Materiał przygotowany dla prasy.
Zaledwie czterdzieści kilometrów od tętniącej życiem, turystycznej Mombasy, za pasem nadmorskich kurortów, zaczyna się zupełnie inny świat. Świat, w którym codzienne dylematy nie dotyczą wyboru między kurczakiem a rybą na obiad, bo mięso jest tam luksusem, na który nikogo nie stać. W kenijskiej wiosce Ribe Mango codzienność bywa surowa, a ludzkie siły wystawiane są na najcięższe próby. To właśnie tam, gdzie brakuje podstawowych środków do życia, swoje światło postanowiła zapalić Fundacja Jambo. Jako młoda, prężnie rozwijająca się organizacja, udowadnia, że prawdziwa pomoc nie polega na bezrefleksyjnym rozdawaniu pieniędzy, ale na bezkompromisowej walce o ludzką godność, edukację i zdrowie ramię w ramię z tymi, którzy zostali pominięci przez system.
Głód w afrykańskich realiach nie jest chwilowym dyskomfortem. To stan marazmu, w którym organizm małego dziecka po prostu się wyłącza, oszczędzając resztki energii. Podczas pobytu wolontariuszy na miejscu widok dzieci zasypiających z wycieńczenia na szkolnych ławkach był bolesną normą. W lokalnej Szkole Podstawowej w Ribe nie funkcjonował żaden program dożywiania. Dzieci przychodziły na lekcje głodne, a ich uwaga zamiast na nauce, skupiała się na przetrwaniu. Reakcja Fundacji Jambo była natychmiastowa, ale wymagała logistycznego przygotowania od podstaw. Aby w ogóle zacząć gotować, zakupiono trzy ogromne, kilkudziesięciolitrowe gary oraz wielkie chochle. Posiłki przygotowywane na żywym ogniu zmieniły wszystko. Do tej pory fundacji udało się sfinalizować i podać aż 3500 pełnowartościowych obiadów opartych na ryżu, soi, pomidorach i fasoli, która zapewnia dzieciom niezbędne białko.
Efekt? Szkoła, która wcześniej potrafiła świecić pustkami, zapełniła się po brzegi. Na miskę ciepłego jedzenia przychodziły nawet te dzieci, które na co dzień opuszczały zajęcia. Po posiłku dzieciaki natychmiast ożywały, wracał im uśmiech i chęć do zabawy. To dowód na to, że podstawowa pomoc humanitarna ma bezpośrednie przełożenie na frekwencję i rozwój edukacyjny. Garnki zakupione przez fundację służą na miejscu cały czas, stanowiąc fundament pod dalsze działania.
Edukacja w Kenii to jednak znacznie większe wyzwanie. Choć szkoła podstawowa bywa dostępna, to szkoła średnia jest w pełni płatna. W tamtejszych realiach dobre oceny, ogromne chęci i talent nie wystarczą, by pójść dalej - barierą nie do przebicia są pieniądze. Koszt samej wyprawki do szkoły z internatem to około 1200 złotych. W tej kwocie musi znaleźć się absolutnie wszystko: od materaca, metalowej skrzyni oraz wiadra do mycia (w internatach nie ma bieżącej wody, młodzież nosi ją wiadrami ze studni), przez mundurki, piżamy, aż po buty. Do tego dochodzi czesne. Fundacja Jambo otoczyła opieką trzech podopiecznych. James marzy o zostaniu żołnierzem - fundacja opłaciła jego pierwszy semestr, jednak na drugi semestr, którego koszt wynosi około 400 złotych, środki dopiero są zbierane. Dwaj kolejni podopieczni, w tym Abdal, pragną w przyszłości zostać lekarzami. Ich edukacja na pierwszy i drugi semestr została w pełni zabezpieczona. W przypadku Abdala, ogromnym oparciem okazała się pani Maria z Sanoka, która wraz z córką regularnie finansuje jego naukę i zadeklarowała opłacenie trzeciego semestru. System szkolny w Kenii dzieli się bowiem na trzy etapy.
Szansą na lepsze jutro i kolejnym wielkim marzeniem fundacji jest pomoc 19-letniej dziewczynie, która dzięki świetnym wynikom na świadectwie kwalifikuje się na studia pielęgniarskie. W Kenii dziewczęta często spychane są na margines, ponieważ rodziny wolą inwestować w chłopców, licząc na ich późniejsze wsparcie. Ta młoda kobieta pracuje obecnie ciężko przy sprzątaniu domów, by mieć co włożyć do garnka, ale jej marzenia sięgają znacznie wyżej. Koszt rocznych studiów medycznych wraz z zakwaterowaniem od września to 3700 złotych - kwota, która dla niej jest barierą biologiczną, a dla darczyńców z Polski szansą na odmienienie całego ludzkiego życia.
Równolegle z edukacją, Fundacja Jambo prowadzi aktywne działania na rzecz poprawy zdrowia i warunków bytowych mieszkańców. Podczas ostatniej misji zaopatrzono w długoterminowe zapasy żywności (ryż, soję, podstawowe produkty) pięć najbiedniejszych rodzin w wiosce. Przeprowadzono również gruntowny remont dachu w jednym z najbardziej zniszczonych domów, zamieszkiwanym przez pięcioosobową rodzinę z trójką dzieci. Dzięki nowemu poszyciu, w porze deszczowej woda nie leje się już im na głowy, zapewniając bezpieczne i godne schronienie.
Olbrzymim sukcesem była także organizacja masowych badań wzroku na miejscu. Dzięki zaangażowaniu Miasta i Gminy Dubiecko oraz burmistrza Jacka Grzegorzaka, w Polsce zorganizowano zbiórkę okularów korekcyjnych. Na miejscu w Kenii zatrudniono okulistę i technika, którzy zbadali mieszkańców wioski i idealnie dopasowali zebrane okulary do ich wad wzroku. Radość starszych ludzi, którzy po latach mgły nagle wykrzykiwali z niedowierzaniem: „Ja widzę, co tu jest napisane!”, była momentem niemożliwym do opisania. Do szkoły trafiła także pomoc medyczna w postaci setek plastrów i środków dezynfekujących, przekazanych dzięki wójtowi Ryszardowi Adamskiemu z Gminy Stubno - wcześniej placówka nie miała na wyposażeniu ani jednego artykułu pierwszej pomocy. Wsparcie nadeszło też ze Szkoły Podstawowej nr 5 z Przemyśla, która zakupiła lampy solarne dla najuboższych rodzin oraz 12 profesjonalnych piłek i gum do skakania. Dotychczas dzieci bawiły się jedną, zrobioną ze starych szmat i pieluch piłką.

Wszystkie te wielkie kroki nie byłyby możliwe bez solidnych partnerów. Kluczowym sprzymierzeńcem fundacji okazała się Caritas Archidiecezji Przemyskiej, która przekazała celowe środki finansowe na rzecz doposażenia placówki edukacyjnej w Ribe. Za otrzymane fundusze zakupiono 21 nowiutkich, solidnych biurek szkolnych. Trafiły one do najstarszej, dziewiątej klasy, która liczy aż 75 uczniów. Dyrektor szkoły zdecydował, że to właśnie najstarsi uczniowie, spędzający w ławkach czas od rana do wieczora i przygotowujący się do państwowych egzaminów, najbardziej potrzebują odpowiednich warunków do nauki i pełnego skupienia. Współpraca z Caritas pokazała, jak wielką siłę ma instytucjonalne wsparcie połączone z bezpośrednim, transparentnym działaniem młodej fundacji na miejscu.

Fundacja Jambo stale się rozwija i nie zamierza się zatrzymywać. Już teraz planowane są działania z okazji Dnia Afrykańskiego Dziecka, który przypada na 16 czerwca. Z tej okazji wolontariusze chcą przygotować dla maluchów coś wyjątkowego - tradycyjne, uwielbiane przez nie placki chapati, które w tamtejszych domach goszczą niezwykle rzadko ze względu na koszty składników.
Aby te wszystkie plany - od obiadów, przez dachy, aż po stypendia dla przyszłych pielęgniarek i lekarzy - mogły stać się rzeczywistością, fundacja potrzebuje stabilności. Na oficjalnej stronie internetowej jambo.org.pl uruchomiona została opcja regularnego wsparcia finansowego. Stałe, comiesięczne wpłaty, nawet te najmniejsze, dają fundacji bezcenny komfort planowania wydatków i pewność, że w kolejnym miesiącu nie zabraknie środków na zakup ryżu i fasoli dla głodnych dzieci.
Dlatego fundacja apeluje do każdego czytelnika: zaobserwujcie profile Fundacji Jambo na Facebooku oraz Instagramie. Polubienie strony, regularne lajkowanie publikowanych postów i podawanie ich dalej to potężne, bezkosztowe narzędzie. Im większe zasięgi w mediach społecznościowych, tym większa szansa, że informacja o dzieciach z Ribe trafi do kogoś, kto zechce zostać sponsorem semestru dla Jamesa czy opłacić rok studiów zdolnej dziewiętnastolatki. Każde kliknięcie i każde udostępnienie to realne dołożenie cegiełki do budowania lepszego świata i zapalania żarówek w miejscach, gdzie dotąd panowała ciemność.
Beata Korbas – Fundacja Jambo
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze