O tym, że więź emocjonalna może być tak samo silna jak biologiczne macierzyństwo i tacierzyństwo, przekonują się od czerwca ubiegłego roku państwo Elżbieta i Przemysław Grodeccy z Przemyśla. Ola* znalazła w ich sercu wyjątkowe miejsce, przynależne tylko jej. Historia tej wyjątkowej relacji to niezwykła opowieść o zaangażowaniu, trudach, ale przede wszystkim radościach rodzicielstwa zastępczego.
Państwo Elżbieta i Przemysław mają na koncie wiele wspólnych doświadczeń. Małżonkowie z 21-letnim stażem mają 15-letniego syna. Córka Ola, która we wrześniu skończy 11 lat (obecnie chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej), uzupełniła trzyosobowy dotąd skład rodziny. Tu znalazła ciepło, poczucie bezpieczeństwa i bezwarunkową miłość. Ela i Przemek na swojego biologicznego syna Szymka musieli cierpliwie poczekać. Starania o zostanie biologicznymi rodzicami zajęły im 5 lat. W końcu jednak uznali, że marzenia o powiększeniu rodziny mogą spełnić, ofiarowując swoje serca cudzemu dziecku, które potrzebuje miłości i opieki.
– Kiedy już byliśmy bliscy ukończenia kursu adopcyjnego, los sprawił nam piękną niespodziankę i podarował syna. Decyzja o adopcji pozostała więc w zawieszeniu, tym bardziej że okazało się, że syn cierpi na autyzm. Dziś całkiem dobrze funkcjonuje, ale początki były pełne obaw. Liczyliśmy, że los obdaruje nas jeszcze potomstwem, ale tak się nie stało. I wówczas wróciliśmy do tematu przyjęcia pod swój dach dziecka, które rodziny potrzebuje. Nasz syn Szymon zaaprobował ten pomysł. Okazało się, że nie ma nic przeciwko posiadaniu rodzeństwa – mówią małżonkowie.
Reklama
– 13 czerwca, tę datę dokładnie pamiętam. Właśnie wtedy Ola zamieszkała w naszym domu – wspomina pani Elżbieta. Ale pierwsze spotkanie miało miejsce sporo wcześniej. Na początku ubiegłego roku znów zapukaliśmy do MOPS-u. Podzieliśmy się naszym pomysłem, ale byliśmy pełni obaw, zastanawialiśmy, czy nie jesteśmy już za starzy na rodziców zastępczych. Uzyskaliśmy tam odpowiedzi na wszystkie nasze pytania i wątpliwości i otrzymaliśmy czas do namysłu. W tej decyzji od początku byliśmy zgodni, więc zdecydowaliśmy na kurs online, jaki muszą ukończyć kandydaci na rodziców zastępczych. Trwał w sumie trzy weekendy i wyposażył nas w niezbędny pakiet wiedzy
– opowiada pani Elżbieta.
Po niezbędnej porcji wiedzy przyszedł czas na praktyki. Te odbyły się podczas wizyty w domu jednej z zastępczych rodzin zawodowych z Przemyśla. Ela i Przemek otrzymali wiele cennych wskazówek, między innymi tych dotyczących formalności i spraw, o które konieczne trzeba zadbać.
– Najbliżsi nie kryli zaskoczenia naszymi planami, szczególnie rodzice. Ale my trwaliśmy przy swoim i chcieliśmy tej zmiany w naszym życiu – opowiadają Elżbieta i Przemysław.
Pierwszy zwrotny sygnał z MOPS nadszedł w kwietniu ub.r...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 64% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze