– Czy miłość jest ślepa? Jest! Czy można zabić z miłości? Można! – pytał i jednocześnie odpowiadał sobie prokurator Piotr Balicki podczas zakończonego we wtorek, 2 bm. procesu Wiktora K. Sąd Okręgowy w Przemyślu uznał mężczyznę za winnego zabójstwa 37-letniej prostytutki z Ukrainy, z którą ten związał się emocjonalnie.
Proces 40-letniego Wiktora K., mieszkańca Zapałowa w powiecie jarosławskim, rozpoczął się w styczniu br. Z jego wyjaśnień wynika, że w jednej z gazet [paywall] przeczytał anons, w którym „miła, atrakcyjna blondynka zapraszała konkretnych panów i sponsorów do swojego mieszkania”.Zaciekawiony zatelefonował pod podany numer. Później odwiedził w Rzeszowie 37-latkę przedstawiającą się jako Ewa (w rzeczywistości była to Walentyna B.) W trakcie kolejnych spotkań cudzoziemka opowiedziała mu o kłopotach finansowych, oczekującej na operację matce. Przejęty losem rolnik, z zawodu kucharz, mąż i ojciec małego dziecka, coraz głębiej sięgał do kieszeni. Płacił nie tylko za seks randki. Zaciągał kredyty. Oszacował, że w ciągu rocznej znajomości kobieta wzięła od niego ok. 150 tys. zł, komputer, tablet, kuchenkę mikrofalową, telefony komórkowe.
Prawie 40 ciosów
3 stycznia 2014 roku Walentyna B. wróciła z Ukrainy do Polski. Zatelefonowała do mężczyzny. Pojechali na zakupy, później do mieszkania. Spędzili razem noc. Rano prostytutka spakowała plecak i poprosiła o podwiezienie do pieszego polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Medyce. Deklarowała, że wyjeżdża w związku ze zbliżającym się Bożym Narodzeniem w obrządku wschodnim. Po drodze para zatrzymała się w okolicach Bobrówki. Wysiedli z samochodu. Poszli gruntową drogą. Oskarżony ponowił kwestię zobowiązań.
– Uderzyła mnie w twarz, oburzona, że ponownie dopominam się o pieniądze – relacjonował K. – Powiedziała, że nigdy ich nie odda, zasugerowała, aby dał jej spokój z ratami, że jestem dla niej śmieciem, nikim – słowa ukochanej trafiły go w czuły punkt.
Oburzony sięgnął po schowany w kieszeni kurtki niewielki śrubokręt. Przekonywał, że uderzył nim B. w głowę, za uchem, 2 najwyżej 3 razy. Według biegłych ciosów było 39. Później zaciągnął wciąż jeszcze żyjącą 37-latkę do rowu melioracyjnego. Zwłoki znaleziono 2 miesiące później (pod koniec lutego 2014 roku).
Obrońca: Nie ma dowodów
– Czy miłość jest ślepa? Jest! Czy można zabić z miłości? Można! – pytał i jednocześnie odpowiadał sobie w mowie końcowej prokurator Piotr Balicki z Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu. – W tej sprawie niemal nie ma okoliczności łagodzących. Doszło do bestialskiego zmasakrowania kobiety, którą się kochało – stwierdził, żądając dla podsądnego kary 25 lat pozbawienia wolności z możliwością warunkowego przedterminowego zwolnienia po 20 latach pobytu w więzieniu.
W opinii mecenasa Włodzimierza Ostrowskiego, obrońcy oskarżonego, nie ma dowodów, że jego klient rzeczywiście dopuścił się za zabójstwa.
– W szczególności brak jest poparcia dla tezy forsowanej przez prokuratora, że przeniósł on pokrzywdzoną i wrzucił do rowu melioracyjnego, gdzie utonęła – argumentował. – Zaangażował się w związek nią, pokochał. Pomagał z dobrego serca, z miłości, a był traktowany wyłącznie jako dostarczyciel środków finansowych i to ponad swoje realne możliwości – przekonywał adwokat.
Obrońca wniósł o zmianę kwalifikację czynu z zabójstwa na spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W sytuacji gdyby sąd nie podzielił tego stanowiska, adwokat Wiktora K. poprosił o przyjęcie, że do zabójstwa doszło pod wpływem silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami (zagrożenie karą od 1 roku do lat 10).
Zbrodnia i kara
Sąd pod przewodnictwem sędziego Krzysztofa Stępnia uznał 40-latka za winnego zbrodni i skazał na 25 lat pozbawienia wolności.
– Oskarżony w przeciwieństwie do swojej ofiary ma szansę powrotu do społeczeństwa – powiedział sędzia sprawozdawca Dariusz Lotycz uzasadniając jeszcze nieprawomocne orzeczenie. – Adekwatność kary wydaje się oczywista biorąc pod uwagę czyn, którego się pan dopuścił – zakończył zwracając się do podsądnego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tytuł iście uprzedmiotawiający ofiarę zbrodni. Gdzie uczą takiego "dziennikarstwa"?
Tytuł iście uprzedmiotawiający ofiarę zbrodni. Gdzie uczą takiego "dziennikarstwa"?