Reklama

– Poprosiłam o wizytę domową do chorej osoby leżącej. Dwukrotnie odesłano mnie z kwitkiem!

– Jedna decyzja pani doktor, pozbawionej ludzkiej empatii i wyrozumiałości, naraziła mnie i moją podopieczną na ogromny stres – poskarżyła się na działania lekarza Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej, a w zasadzie ich brak, przemyślanka Teresa Ławecka. Jej zdaniem sytuacja takiej decyzji wymagała. Szpital stoi na stanowisku, że stan pacjentki – w opinii lekarza – nie nadawał się do diagnozy i leczenia w warunkach domowych. Jak rozstrzygnie tę kwestię podkarpacki NFZ lub Rzecznika Praw Pacjenta?

Pani Teresa Ławecka jest opiekunem osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności (leżącej). 19 kwietnia br., ze względu na bardzo niskie ciśnienie swojej podopiecznej (70/50) i jej ogólne złe samopoczucie, zadzwoniła do lekarza Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej, prosząc o wizytę domową. Spotkała się jednak z odmową. Zdecydowała się więc zadzwonić na pogotowie. Do podopiecznej pani Teresy wysłani zostali ratownicy medyczni.

– Stwierdzili szmery w płucach i niskie ciśnienie i poradzili mi, żebym wezwała lekarza na wizytę domową, bo w ich ocenie pacjentka nie nadaje się do transportu i leczenia szpitalnego. Dodatkowo poinformowali, że nie mają uprawnień do wystawienia antybiotyku, a takowy zapewne będzie potrzebny – relacjonuje zdarzenie kobieta.

Reklama

W tej sytuacji pani Teresa udała się samochodem do lekarza Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej, prosząc o wystawienie recepty dla swojej podopiecznej lub wizytę domową. – W kolejce czekały jeszcze 3 osoby, mogłam poczekać, aż lekarka przyjmie wszystkich i wtedy będzie mogła pojechać ze mną do pacjentki. Tak sugerowałam w rozmowie, ale mimo to usłyszałam odmowę zarówno w kwestii wizyty, jak i wypisania recepty. Lekarka powiedziała też, że jest już 12 godzin na dyżurze i jest zmęczona. Finalnie, po powrocie do domu wezwałam pogotowie po raz drugi. Ratownicy, z pomocą straży pożarnej, której przyjazd okazał się niezbędny, gdyż układ mieszkania nie pozwalał na wjazd noszami, przetransportowali chorą do szpitala na SOR. Wyniesiono ją na specjalnej płachcie. To był dla niej ogromny stres – opowiada 63-letnia pani Teresa, która sama jest osobą niepełnosprawną. Wsiadła do auta i pojechała za karetką do szpitala. Jak relacjonuje, tam doszło do jej kolejnego spotkania z lekarką, która wcześniej miała dyżur w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej...

Płatny dostęp do treści

Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się

Pozostało 78% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/05/2024 18:06
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama