– Tak się zdarzyło, że zbiłam termometr, zwykły lekarski z rtęcią – opowiada mieszkanka Jarosławia. – Mając świadomość, że rtęć jest bardzo niebezpieczna, skrupulatnie pozbierałam ją do próbówki i zaczęłam się zastanawiać, komu mam ją oddać, żeby została w bezpieczny sposób zutylizowana.
– Przypomniałam sobie, że kiedyś była akcja oddawania rtęciowych termometrów do aptek. Obeszłam pięć jarosławskich aptek i w każdej usłyszałam, że rtęci nie przyjmują i nie bardzo wiedzą, co z tym zrobić. W internecie znalazłam informację, że to stacja sanepidu powinna pomóc. Zadzwoniłam i od zdziwionej pracownicy[paywall] usłyszałam, że jestem pierwszą osobą, która zgłasza się z takim problemem i też nie wiedzą, kto mógłby się zająć utylizacją. Zatelefonowałam więc do funkcjonującego w mieście punktu odbioru odpadów nietypowych i wielkogabarytowych. Tam powiedziano mi, że oni takich odpadów nie przyjmują i najlepiej będzie, jak zadzwonię do starostwa, do wydziału ochrony środowiska. Kolejny telefon. Pani, która odebrała, usłyszawszy, o co chodzi, długo naradzała się z jakąś inną pracownicą zajmującą się odpadami niebezpiecznymi. Słyszałam w słuchawce ich rozmowę i wtedy ta druga powiedziała: „to niech wyrzuci do kosza na śmieci”. Potem, już do mnie, powiedziała, żebym jednak próbowała oddać rtęć do punktu odbioru odpadów. Przyznam, trochę mnie to zmroziło, bo zdawałam sobie sprawę, że nie jest to jakaś wielka sprawa, może nie ma wielkiego niebezpieczeństwa, ale przecież nie tak powinno się załatwiać takie problemy. Nie dałam za wygraną i zadzwoniłam do firmy medycznej, która była gotowa przyjąć rtęć do utylizacji, ale powiedziano mi, że to mi się nie opłaca, bo musiałabym za tę usługę zapłacić pięćdziesiąt złotych. W końcu wybiorę się do punktu odbioru odpadów, może po tylu interwencjach przyjmą. Jednak cały czas słyszę o potrzebie ochrony środowiska, o szczególnie niebezpiecznych odpadach, do których należy też rtęć, a sama przekonałam się, jak to wygląda w praktyce.
W 2009 roku na wniosek Komisji Europejskiej, w trosce o zdrowie człowieka oraz o stan środowiska, podjęto decyzję o wycofaniu ze sprzedaży termometrów rtęciowych. Rtęć, zwana też żywym srebrem, w temperaturze pokojowej występuje w płynnej postaci i paruje. Właśnie jej opary są zabójcze dla człowieka, gdyż kumuluje się ona w mózgu i nerkach. Szczególnie niebezpieczna jest w przypadku kobiet w ciąży, gdyż może dojść do uszkodzenia płodu. Nie można jej wlewać do umywalki, muszli klozetowej ani wyrzucać do śmieci, ponieważ po dostaniu się do zbiorników wodnych przekształca się w substancję o nazwie metylortęć, która kumuluje się w ciałach organizmów żywych.
W Wydziale Architektury i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Przemyślu na pytanie, co zrobić z rtęcią z rozbitego termometru, odesłano nas do Wydziału Gospodarki Komunalnej. Dopiero tam wyjaśniono, że odpad niebezpieczny, jakim jest rtęć, należy zanieść do najbliższego punktu selektywnej zbiórki odpadów, gdzie mają obowiązek przyjąć od mieszkańca niebezpieczny odpad.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Ludzie to mają " problemy". Wrzuć babo ten cholerny termometr - skoro nikt go nie chce przyjąć -do śmietnika i będzie po problemie. Widocznie masz za dużo wolnego czasu.
I właśnie dzięki takiemu myśleniu jak twoje nasza Planeta skazana jest na zagładę. Szacun dla właścicielki termometru za postawę i dobre chęci.
Ludzie to mają " problemy". Wrzuć babo ten cholerny termometr - skoro nikt go nie chce przyjąć -do śmietnika i będzie po problemie. Widocznie masz za dużo wolnego czasu.
I właśnie dzięki takiemu myśleniu jak twoje nasza Planeta skazana jest na zagładę. Szacun dla właścicielki termometru za postawę i dobre chęci.
mk ale jesteś prymityw