Sporo problemów sprawia zakaz wjazdu pojazdów silnikowych na kładkę na Sanie w Bachowie (gmina Krzywcza). Rzeka dzieli wieś na dwie części, a zakaz odcina mieszkańcom najkrótszą z możliwych dróg. Alternatywna trasa wynosi 20 km.
– Ponad 40 lat jeździliśmy przez tę kładkę i nic się nie działo. Teraz zaczęło to komuś przeszkadzać, bo zrobili tu trasę rowerową. Ale ta kładka była budowana dla mieszkańców. Wielu z nas osobiście przy niej pracowało – bulwersują się mieszkańcy i z tego powodu tym większe jest teraz ich oburzenie.
– Zaczynałem od pierwszego wykopu, bo robiłem na koparce. Przywieźli 250 ton cementu i ludzie w workach go nosili do betoniarki. Jak przyszło wylewać beton[paywall], kobiety, chłopy i młodzi ręcznie łopatami go przesuwali, bo betonu nie można przerwać. Dzień i noc, jak wypadło w niedzielę, to w niedzielę – opowiada starszy mężczyzna i wtóruje mu jedna z kobiet. – Byli stali robotnicy, a ludzie ze wsi pracowali w czynie w wyznaczonej kolejce. Gotowaliśmy im jedzenie – mówi. Inny mężczyzna dodaje: – 26 wozów żwiru końmi wywiozłem.
Bachów jest podzielony przez San na dwie części. W większej znajduje się szkoła i kościół, z kolei w mniejszej – sklep. Szkoła jest oddalona od kładki o około kilometr. Z mniejszej części wioski uczęszcza do niej piętnaścioro dzieci. Z domów też mają spory kawałek. – Jak je mamy dowozić? Przez Iskań jest 20 kilometrów – denerwują się rodzice. Nie chcą jednak posyłać dzieci do szkoły w innej miejscowości, bo boją się, że przy mniejszej liczbie uczniów placówka w Bachowie zostanie zlikwidowana.
– Nie może być tak, że przejedzie tędy 10 rowerzystów na dzień, a mieszkańcy nie mogą z niej korzystać – denerwują się.
Co ciekawe, zakaz na kładce jest już od prawie 5 lat. Do tej pory jednak znak często znikał w nieznanych okolicznościach, a policja – jak twierdzą nasi rozmówcy – niespecjalnie się interesowała kto z kładki korzysta. Zmieniło się to kilka tygodni temu. Znak został przyspawany do konstrukcji kładki, a policja częściej patroluje ten teren. – Grożą, że za złamanie zakazu kierowca dostanie 500 złotych mandatu i 10 punktów karnych. Dlaczego nikt nas nie poinformował, że będzie taki zakaz? – pytają.
Wójt gminy Krzywcza Wacław Pawłowski mówi, że rozumie zdenerwowanie mieszkańców, ale w chwili obecnej ma związane ręce. – Współczuję ludziom, ale to nie zależy ode mnie. Muszę wypełniać zobowiązania, które na mnie ciążą, a zgodnie z organizacją ruchu jest tam zakaz ruchu pojazdów silnikowych. Gmina przystąpiła do projektu tras rowerowych w 2012 roku na mocy porozumienia z zarządem dróg wojewódzkich. Z dokumentu wynika, że kładka będzie tylko dla rowerów i dla pieszych. Taką sytuację zastałem, gdy w 2014 roku objąłem urząd. Nie wiem dlaczego wcześniej nie przeprowadzono konsultacji z mieszkańcami – mówi.
Tzw. trwałość projektu wynosi 5 lat. Oznacza to, że w tym czasie na kładce nie można wprowadzić żadnych zmian w stosunku do pierwotnych założeń. Okres ten mija w tym roku w październiku.– Obecnie finalizujemy ekspertyzę stanu kładki, która pozwoli na określenie maksymalnego możliwego obciążenia. Jej wynik wskaże, czy istnieje możliwość używania jej jako przejezdnej dla pojazdów silnikowych – zapowiada W. Pawłowski. Liczy, że wtedy będzie można zupełnie legalnie poprowadzić przez kładkę ruch samochodów osobowych.
Wójt apeluje, aby nikt nie usuwał znaków zakazu z kładki, bo istnieje ryzyko definitywnej blokady kładki.
Z pytaniami w sprawie kładki zwróciliśmy się do Podkarpackiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, jednak do chwili zamknięcia tego wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Zdaniem mieszkańców Bachowa, najlepszym rozwiązaniem byłby most na Sanie, który umożliwi przejazd także ciągników rolniczych z większym sprzętem lub z przyczepami oraz samochodów dostawczych. Wójt argumentuje, że taka przeprawa jest bardzo kosztowna. Budowana obecnie droga wzdłuż Sanu z Chyrzyny do Bachowa powinna się zamknąć w kwocie 8 mln zł. Koszt mostu byłby dwukrotnie większy.
– Jeśli rada powiatu podejmie decyzję o budowie mostu i zabezpieczy na nią pieniądze, ja to wykonam – mówi natomiast Janusz Hołyszko, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Przemyślu. Obecnie jednak takich planów nie ma, tym bardziej, że w ostatnich kilku latach powstały mosty w Chyrzynie i Sielnicy, oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów.
Mieszkańcy zwracają też uwagę na osuwisko, które powstało na drodze powiatowej między Bachowem a Babicami. – Ostatnie ulewy spowodowały wiele takich szkód. Zabezpieczymy osuwisko, aby nie postępowało, ale na razie nie będziemy go odbudowywać. Zwężenie w tym miejscu prawdopodobnie pozostanie. Poczekamy na możliwość pozyskania środków zewnętrznych – mówi J. Hołyszko.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pewnie jakiś wpływowy rowerzysta poskarżył się, że musi znosić dyskomfort korzystania z przeprawy przez San z lokalną społecznością? Z powstaniem wiszących przepraw na Sanie wiąże się ciekawa historia związana z dość odległym dla tych terenów przedsiębiorstwem KGHM, skąd pochodzą m.in. liny i stalowe konstrukcje podpór. Może "Życie" popełni na ten temat artykuł? Szkoda, że gmina wykazała się taką nonszalancją przy przekazywaniu kładki i nie zadbała o interesy swoich mieszkańców. Miejsca na kładce nie zabrakłoby ani dla ruchu pojazdów, ani rowerzystów. Do czasu, gdy trasa rowerowa nie nabrała formalnego charakteru jeździli tą trasą zarówno jedni i drudzy i nie było problemu.
Ta kładka to zagrożenie dla ludzi a drogi są jedną nowa druga w budowie Tu chodzi o wygodę bo bliżej autem ,A ścieżkę rowerową popieram
W ubiegłym roku doświadczyłem na tej kładce "kultury" tubylczej. Przechodząc nią i będąc mniej więcej w połowie przeprawy nadjechał z przeciwka RPR i zamiast poczekać, aż przejdę do brzegu wpierd...ł się na kładkę i zmusił mnie do zawrócenia z powrotem (minąć się nie dało, bo kładka jest na styk lusterek bocznych auta). Szkoda, że nie miałem telefonu bo na pewno sprawa by się skończyła mandatem dla wiochmena. Pomny tego incydentu w całej rozciągłości popieram władze gminy i ich decyzję. Jednakże wątpię czy zakaz będzie respektowany.
Ja również doznałam chamstwa, gdy przejeżdżałam w połowie kładki rowerem i pewna inteligentna osoba wjechała samochodem. Musiałam wracać do początku kładki bo mi nie ustąpiono. Nie mam nic przeciwko temu, żeby korzystały samochody czy inne pojazdy, ale odrobina kultury jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
W Bachowie jest wielu mieszkańców korzystających z przejazdu przez kładkę, wybudowali ją ojcowie i dziadkowie, musieli złożyć się również finansowo,są poniekąd współwłaścicielami. Gdyby wiedzieli, że w przyszłości władze wytną taki numer, to by zabiegali o taki zapis! Kładka została wybudowana na potrzebę mieszkańców po obu stronach Sanu, a nie rowerzystów! Ci z kolei też nie rzadko pokazują swoją KULTURĘ osobistą, też jeżdżą rowerzyści beczelni i chamscy. Gdyby nie ta nieszczesna trasa rowerowa green velo mielibyśmy spokój. Rowerzyści nie zdają sobie sprawy, że przez nich zablokowane jest najkrótsze dotarcie do szkoły, rolnikom do swoich pól, księdzu z posługą, ale co to ich obchodzi....!
Od kiedy to PiS wspiera oszalałych cyklistów?
Stary donosił, to i młody się rwie. ORMO wiecznie żywe.
Przez 43lata nikt z niej nie spadł, nie utopił się, ludzie autami nie jeżdżą po niej - bo lubią! Nie ma żadnej ekspertyzy na to, że jest zagrożeniem!
a polaki gdzzje,paszli spaty
Pewnie jakiś wpływowy rowerzysta poskarżył się, że musi znosić dyskomfort korzystania z przeprawy przez San z lokalną społecznością? Z powstaniem wiszących przepraw na Sanie wiąże się ciekawa historia związana z dość odległym dla tych terenów przedsiębiorstwem KGHM, skąd pochodzą m.in. liny i stalowe konstrukcje podpór. Może "Życie" popełni na ten temat artykuł? Szkoda, że gmina wykazała się taką nonszalancją przy przekazywaniu kładki i nie zadbała o interesy swoich mieszkańców. Miejsca na kładce nie zabrakłoby ani dla ruchu pojazdów, ani rowerzystów. Do czasu, gdy trasa rowerowa nie nabrała formalnego charakteru jeździli tą trasą zarówno jedni i drudzy i nie było problemu.
dalej głosujcie na PiS