Reklama

Zmarła najstarsza mieszkanka powiatu. Miała 105 lat

23/02/2019 20:00

29 stycznia br. zmarła Eleonora Sycz, najstarsza mieszkanka powiatu lubaczowskiego, o której pisaliśmy miesiąc temu z okazji jej 105. urodzin. Dzięki Janinie Fedan, która spisała wspomnienia matki, możemy wniknąć w głąb regionalnej historii z czasów wojennej zawieruchy.

Eleonora urodziła się w grudniu 1913 roku, a już w sierpniu 1914 pierwsza fala wojsk austriackich przeszła przez Narol i Lipsko. W momencie, gdy wojska rosyjskie przerwały front, zmuszając Austriaków do odwrotu, Lipsko poniosło ogromne straty niesione przez ogień.

Strawiona została zabytkowa zabudowa, a wielu mieszkańców szukało ratunku w ucieczce. Kwitnąca handlem miejscowość opustoszała. Spłonął również dom rodzinny pani Eleonory. Rodzina, która straciła cały dorobek, schroniła się u krewnych w Majdanie.

Okres okupacji był okrutny, Rosjanie rabowali wszystko, co wpadło im w ręce. Po ich ustąpieniu ojciec Eleonory, jak wielu innych lipszczan, odbudował spalony dom. Daleko jednak było do sielanki, kasa gminy była pusta, nie wpływały[paywall] żadne podatki, toteż na pomoc nie można było liczyć.

Dzięki powołanej przez biskupa krakowskiego Adama Stefana, księcia Sapiehy, organizacji „Krakowski Biskupi Komitet Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny” udało się zapobiec epidemiom chorób, takich jak: tyfus, cholera czy ospa. Po upadku monarchii austro-węgierskiej nadal trudno było wieść spokojne życie. Głód był na porządku dziennym, matka dwuletniej Eleonory zmuszona była wtedy chować żywność w kufrze i wydawać dzieciom głodowe racje. Najgorzej było na tzw. przednówku, kiedy zapasy mąki czy ziemniaków się wyczerpywały, a nowych jeszcze nie było. 

Wybuch wojny i koniec marzeń

Eleonora, jako piąte dziecko, często obarczana była odpowiedzialnością za występki jej starszych braci, kiedy to wykradali chleb czy płatali psikusy Żydom modlącym się w synagodze. Gdy podrosła, a sytuacja materialna w domu nie uległa poprawie (ojciec wyjechał do Stanów Zjednoczonych, jednak kryzys lat 30. nie pozwolił mu na zarobek), zmuszona była szukać pracy. O jakąkolwiek posadę było trudno w tym czasie, a jeśli już się znalazła, młoda dziewczyna bywała zwykle wyzyskiwana i narzucano jej obowiązki ponad siły.

Mimo wycieńczającej pracy Eleonora znajdowała czas na spotkania z przyjaciółmi, była członkiem powstałego w 1936 roku „Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej” oraz Chóru Lipskiego, który uświetniał swoimi występami imprezy na terenie całego powiatu. Niedługo po tym wyjechała szukać pracy do Warszawy za przykładem swoich koleżanek. Tym razem trafiła na ludzi uczciwych i o wysokiej kulturze osobistej, państwa Gawłowskich. Jej życie w tym okresie bardzo się zmieniło, była traktowana z należytym szacunkiem, zarabiała godziwie, odkładała, a pani domu, Izabela, dbała o nią, wysyłała do dentysty, sprawiała prezenty. Eleonora wysyłała do domu pieniądze i podarki, a rodzice byli z córki bardzo dumni i szczęśliwi, że dobrze jej się wiedzie. Ten szczęśliwy okres nie trwał jednak długo, bo tylko dwa lata. Gdy wybuchła II wojna światowa, państwo Gawłowscy postanowili opuścić Warszawę, w domu pozostawiając Eleonorę wraz z sublokatorką. Szargana niepewnością i poczuciem strachu uległa namowom koleżanek i wraz z nimi, zostawiając klucze sublokatorce, wyjechała do domu.

Reklama

Ucieczka i wyrzuty sumienia

Podróż była okropnym przeżyciem, pociąg był zapełniony i tylko Eleonorze udało się do niego wsiąść. Krążące samoloty ostrzeliwały go, więc zatrzymywał się co chwilę, co wykorzystywali pasażerowie, by uciec i szukać schronienia, gdzie tylko było to możliwe. Głodna, spragniona, wyczerpana i przerażona dotarła do Bełżca, skąd krewni odwieźli ją do domu. Gdy nastała okupacja, Eleonora wróciła do Warszawy po resztę swoich rzeczy.

Dom był w opłakanym stanie, splądrowany, a pani Izabela pogrążona była w głębokim smutku. Eleonora nie wiedziała, co stało się z panem Gawłowskim. Do końca życia odczuwała wyrzuty sumienia, że opuściła wtedy dom swoich pracodawców. Nietrudno się jednak domyślić, jak ciężko było młodej dziewczynie podjąć wtedy inną decyzję. Po powrocie z Warszawy zatrudniła się w nowo powstałej piekarni, prowadzonej przez jej przyszłego męża Józefa i jego brata Jana.

Pieszo i boso do rodzinnego domu

Dzieciństwo Józefa było skromne, ale spokojne, nawet wybuch I wojny światowej tego spokoju nie zmącił. Niestety, Ukraińcy popierani przez Austriaków, którzy rozpoczęli walkę o wolną Ukrainę, wykorzystując zamieszanie wojenne, wkroczyli na teren Lubaczowa, a potem zajęli powiat cieszanowski, do którego w tym czasie należał Narol i miejscowości sąsiednie. 6 grudnia 1918 r. grupa operacyjna kpta Alfreda Wesołowskiego wraz z konspiracyjnym oddziałem pod dowództwem por. Stanisława Dąbka stoczyły walki i odparlły ataki, wyparłszy Ukraińców. Udział w tych walkach brał też ojciec Józefa, Andrzej, który powróciwszy do domu, spragniony napił się lodowatej wody ze studni, co poskutkowało zapaleniem płuc i rychłą śmiercią.

Mimo że Józef był zbyt mały, by o ojcu pamiętać, przekazał jego historię swoim córkom. W wieku 16 lat wyjechał do Warszawy i tam pracował najpierw w ogrodnictwie, potem jednak zatrudnił się w piekarni, gdzie posiadł wiedzę, dzięki której w późniejszych latach prosperował jego własny biznes. Został powołany do wojska przed wybuchem II wojny światowej, służbę pełnił w 24 Pułku Ułanów w Żółkwi. Wybuch wojny rzucił pułk Józefa na front, stoczył walki m.in. pod Grzybowicami (15.09) i pod Hołosko (16.09). 17 września pododdział Józefa dostał się w ręce Rosjan. Orientując się, w jakiej sytuacji się znaleźli, ukryli swoją broń. Rosjanie wzięli ze sobą oficerów, a żołnierzy wypuścili, zabrawszy im uprzednio obuwie. Józef wracał do domu nie tylko pieszo, ale i boso, kryjąc się przed Rosjanami pod osłoną nocy. Dotarłszy do domu swoich krewnych, spotkał się z odmową udzielenia pomocy. Rozżalony zerwał z rodziną kontakty. Utrudzony, bosy dotarł wreszcie do domu rodzinnego.

Reklama

Skromny ślub i zapach chleba

Przez ten burzliwy okres, w którym Narol i Lipsko przeżyło dwie okupacje, ciężko było znaleźć Józefowi zajęcie. Gdy sytuacja się ustabilizowała, postanowił wraz z bratem i przy wsparciu ojczyma uruchomić piekarnię. Tam poznał swoją przyszłą żonę, Eleonorę. Od razu wpadła mu w oko, miała piękne włosy i urzekł go jej śpiew. Przyznał, że widywał ją w Warszawie, gdzie przychodziła po pieczywo do piekarni, w której pracował. Dobra kandydatka na żonę, myślał, obyta w świecie. Oświadczyny zostały przyjęte i po rocznej znajomości Józef i Eleonora stanęli na ślubnym kobiercu. Ślub był jednak bardzo skromny, zaproszeni byli tylko świadkowie, którzy na przyjęciu zostali poczęstowani jajecznicą, bo nie było niczego innego.

Do sielanki jednak nadal było daleko, hitlerowska okupacja dawała się we znaki wszystkim mieszkańcom. Kartki żywnościowe nie racjonowały wystarczających ilości jedzenia, a za łamanie nałożonych na gospodarstwa kontyngentów (obowiązkowe dostawy produktów rolnych i hodowlanych) groziła nawet wysyłka do obozu koncentracyjnego. Młodemu małżeństwu najbardziej uprzykrzało życie sąsiedztwo piekarni, jakim był przejściowy obóz żydowski, odgrodzony drutem kolczastym. Codzienny ból sprawiało im patrzenie na nieszczęście ludzi, zmuszonych  do przeżywania cierpienia i głodu wśród zapachu świeżo wypiekanego chleba. Eleonora cudem uniknęła rozstrzelania przez niemieckiego strażnika, gdy próbowała przerzucić chleb przez drut. Ojczyma Józefa, Daniela, spotkał okrutny los. Zażartował kiedyś, że musi zrobić maszynkę do pieniędzy, ktoś na niego doniósł do gestapo i prawdopodobnie został oskarżony o fałszowanie banknotów. Został aresztowany i osadzony w Rotundzie Zamojskiej. Nie jest wiadome, jaką śmiercią zginął, jego ciało nigdy nie zostało wydane rodzinie.

Reklama

Ryzyko i ratunek przed tragedią

Józef był zaprzysiężonym członkiem AK o pseudonimie „Azja”. Z racji posiadania własnej piekarni zaopatrywał partyzantów w chleb, zawożąc go osobiście nocą do lasu, gdzie stacjonowali. Sytuacja ojczyźniana była dla niego wyjątkowo ważna i nie wahał się podejmować ryzyka dla tej sprawy. Eleonora była tym bardzo zaniepokojona. Już w lipcu 1943 roku odbyła się „łapanka”, poinformowany wcześniej Józef ukrył się w lesie, natomiast Eleonora pobiegła do domu, gdzie była jej córka. Znów szczęście, tym razem w postaci litościwego Niemca, uratowało ją przed tragedią, jaką było zesłanie do Niemiec na roboty. Poruszony błaganiami kobiety, polecił jej pozasłaniać okna i udawać, że nikogo nie ma w domu. Józef nie był jednak uległy.

Na wieść o powstaniu warszawskim wraz z grupą partyzantów ruszył na odsiecz Warszawie. Gdy się okazało, że przedarcie się do niej jest niemożliwe z powodu oblężenia wojsk rosyjskich, wrócili do domu. Początkiem 1944 rozeszły się słuchy o planowanej przez Ukraińców czystce etnicznej. Oddziały AK zmobilizowały się i odpierały ataki, jednak Ukraińcy zdołali się przedrzeć do Łukawicy, a później Jędrzejówki i Lipska. W pamięci córki pani Eleonory, Janiny, zapisało się okrutne wydarzenie, przelatujące przez ich dom pociski.

Później było tylko gorzej. Ukraińcy jeszcze wielokrotnie próbowali zdobyć Lipsko, wzniecili także pożar. Pani Janina pamięta, jak wybiegła za matką do budynku gminnej świetlicy, a tam na podłodze, jedno obok drugiego, leżały ciała przykryte białymi prześcieradłami. Był to jednak ostatni atak Ukraińców. Zbliżał się front rosyjski. Niemcy w popłochu opuszczali narolszczyznę, zdołali jednak wytropić partyzantów skrywających się w pałacu Łosiów, niemal doszczętnie go zniszczyć i spalić Narol.

Przeżyli razem najstraszniejsze chwile

W powojennej Polsce było już lepiej, ale w rodzinie Syczów nadal panował strach o życie. Władze komunistyczne ścigały byłych członków AK i często ich rewidowały. Wezwania na przesłuchania były normą, a szczęśliwy z nich powrót dla wielu rzadkością. Dochodziło do aresztowań, a także wyroków śmierci.

Gdy sytuacja polityczna uległa poprawie, Józef wykształcił się na mistrza piekarnictwa oraz zdobył uprawnienia do szkolenia uczniów. Piekarnię niestety musiał zamknąć, władza dążyła do likwidacji prywatnych działalności i przestała ona przynosić zyski. W 1983 roku został odznaczony medalem za udział w wojnie obronnej 1939. W 1984 roku otrzymał legitymację kombatancką o szczególnych uprawnieniach. W 1991 odznaczono go odznaka pamiątkową Batalionów Chłopskich.

Reklama

Po zmaganiach z wieloma chorobami Józefa ostatecznie pokonał zator mózgu. Odszedł 27 października 1997, żegnany tylko przez najbliższą rodzinę i sąsiadów. „Nie było sztandaru ani poduszeczki z medalami, o co tak bardzo dbał, kiedy umierali jego współtowarzysze walk. Odszedł ostatni, nie było już jego kolegów”. Ponad 20 lat później dołączyła do niego jego ukochana Eleonora. Małżeństwo, które przeżyło ze sobą najstraszniejsze chwile w historii Polski, na powrót jest razem. Niech spoczywają w pokoju, którego za życia tak trudno było im doświadczyć.


Joanna Steblińska
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości