Osiemnastoosobowa grupa pasjonatów górskich wędrówek, w tym ekipa z Przemyśla, w czerwcu br. zdobyła kultowe szczyty w Górach Czywczyńskich – Stoha (1650 m n.p.m.) oraz Hnitessę (1796 m n.p.m.). O kulisach wyprawy opowiada film „Na kresowych szczytach dawnej Rzeczypospolitej” Mieczysława Nyczka i Andrzeja Uklei, uczestników ekspedycji.
Legendarna Hnitessa stanowiła przez wieki najbardziej na południe wysunięty punkt Rzeczypospolitej. Obecnie Góry Czywczyńskie – część Karpat Wschodnich – tworzą granicę ukraińsko-rumuńską, a zarazem granicę Unii Europejskiej. – Dzięki Jurkowi Tomaszkiewiczowi i Januszowi Kusiakowi, kolegom z PTTK Ziemia Sanocka, rumuńskie Karpaty penetrujemy[paywall] regularnie od kilku lat. Kontakt z tymi górami przynosi nam radość, bowiem jest tam wszystko, co kochamy: urzekające krajobrazy, przestrzeń, cisza, różnorodność, dzikość – objaśnia Mieczysław Nyczek. Pomimo wspomnianych walorów Góry Czywczyńskie są rzadko odwiedzane (na ogół przez polskich turystów). Powód? Zero infrastruktury turystycznej, znaczne oddalenie od siedzib ludzkich. – Prędzej napotkasz tu niedźwiedzia, rysia czy wilka lub patrol pograniczników aniżeli drugiego wędrowca – potwierdzają przemyślanie. Dodatkowa uciążliwość to konieczność uzyskiwania pozwoleń na przebywanie w strefie nadgranicznej. Obostrzenia obowiązują zarówno po stronie ukraińskiej, jak i rumuńskiej.
Na Stoh 18-osobowa ekipa pod kierownictwem i przewodnictwem Jerzego Tomaszkiewicza nie wędruje starą drogą im. feldmarszałka Augusta von Mackensena. Wędrowcy omijają popularny trakt. Przewodnik wiedzie ich autorskim, nieprzetartym szlakiem, trudniejszym, bardziej wymagającym. – Nikt nie obiecywał, że podejście będzie lekkie, łatwe, i przyjemne – przyznają. Nachylenie zbocza na oko 45 stopni, do wierzchołka jeszcze 150 metrów, z każdym krokiem przestrzeń dzieląca uczestników wyprawy od jej celu kurczy się… Stoh zostaje zdobyty. – Na szczycie między słupami rumuńskim i ukraińskim tkwi dawny słup graniczny nr 1, zabytek ogołocony z przedwojennych godeł Polski, Rumunii i Czechosłowacji. Naszą radość zakłóca niepokój, nadciągają ciężkie chmury, nasilające się odgłosy piorunów nie wróżą niczego dobrego. Trzeba czym prędzej opuścić Stoha i szukać u jego podnóża miejsca na biwak. Pierwszą noc w górach spędzamy na wysokości 1550 m n.p.m. Obóz rozbijamy na polance w rejonie słupa granicznego 414 – relacjonuje M. Nyczek.

Zdobywszy Stoha uczestnicy ekspedycji podróżują krótko zdezelowaną ciężarówką – czeską Tatrą 148, której produkcję zakończono w latach 80. ubiegłego wieku. Wąsko, serpentyny, ostre zakręty. W czasie jazdy „strzela” opona. – Ne ma problema – przekonuje z szoferki kierowca, na co dzień przewożący drewno. Na wysokości ok. 1460 m n.p.m. ekipa rozstaje się z bezproblemowym szoferem. Dalej podążają na piechotę. Główny cel wyprawy to Hnitessa – przeciwległy do Stoha, ostatni, najdalej wysunięty na południowy wschód wierzchołek całego pasma. – Na jego stokach bierze początek potok Czarny Czerebosz, który razem z Białym Czereboszem tworzy rzekę Czerebosz … – kontynuuje M. Nyczek.
Kto ciekaw jest finału górskiej wędrówki z historycznym podtekstem, winien sięgnąć po materiał „Na kresowych szczytach dawnej Rzeczypospolitej”. Premierowy pokaz filmu miał miejsce w Przemyskiej Bibliotece Publicznej przy ul. Grodzkiej 8 w dniu 4 listopada br. Film jest dostępny m.in. w zbiorach wspomnianej biblioteki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze