Reklama

Wyjątkowy sylwester

09/02/2018 07:54

Nie każdego było stać na sylwestra w Zakopanem, gdzie ponoć padł rekord frekwencji. Zatem część rodaków witała Nowy Rok na rynkach większych miast, a tym, którzy mieszkają w miejscowościach, gdzie nie ma rynku, pozostawała remiza albo towarzyskie spotkanie.

Karol przyjechał z Niemiec na święta do rodzinnej wioski i po kilku dniach spędzonych z rodziną spotkał się w miejscowym barze z kilkoma znajomymi. Przy piwie opowiadał o ciężkiej pracy w „Reichu” i o tym, że się opłaca, czego dowodem miała być jego nowiutka toyota, którą tydzień temu sobie kupił. Kiedy już wyczerpał się temat saksów, padło sakramentalne pytanie: – Co robicie w sylwestra? Okazało się, że koledzy nie mają żadnych szczególnych planów. Wtedy Karol zaproponował, żeby zrobić sylwestra u niego, bo akurat rodzice wychodzą i dom będzie wolny. Umówili się, że każdy przyniesie jakieś szkło, a gospodarz zadba o barszczyk i bigosik. Ponadto każdy obiecał porozglądać się za dziewczynami, które dałyby się zaprosić. W niedzielę wieczorem trójka kolegów z pełnymi torbami zameldowała się u Karola. Miny mieli nietęgie, bo się okazało, że znajome dziewczyny miały już swoje plany i zostali skazani na męskie towarzystwo, ale to jeszcze nic. Ponieważ chcieli zainstalować się w nieużywanym pokoju na piętrze, przynieśli z garażu stary grzejnik i kiedy go włączyli, zgasło światło, bo jak się okazało, wywaliło bezpieczniki aż na słupie. Usiedli przy stole przy świecach i zaczęli spożywać, kląc przy tym, że mają pecha, bo muzyki nie mogą posłuchać, ani telewizji obejrzeć.Nie ma się co dziwić, że w tej sytuacji trunków szybko ubywało i jeszcze grubo przed północą gospodarz wraz z gośćmi byli nieźle zaprawieni. Jakoś dotrwali do Nowego Roku i chcąc godnie uczcić jego nadejście, wyszli na podwórko, żeby – jak tradycja nakazuje – odpalić fajerwerki. Jeden z kolegów zajął się pirotechniką, a reszta towarzystwa stała na ganku i podziwiała efektowne wybuchy. Jakoś tak wyszło, że jedna raca, zamiast poszybować w niebo, odbiła się od ściany garażu i tryskając ogniem, wylądowała pod tylnym kołem toyoty Karola. Któryś rzucił się ratować auto, ale nim znalazł kawałek kija, żeby odciągnąć płonącą racę, plastikowy zderzak i kawałek karoserii już powyginały się od ognia. Karol, widząc to, rzucił się z pięściami na pirotechnika, ale na szczęście pozostali koledzy nie dopuścili do rozlewu krwi. No i niech ktoś powie, że to nie był wyjątkowy sylwester. jot p[odpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości