Reklama

– A we mnie była absolutna pewność, że ojcu nic się nie stało [WIDEO]

13/06/2019 19:00

Profesor Lidia Morawska w 40. rocznicę opłynięcia samotnie globu przez jej ojca kapitana żeglugi wielkiej Henryka Jaskułę wspomina to wydarzenie, opowiada o swojej pasji naukowej i miłości do Przemyśla.

Jak dzisiaj – po 40 latach – wspomina Pani Profesor tamten czas, czyli samotny rejs kapitana Henryka Jaskuły dookoła globu?
– Oczywiście z całego tego okresu mam mnóstwo wspomnień. Nie tylko z przygotowań do rejsu czy powrotu ojca. Ale momentem, który najczęściej wspominam, jest okres, kiedy tata płynął po Oceanie Indyjskim i nie było z nim kontaktu przez długi czas. Ja byłam wtedy w Krakowie. Przychodziłam do instytutu, spotykałam kolegów i profesorów, a oni pytali: słyszałaś coś o tacie? Dostałaś jakąś wiadomość od taty?

– No nie – odpowiadałam. Dwa miesiące, trzy miesiące. O, sprawa jest poważna. Wtedy rejsem ojca zaczęli interesować się wszyscy. To, co wspominam, to przerażenie wszystkich, że coś musiało się stać. A we mnie pewność, absolutna pewność, bez żadnej wątpliwości, że nic się nie stało. Ojciec mówił przed rejsem: pierwszą rzeczą, która mi wysiądzie, będzie radiostacja, czyli możliwość komunikacji. Nie martwcie się wtedy o mnie. Na pewno wrócę. To mi zostało i jak mówię, nigdy nie miałam cienia wątpliwości co do powrotu. To ja uspakajałam wszystkich. Także uroczystości w Przemyślu i wszystko, co się z tym wiązało, były konsekwencją powrotu ojca z rejsu.       

Jak kapitan Jaskuła definiował swój wyczyn? Jako sukces sportowy? Pomysł na życie, realizację największego marzenia?
– Realizacja marzenia. To była ta droga, którą należało iść. Żeglowanie było dla ojca ważniejsze od życia.
 
Gdyby miała Pani Profesor wymienić najważniejsze cechy charakteru kapitana Jaskuły, to które by Pani zaakcentowała?
– Umiejętność wybrania celu, determinacja w osiągnięciu celu. Przeprowadzenie wszystkich elementów – od wizji wielkiej do każdego najmniejszego szczegółu. I ogromna siła psychiczna. Wytrzymanie całego przedsięwzięcia przed wypłynięciem w rejs, gdzie trudności były innego typu oraz w trakcie rejsu, kiedy zagrożenia były inne.

Czy podzieliła Pani Profesor pasje żeglarskie swego taty?
– Jak najbardziej. Żeglowałam z ojcem, w szkole podstawowej, w szkole średniej. Na studiach jeszcze. Miałam wymaganą liczbę wypływanych mil na stopień kapitana bałtyckiego. Mogłam przystąpić do egzaminu, ale przyszły studia, doktorat, rodzina. Zaczęło mi brakować czasu. Od tego momentu nie miałam właściwie czasu na żeglowanie. W Australii jest mnóstwo oceanu dookoła, ale też zawsze były jakieś inne zajęcia.   
 
W Australii rzeczywiście jest gdzie żeglować. Druga ojczyzna trochę daleko od pierwszej? Dlaczego właśnie Australia?
– To tak jak w życiu. Otwierają się drzwi, czy tu, czy tam. Kwestia, które się wybiera. Byłam w Kanadzie na stypendium Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Potem dostałam propozycję pracy na uniwersytecie w Toronto. Tam pracowałam pod nadzorem profesora, Australijczyka. W czasie 3 lat pracy z nim, ten kontynent objawił mi się jako wspaniały. Gdzie jest najlepiej. Wyjeżdżając z Polski, nigdy sobie nie wyobrażałam, że zostaniemy za granicą. Zawsze moim zamiarem był powrót. Niemniej jednak, pracując w Kanadzie, zorientowałam się, że znacznie więcej mogę zrobić, pracując za granicą niż w Polsce. Po prostu możliwości były nieporównywalnie większe. Miałam oferty pracy ze Stanów, ale tam z kolei nie chciałam jechać z młodą rodziną. I wtedy ten profesor musiał wrócić do Australii. Zaproponował, abym złożyła podanie o pracę właśnie tam. A to inna planeta, więc dlaczego nie spróbować? Bardzo szybko dostałam oferty pracy z dwóch uniwersytetóow – wybrałam QUT (Queensland University of Technology – przyp. aut.), gdzie jestem do dzisiaj. No i tak to się złożyło.


Kontynuacja wywiadu poniżej ↓


Navigare necesse est


Z Lidią Morawską spotkała się także młodzież II LO w Przemyślu, którego jest absolwentką (matura 1971). Pani profesor podsumowała spotkanie łacińskim cytatem przypisywanym Pompejuszowi Wielkiemu: „Navigare necesse est, vivere non est necesse” (Żeglowanie jest koniecznością, życie nie jest koniecznością). Słowa te streszczają istotę zarówno jej życia, w sensie rozwijania własnych pasji naukowych i osobistych, życia jej ojca, który był żeglarzem w sensie dosłownym, oraz refleksji, które przekazała uczestniczącej w spotkaniu młodzieży – rozpoznania i aktywnego rozwijania własnego powołania zawodowego i osobistego.


Kontynuacja wywiadu ↓


Nanocząsteczki jako specjalność naukowa. Brzmi niesamowicie i abstrakcyjnie, ale jak się wczytać w biogram naukowy Pani Profesor, to mają one bardzo realne przełożenie na jakość naszego życia. Czystość powietrza, wody, ekologia? To sfery decydujące o naszym być albo nie być na tej pięknej planecie. Dlaczego taki właśnie wybór specjalności?

– To może brzmieć bardzo egzotycznie, ale jak wyjdziemy na ulicę, to co przede wszystkim wdychamy? Nanocząsteczki albo cząsteczki ultramałe.  To są wszystkie produkty spalania. To jest coś, co wdychamy wszędzie, gdzie rozwija się motoryzacja, unowocześnia. Spalanie jest coraz  doskonalsze. Coraz mniej czarno kopcących samochodów. Nie widzi się spalin, a paradoksalnie to oznacza, że liczba cząsteczek w takich emisjach  jest bardzo duża. Ponieważ nanocząsteczki są bardzo malutkie, to nie tylko je wdychamy głęboko do płuc, ale mogą one przeniknąć przez barierę w płucach do krwi i rozprzestrzenić się po całym organizmie. I doprowadzić do różnych skutków zdrowotnych. A dlaczego wybrałam taką specjalność? Dlatego, że w Toronto miałam urządzenie służące do rozkładu cząsteczek atmosferycznych. To było jedno z niewielu urządzeń na świecie, a było mi potrzebne do badania oddziaływana między pochodnymi radonu (czym się wtedy jeszcze zajmowałam). Korciło mnie, aby wystawić próbkę na zewnątrz przez okno i zobaczyć, co tam jest, sprawdzić nie tylko w komorze pomiarowej. Wtedy zastanowiłam się, co to są te cząsteczki, dziesiątki, setki tysięcy bardzo różnych rozmiarów mikroskopijnej wielkości cząsteczek. Skąd się to bierze?  Przeglądnęłam całą literaturę na ten temat i niczego nie znalazłam. No bo urządzeń do takich wielkości pomiarowych jeszcze nie było. Wtedy stwierdziłam, że sprawa radonowa naukowo jest już w pewnym sensie rozwiązana. Natomiast nanocząteczki to jest to, czemu warto poświęcić badania. Nie pomyliłam się.

Czy, w kontekście słów Pani Profesor, grozi nam katastrofa ekologiczna?
– Jestem z natury optymistką. I chcę tą optymistką być. Katastrofie ekologicznej da się zapobiec. Rozwiązania technologiczne są. Tutaj w ogóle nie ma dyskusji, co należy zrobić. Należy zmienić źródło energii na czystą energię. Ludzkość nie ma innego wyboru. To nie tyle nasza kwestia, czy wiemy, jak to zrobić. Czy są rozwiązania technologiczne? One istnieją. To jest kwestia tylko polityków, którzy nie decydują się tego zrobić. Tak to jest na całym świecie. W ostatnich latach znacznie więcej wysiłku wkładam nie tyle w badania naukowe, co właśnie w pracę nad tym, aby podnosić na różnych poziomach, zwłaszcza na poziomie międzynarodowym, wagę tego przejścia energetycznego. To jest dla nas absolutna konieczność. Niektórzy twierdzą, że to jest kwestia ceny. Że nie mamy na to pieniędzy. Jak mówiłam, rozwiązania technologiczne istnieją. To, co władze powinny zrobić, to nie tyle dofinansować, tylko nie stawiać przeszkód. Resztę zrobią odpowiednie firmy. To się da wprowadzić. Uważam, że będzie na tyle mądrości wśród rządzących, aby katastrofie zapobiec.

Jest Pani Profesor absolwentką II LO w Przemyślu. Czy utrzymuje Pani kontakty z koleżankami i kolegami z klasy? Może z nauczycielami?
– Mam bardzo bliskie kontakty. Zawsze, kiedy jestem w Przemyślu, raz w roku spotykamy się. Wymieniamy wiadomości pocztą elektroniczną. Jesteśmy w bardzo bliskim kontakcie. Czy pamiętam profesorów? Tak, szczególnie profesorów jeszcze ze szkoły podstawowej, zwłaszcza profesorkę Wlazły. Utkwił mi też w pamięci  profesor Wlazły, ze szkoły średniej oraz profesor Staś od fizyki i profesorka Keler od matematyki. To byli pedagodzy ogromnej wagi. Klasa matematyczno-fizyczna.

Przemyśl to maleńki punkt na Ziemi. Na ile to miasto było, a może jest nadal, ważne dla Pani Profesor?
– To jest dla mnie najważniejsze miasto. Ja tu wyrosłam, tu się wychowałam. Ja do tego miasta należę. Tak że nie ma ważniejszego miejsca na świecie i miejsca, do którego wracam bardziej radośnie niż Przemyśl.

Pani Profesor, miałem zapytać, jak to jest być córką słynnego ojca, ale po przeczytaniu listy Pani osiągnięć, gdybym miał taką możliwość, zapytałbym kapitana Jaskułę, jak to jest być ojcem tak słynnej córki?
– Przytoczę malutkie wydarzenie, które określi tę sytuację, o którą pan pyta. Byłam parę lat temu w Portugalii. Tam odwiedzam rodzinę męża i tam zawsze, kiedy jesteśmy w górach, odbywam długie wycieczki piesze. Sama, ponieważ mąż raczej nie jest zainteresowany długimi marszami. Czasem jest to wycieczka całodniowa. Może nie bardzo trudna technicznie, aczkolwiek trudność polega na tym, że trasy nie są oznaczone, więc zgubienie się w tych przestrzeniach jest łatwe. I któregoś dnia wróciłam po takiej wycieczce bardzo zadowolona, że znalazłam drogę. Uradowana, zadzwoniłam z tą informacją do taty i mówię: że wycieczka, że przestrzenie bez oznaczeń i znalazłam drogę. – Czy tam jakieś trudności techniczne były? – zapytał tata. – Jakaś wspinaczka czy coś? Ja odpowiadam, że nie. – To o czym my tu w ogóle mówimy?
– podsumował tata. W mojej rodzinie jest to naturalne. To, do czego dążymy i to, co robimy, musi być na najwyższym poziomie. Więc o czym tu mówić?
Dziękuję za rozmowę Artur Wilgucki
Profesor Morawska jest fizykiem i uzyskała doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie za badania nad radonem i jego pochodnymi. Przed podjęciem pracy na QUT spędziła kilka lat w Kanadzie, prowadząc badania najpierw na Uniwersytecie McMaster w Hamilton, na stypendium Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, a następnie na Uniwersytecie w Toronto. Lidia  Morawska jest też autorką ponad ośmiuset artykułów w czasopismach, rozdziałów książek i recenzowanych artykułów konferencyjnych. Uczestniczy również w pracach wielu organizacji krajowych i międzynarodowych, działa jako doradca Światowej Organizacji Zdrowia i za swoje zasługi otrzymała liczne nagrody naukowe.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    MłodyOpozycjonista - niezalogowany 2019-11-02 21:16:41

    Dzień dobry. Czy Pan Redaktor w białej kurtce mógłby opowiedzieć czytelnikom o swojej przeszłości w prasie kontrolowanej przez medialne ramię partii komunistycznej? Lud ma prawo wiedzieć.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama