w Przemyślu to pewna małomiasteczkowość, ale w pozytywnym kontekście. Ja małomiasteczkowość Przemyśla odbieram bardzo pozytywnie jako miejsce naprawdę przyjazne do zwykłego życia. To, czego nam brakuje, to standardów, jeżeli chodzi o poziom płac, czy możliwości rozwoju osobistego w naszym mieście, możliwości bezproblemowej zmiany pracy. Możliwości prowadzenia swojej działalności. Tego nam brakuje. Jest to ostanie ogniwo, które należałoby w Przemyślu dopiąć. Jeżeli kogoś zachwyca Warszawa, Londyn, Berlin miasta, które mnie też kiedyś jako młodego człowieka zachwyciły, rozumiem. Jednak osoby, które wchodzą w tryb pracy, rodziny doceniają atuty takiego miasta, jak Przemyśl, gdzie do szkoły dziecko wiezie się pięć minut góra 10. Gdzie wszędzie jest w miarę blisko, gdzie można normalnie mieszkać. Gdzie, miejmy nadzieję, za chwilę będzie można pracować za godne pieniądze.
Panie Prezydencie, Pan oczywiście wie, dlaczego zawrzało w mediach społecznościowych. Burzliwą dyskusję wywołała uchwała, dotycząca Pana pensji i podwyżki cen za wywóz śmieci. Będzie Pan zarabiał 8100 złotych na rękę, plus nagrody, premie jubileuszowe. Dlaczego zgodził się Pan od razu na najwyższą stawkę z możliwych
– Ma Pan, Panie redaktorze, złe informacje, albo źle pan obliczył moją pensję. Będę zarabiał 6900zł na rękę, plus dodatek stażowy.
Czyli 8100 to jest brutto?– Brutto to jest 9 tysięcy z hakiem przy umowie o pracę to jest 6992, a więc niecałe 7 tysięcy. Czy to jest górna półka, która jest w tej chwili dostępna? Tak, to górna granica dochodu prezydenta miasta na prawach powiatu, kiedyś także wojewódzkiego. Przypomnę, że po podwyżkach w ministerstwach, rząd PiS, aby ratować wizerunek, podjął decyzję o obniżce wynagrodzenia dla parlamentarzystów i samorządowców. Prezydent Choma zarabiał brutto 12,5 tysiąca złotych, a moja pensja nie przekroczy 10 tysięcy. Prezesi spółek miejskich, zarabiają dużo więcej ode mnie. Czy prezesi, czy dyrektorzy jednostek podległych prezydentowi powinni zarabiać więcej od prezydenta? Wiedziałem, jaka będzie moja pensja, ale mówiąc między nami, nie uważam żeby pensja na poziomie 6 tysięcy 900 złotych była szczególnie wygórowana.
Mówiąc między nami, też nie uważam, aby Pana pensja była wygórowana, ale nie o to pytałem. Problem jest taki: dopiero zaczyna, a już przyznał sobie maksymalną stawkę.
– Ja powiem tak: dopiero zaczyna i trzeba ustalić mu pensję. Taka jest procedura.
Druga sprawa to podwyżki cen śmieci. Z 11 do 14 zł za śmieci segregowane i z 17 na 20 zł za śmieci niesegregowane od osoby. Dla rodzin wielodzietnych to poważne obciążenie domowego budżetu. Dlaczego podjęliście taką decyzję?
– Cena, za zagospodarowanie odpadów składa się z dwóch czynników. Pierwszy to odbiór odpadów przez śmieciarki. Musimy przeprowadzić przetarg, aby jakaś firma mogła świadczyć taką usługę. Druga składowa ceny, to jest zagospodarowanie odpadów. I tutaj ustawa zobowiązuje nas, żebyśmy oddawali śmieci do stacji przetwarzania odpadów. Tak zwanych riboków (regionalnych instalacji odpadów). My śmieci możemy wywieźć tylko, albo na wysypisko do Młynów, albo do Przemyśla, czyli do spółki Zakład Usług Południe. Co roku ogłaszamy przetarg na zagospodarowanie odpadów. Jedyną spółką, która się zgłosiła była właśnie spółka ZU Południe. Oferta była wyższa od dotychczasowej o półtora miliona złotych. Przed wyborami były przeprowadzone dwa postępowania przetargowe, które zostały unieważnione przez poprzednią władzę z bardzo prostej przyczyny. Nikt przed wyborami nie chciał wziąć na klatę podwyżek za śmieci, chociaż każdy, kto umie liczyć wiedział, że podwyżki będą, bo nie ma innej możliwości. Po zaprzysiężeniu zostawiono mi tydzień, aby rozwiązać problem wywozu śmieci. Jeżeli 4 grudnia nie podjęlibyśmy decyzji o podwyżce, to od stycznia nie mielibyśmy ani odbiorcy śmieci, ani podmiotu, który zagospodarowuje odpady. Rozumiem, że opozycji mogło zależeć na tym, aby prezydent Bakun na samym początku swojej kadencji wyłożył się i pokazał niekompetencję, bo śmietniki na mieście są niewywiezione. To się opozycji nie udało. A jeżeli chodzi o rodziny wielodzietne. One mają 50 procentowe zniżki w Przemyślu. Dla nich ta podwyżka wyjdzie nie o 3 zł, tylko o 1,50 na każde kolejne dziecko.
Kolejnym kukułczym jajem podrzuconym wam przez poprzednią władzę jest budżet na 2019. Już dziś wiadomo, że na przemyską edukację zabraknie 9 milionów złotych. Czy nauczyciele mogą obawiać się o swoje wynagrodzenie?
– Nie, nauczyciele nie muszą się obawiać o swoje wynagrodzenie. Faktycznie podczas analizy budżetu na 2019 okazało się, że mamy bardzo niedoszacowaną edukację. 9 milionów złotych to potężna dziura. Poprzednia władza nam ją zafundowała, a my będziemy musieli sobie z nią poradzić. Zrobimy pewne przesunięcia budżetowe, będziemy robić oszczędności. Oczywiście nie wiąże się to z obniżką pensji nauczycieli. Poszukamy oszczędności na kosztach lokali. Kilka budynków po gimnazjach zostanie pustych. Mamy pomysł, jak uszczelnić budżet edukacji.
Pan w kampanii prezydenckiej unikał jasnej oceny Pana poprzednika prezydenta Roberta Chomy. Proszę podać przykłady najgorszych decyzji podczas jego 16 lat kadencji.
– Trudno oceniać odpowiedzialnie, nie mając pełnego zakresu wiedzy, w jakich okolicznościach gospodarczych prezydent Robert Choma podejmował konkretne decyzje. Jeżeli chodzi o rozwój gospodarczy miasta. Nie było jednego, konkretnego, spójnego kontaktu z inwestorami. Nie było żadnego wydziału do spraw kontaktu z inwestorami. Jednym z fatalnych tego efektów jest pusta przemyska strefa inwestycyjna. Obejmując urząd, spotkałem się z trzema inwestorami. Przyjąłem zasadę, że z każdym inwestorem będę spotykał się osobiście, żeby mu pokazać poważne podejście do inwestora, do osób, które chcą tutaj lokować swoje pieniądze. Myślę, że takiego podejścia brakowało. Docierały do mnie sygnały, że byli inwestorzy, którzy chcieli się spotkać osobiście i często byli ignorowani, a nie należy lekceważyć absolutnie żadnego inwestora zewnętrznego. Trzeba też dbać o wszystkich przedsiębiorców małych, dużych, średnich, jednoosobowych, którzy już tutaj są i tworzą nasze PKB. Mam wrażenie, że mój poprzednik to zaniedbał.
Co prezydent Robert Choma zrobił dobrze?
– Paradoksalnie właśnie te działania, które miały doprowadzić do rozwoju strefy ekonomicznej. Wybudowanie pierwszej i drugiej części obwodnicy dało na pewno komunikacyjny oddech miastu. Skomunikowanie Zasania ze Starym Miastem i strefą ekonomiczną, częścią gospodarczą i handlową na ulicach Batorego, Lwowskiej. I to było dobre, i w tym kierunku należało iść. Mam jednak wrażenie, że my wiele rzeczy w tym mieście rozpoczynaliśmy z dużą pompą. Natomiast w pewnym momencie, nie wiem, czy zabrakło zapału, chęci, werwy, konsekwencji. Przykłady można mnożyć. Pawilon na stoku. Fantastyczna idea. Chciano rozruszać stok, chciano stworzyć dodatkowy punkt turystyczny, dodatkową atrakcję, która napędzałoby stok. Rozpoczęto z pompą i stoi do dzisiaj. Zielony Rynek? Tak samo. Strefa ekonomiczna? Zbudowano drogi, infrastrukturę. I nic dalej. To są rzeczy, które się za nami ciągną, niedokończone inwestycje.
Pana hasło wyborcze brzmiało: Razem zmienimy Przemyśl. Z kim zamierza Pna zmieniać miasto?
– Z mieszkańcami.
Pana kilka konkretnych pomysłów na ożywienia gospodarcze Przemyśla. Proszę odpowiedź potraktować jako zobowiązanie na najbliższe pięć lat.
– Konkrety? Hala, wymiary, czy tylko koncepcja? Konkretnie wskazać podmiotu, który zainwestuje w Przemyślu i zatrudni wiele osób oczywiście nie jesteśmy w stanie. Tego nie można wymagać od nikogo. Na pewno jedną z pierwszych zmian, jaką mieszkańcy zauważą, mówię to z całą stanowczością, będzie zmiana w podejściu urzędu i spółek miejskich do mieszkańców. Coś, co często było krytykowane – podejście urzędnika do mieszkańca, opieszałość urzędu. To na pewno zostanie zmienione. To, co mówiłem wcześniej – stworzenie Centrum Obsługi Mieszkańca, czyli w jednym punkcie styku mieszkańca z urzędem. Stworzymy elektroniczną możliwość rezerwowania kolejki. Jak wspomniałem wcześniej, zmiana podejścia do biznesu. Remont Zielonego Rynku, który jest w fatalnym stanie i którego przez naście lat nie udało się wyremontować. Remont Zielonego Rynku zacznie się już od początku 2019. Na pewno podejmiemy starania w sprawie wybudowania nowego zespołu. Jedyny basen, który mamy obecnie w Przemyślu, jest w fatalnym stanie. Tam też są potrzebne duże nakłady inwestycyjne Ale on będzie nadal służył, może jako pływalnia szkolna.
Jest szansa na zespół basenów za Pana kadencji?
– Tak, będziemy próbowali zdążyć, ale mieszkańcy muszą wiedzieć, że przejmujemy miasto ze 152-milionowym długiem. Mamy ogromne obciążenia kredytowe, które nam zafundowała poprzednie władza. W ciągu pięciu lat mojej kadencji musimy spłacić 100 milionów kredytu. Możliwości zaciągania przez miasto nowych kredytów są zerowe, bo wskaźniki na to nie pozwalają. Czyli na dobrą sprawę moglibyśmy powiedzieć, że zaciągamy mocno pasa i spłacamy, co zaciągnęliśmy. Tyle że w ten sposób miasta w żaden sposób nie rozwiniemy. Poszukamy innych modeli finansowania naszych inwestycji. Mam na myśli na przykład jednorazową dotację od rządu, żeby mieć na wkład własny na niektóre inwestycje, częściowe pozyskanie środków ze spółek miejskich. Przemyśl musi się rozwijać i na to szukamy pieniędzy.
W kampanii wyborczej mówił Pan, że nie wejdzie Pan w żadne układy. Wszedł pan z PO. Mówił Pan, że nie będzie Pan miał zastępców. Ma Pan zastępcę z PO. Pan i Pana kandydaci do Rady Miasta mówiliście, że startujecie dla idei nie dla stanowisk. Podzieliście między siebie stanowiska w komisjach jak starzy wyjadacze, a nie nowicjusze. 1 kwietniu najpierw poinformował Pan, że będzie kandydował na urząd prezydenta. Następnie wycofał się Pan z tej deklaracji. Po czym Pan kandydował? Panie prezydencie, czyli w kampanii wyborczej można ludziom wmówić wszystko?
– Tak, można ludziom wmówić wszystko. Zrobił to mój kontrkandydat Janusz Hamryszczak, który po kampanii powiedział, że w kampanii obiecuje się dużo więcej, niż się daje. Widać można, natomiast myśmy tego nie robili. Pierwszego kwietnia, trochę żartobliwie zgłosiłem gotowość startu w wyborach. Z jego wpisu pół żartem pół serio wyszło badanie socjologiczne. Okazało się, że Przemyśl potrzebuje zmian. I że zmiany są nie tyle oczekiwane, co absolutnie wymagane. Oficjalnie ogłosiłem decyzję pod koniec czerwca. Jeżeli chodzi o podział stanowisk. Podzieliliśmy funkcje wynikające w charakteru wykonywania mandatu radnego. To nie są frukty w postaci prezesa spółki, czy dyrektora, który zarabia 10 tysięcy złotych. Ani jedna taka osoba nie została wymieniona żadnym z działaczy KO czy Kukiz’15. Jeżeli bierzemy odpowiedzialność za to miasto, ja jako prezydent i moi radni, to jest oczywiste, że chcemy mieć osoby, które nadają ton pracom rady czy komisji miejskich. W przeciwnym razie opozycja mogłaby wszystko wywracać do góry nogami, a nam zarzucać, że nie wprowadzamy zmian. Tak się na da rządzić.
Przed kwestiami polsko-ukraińskimi w Przemyślu nie uciekniemy. Dla jednych jest Pan Ukraińcem, dla innych ukrainożercą. Które określenie jest Panu bliższe?
– Dziwię się, że po tej kampanii nie oszalałem. Powiem dlaczego: z rozdźwięku, kim tak naprawdę jestem. Ostatecznie kiedyś przy kawie ze znajomym, śmiejąc się, powiedziałem: wygląda na to że jestem polskim nacjonalistą z ukraińskim korzeniami. Na ten temat pojawiło się tyle nieprawdziwych informacji o mnie, że aż się zastanawiałem, kto to wymyślał? To pokazuje, jak wielka jest wena twórcza ludzi w Przemyślu. Korzeni ukraińskich nie mam. W najbliższej rodzinie na pewno. Nigdy nie budowałem zaawansowanego drzewa genealogicznego. W dalszych pokoleniach? Być może, ale konia z rzędem temu, kto ich nie ma, od pokoleń mieszkając na terenach przygranicznych. Nie jestem grekokatolikiem, nie uczę się ukraińskiego, ale posługuję się tym językiem. Gdybym korzenie ukraińskie miał, nie miałbym problemu z tym, aby się do nich przyznać.
Kampania wyborcza rządziła się swoimi regułami, czasami brakiem reguł. Pytano o Pana rodzinę, żonę.
– Tak. Robiono Ukraińca ze mnie. W końcu stwierdzono, że cała moja rodzina ma pochodzenie ukraińskie. Fakt jest taki: moja żona jest grekokatoliczką. Tak została ochrzczona przez rodziców trzydzieści parę lat temu. Nigdy tego nie ukrywaliśmy. U nas w domu obchodzimy święta polskie. Dzieci, jak nam zarzucano, nie uczą się ukraińskiego. Nie chodzą do szkoły ukraińskiej, chodzą do szkoły muzycznej. Nie są ochrzczone w cerkwi, a w Kościele katolickim.
Na jakiej zasadzie będzie Pan budował swoje relacje z Ukraińcami w Przemyślu?
– Na zdrowych. Nie miałem jeszcze po objęciu urzędu spotkania z mniejszością ukraińską, ale powiem szczerze, że zaskoczyły mnie trochę słowa arcybiskupa Popowicza, który podczas opłatka stwierdził, że z prezydentem Chomą relacje polsko ukraińskie się super układały, za co jesteśmy bardzo wdzięczni i życzymy sobie, aby prezydent Bakun też wzniósł ponad podziały i relacje z nami budował. W mojej ocenie to było trochę nie na miejscu. Nigdy nie byłem negatywnie nastawiony do mniejszości ukraińskiej, natomiast jasno wyrażałem swoje zdanie, jeżeli chodzi o pewną ideologię. To zdanie będę dalej jasno wyrażał. Mniejszość ukraińska w Przemyślu cieszy się wszystkimi prawami, które przysługują mniejszości.
Jest Pan kojarzony ze środowiskiem politycznym, które jest niechętne Ukraińcom. Jeszcze niedawno niektórzy przedstawiciela tego środowiska chcieli budować mur i zasieki z Ukrainą. Pan nie odciął się od tych pomysłów. Czy w XXI wieku , w sercu Europy potrzebny jest nam nowy berliński mur?
– Mur i zasieki to jest niesamowita manipulacja także Pana, Panie redaktorze, niektórych kolegów po fachu. Wypowiedział Pan to w kontekście Ukrainy. Zrobił pan dokładnie to samo, co inni dziennikarze. Oni też tworzyli taki obraz. My mówiliśmy o zielonej granicy w Bieszczadach, bardzo słabo strzeżonej. Dodam, fragmencie granicy z Ukrainą i Słowacją. Propozycja nie dotyczyła Ukrainy czy Ukraińców. To była kolejna manipulacja mediów. Różne służby informowały o możliwości masowego przepływu do Polski imigrantów muzułmańskich właśnie przez zieloną granicę w Bieszczadach. I o tym mówiliśmy. To nie miało żadnego kontekstu ukraińskiego. Żadnego nowego muru berlińskiego nie chcieliśmy budować.
To inaczej. Czy Ukraina to dla nas nadal szansa, czy szansa już stracona?
– To pytanie do strony ukraińskiej. Ukraina może nadal być dla nas szansą, o ile będzie państwem stabilnym. Stabilnym też terytorialnie, bo w tej chwili na Ukrainie jest problem.
Jaki jest Pana stosunek do Kościoła katolickiego i Kościołów obrządku wschodniego oraz innych grup wyznaniowych?
– Nie wiem, na czym miałby polegać mój stosunek oprócz tego, że jestem wierzący i uważam, że każdy ma prawo do swojej wiary. Relacje urzędu z Kościołem w mojej ocenie są dobre i takimi pozostaną.
Czy nadal jest Pan przeciwny szczepieniom dzieci?
– To kolejna manipulacja mediów, konkretnie Gazety Wyborczej, która wyrwała moją wypowiedź z kontekstu.
Zostawmy innych dziennikarzy...
– Tak, stworzyliśmy w parlamencie zespół do spraw bezpieczeństwa programu szczepień. Od samego początku w tym zespole ja zajmowałem się budową systemu informatycznego za rejestrację niekorzystnych odczynów poszczepiennych. Co w Polsce absolutnie nie istnieje, a istnieje na całym świecie. I druga rzecz: chciałem, aby powstał system odszkodowawczy dla osób poszkodowanych. Jeżeli zgłaszają się rodziny, których dziecko po szczepieniu dostało porażenia mózgowego lub innego powikłania, powinno dostać odszkodowanie do końca życia za to, co mu zrobiono. Tylko tyle i aż tyle. Nie jestem przeciwnikiem szczepień. Zrobiono ze mnie przeciwnika, bo nie szczepię własnych dzieci. Nie szczepię swojej córki z prostego powodu. Miała stwierdzony niekorzystny odczyn poszczepienny i przez lekarza, który prowadzi moje dziecko miała, wpisane odroczenie szczepień. Tylko pan redaktor z Wyborczej nie usłyszał tego i nie umieścił w artykule.
Jak już wspominałem, nie dyskutuję o kolegach z miediów, za które nie odpowiadam.
Wojciech Bakun prywatnie.
– Od czego zacząć. Urodziłem się w Przemślu. Wychowałem się w Przemyślu.
A na jakim podwórku?
– Na ulicy Obozowej.
Był Pan grzecznym chłopcem czy raczej łobuzem?
– Nie, nie byłem grzecznym chłopcem. Wręcz przeciwnie. Aczkolwiek, rozmawiając z moją panią profesor ze szkoły średniej i trochę przepraszająć ją za moje trudne dojrzewanie, usłyszałem miłe słowa, że wcale nie byłem taki zły. I takich łobuzów się zapamiętuje. Byłem zawodnikiem Polonii Przemyśl. Pracowałem w dwóch przemyskich firmach. Potem krakowskiej, warszawskiej na stanowiskach rozwoju produktu regionu. Prowadziłem też swoją działalność handlową, potem usługową. Potem epizod siedmioletni z zagranicą, konkretnie z Irlandią. I powrót do Przemyśla, epizod chorobowy, niestety poważniejszy, ale udało się z tego wyjść. W Irlandii wyszkoliłem się jako płetwonurek do najwyższego poziomu, jaki można osiągnąć technicznie do nurkowań głębokich. Służyłem w jednostce, która odpowiadała za poszukiwania ciał rybaków, żeglarzy w Irlandii. W taki sposób spłacałem dług wobec społeczeństwa irlandzkiego, które przyjęło mnie bardzo przyjaźnie. Po powrocie do Przemyśla epizod polityczny, pomoc w kampanii prezydenckiej Pawła Kukiza, potem mandat posła na Sejm w 2015, obecnie prezydentura Przemyśla. Jedyny prezydent w Polsce z ugrupowania Kukiz’15.
Panie prezydencie, tegorocznego sylwestera, pierwszy raz od lat, świętowaliśmy na bogato. Kasa miejska, jak wspomnieliśmy, świeci pustakami. Skąd Pan wziął pieniądze na sylwestrowe szaleństwa i ile one kosztowały?
– Kwota potrzebna do zabezpieczenia sylwestra wyniosła w okolicach 100 tys. zł. Pieniądze wziąłem z oszczędności poczynionzch w budżecie, który jest przeznaczony na kulturę. Uważam, że taka impreza się mieszkańcom należała, abyśmy mogli razem koniec i początek roku świętować razem, bo to też buduje społeczność i zaangażowanie społeczne.
Czego Pan życzy przemyślanom w 2019 roku?
– Życzę, aby część z tych rzeczy, które obiecywaliśmy w kampanii wyborczej, spełniła się już w 2019. Życzę wytrwałości, spokoju. Życzę sobie, aby mieszkańcy zaufali, że idziemy w dobrym kierunku. Nie wszystko da się zmienić w miesiąc, w rok, ale życzę, aby mieszkańcy zauważyli zmiany, że są pozytywne.
Bardzo dziękuję za rozmowę. Ja natomiast życzę Panu prezydentowi sukcesu, bo sukces nie tylko Panu jako politykowi i człowiekowi jest potrzebny, ale nam przede wszystkim, bo Przemyśl po prostu na sukces zasługuje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pan Prezydent jest zapewne w szoku kiedy się zapoznał ze stanem faktycznym w naszym mieście.Spodziewał się,ze jest źle ale nie spodziewał się,ze jest aż tak źle.Odbić się od dna będzie bardzo trudno i zajmie to trochę czasu.Tym bardziej,ze już zacznie się kłamliwa,agresywna i bardzo krzykliwa propaganda PiS.Na pierwszy ogień odezwa się popłuczyny"kombatanckie" mimo,ze już nie ma kombatantów.
Prezydent ja nic nie mogę jestem w szoku jak poprzednicy.
Very interesting interview! Was very excited to read it!<a href="https://www.kaoori.co.uk/product-category/wooden-chess-sets/">Chess Sets UK</a>
Pan Prezydent jest zapewne w szoku kiedy się zapoznał ze stanem faktycznym w naszym mieście.Spodziewał się,ze jest źle ale nie spodziewał się,ze jest aż tak źle.Odbić się od dna będzie bardzo trudno i zajmie to trochę czasu.Tym bardziej,ze już zacznie się kłamliwa,agresywna i bardzo krzykliwa propaganda PiS.Na pierwszy ogień odezwa się popłuczyny"kombatanckie" mimo,ze już nie ma kombatantów.
Prezydent ja nic nie mogę jestem w szoku jak poprzednicy.
Very interesting interview! Was very excited to read it!<a href="https://www.kaoori.co.uk/product-category/wooden-chess-sets/">Chess Sets UK</a>