W sobotę, 13 sierpnia br., na Cmentarzu Głównym w Przemyślu pożegnano Ludwika Władysława Jachimeckiego, jednego z najlepszych futbolowych bramkarzy na Podkarpaciu w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.
Władysław, bo z tym imieniem utożsamiane było jego nazwisko, swoją przygodę ze sportem rozpoczął jako trampkarz przemyskiego Czuwaju. Najbardziej upodobał sobie grę w bramce. Miał możliwość podpatrywania gry takich golkiperów klubowych, jak: Marian Rybicki, Kazimierz Kuczapski czy Henryk Kurc.
Podpatrywał ich i aby podnosić swoje umiejętności bramkarskie, dodawał do tego niezwykłą pracę nad sobą, prosząc trenerów o dodatkowe ćwiczenia. Jako senior, oprócz gry w Czuwaju, zaliczył występy w przemyskiej Polonii i II-ligowej Siarce Tarnobrzeg.
Najlepiej czuł się jednak w bramce ukochanego Czuwaju. Reprezentował miasto w rozgrywkach okolicznościowych. W 1982 roku meczem Czuwaju ze Stalą Mielec zakończył czynne uprawianie sportu, ale nie zerwał ze sportem. Jako oldboj, bez specjalnego zaproszenia, stawał w bramce podczas licznych turniejów piłkarskich.
Emocjonalnie i poważnie traktował to, co robił jako zawodnik, bo On kochał sport. Żył wynikami, a zwłaszcza wynikami przemyskich sportowców, i to nie tylko ze świata futbolu. Jego miejsce pracy w pubie przy ulicy Borelowskiego wytapetowane jest zdjęciami sportowych wydarzeń z 30 ostatnich lat, jakie odbyły się w Przemyślu.
Kochał to miasto, w którym się urodził i które było Jego przystanią w prywatnej i sportowej drodze życia. Dlatego tak emocjonalnie zareagował na wojnę w Ukrainie. Zobaczył dramat ludzi uciekających przed wojną i zobaczył reakcję miasta jako władzy i społeczności na tę tragedię. Stąd Jego wniosek o nadanie miastu nagrody Nobla. Przemyśl Nobla nie dostał, ale On cieszył się, że miasto dostało inny niezwykle cenny przydomek od władz zza wschodniej granicy.
Odszedł nagle w wieku 71 lat. Cześć Jego Pamięci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze