Reklama

– Zawsze przychodzili przed północą...

18/09/2024 19:33

Rozmowa z Antonim Blecharczykiem, Honorowym Prezesem Oddziału Związku Sybiraków w Przemyślu.

Z Nienadowej Dolnej trafiliście Państwo do Lwowa? Jak do tego doszło?
(Pan Antonii sięga do odręcznych, spisanych kaligraficznym pismem notatek. Dokumenty, zdjęcia, zaświadczenia starannie uporządkowane w segregatorze. Rozmawiamy w pokoju pełnym pamiątkowych fotografii).
– Krótko spisałem historię mojej rodziny. Żeby nie zapomnieć. Też dla dzieci, wnuków. Moi rodzice: Jan Blecharczyk i Maria pobrali się w parafii Dubiecko ósmego lutego 1927. W 1928 ojciec został przyjęty na służbę do polskiej Policji Państwowej we Lwowie. Zamieszkaliśmy w kamienicy z kilkoma innymi rodzinami polskich, przedwojennych policjantów. We Lwowie urodziła się moja siostra Helena i ja.         

Gdy w 1939 UNKWD* aresztowało Pana ojca, miał Pan zaledwie cztery lata. Pamięta go Pan?
– Tak. Tato bardzo nas kochał. Pomagał nam we wszystkim. Kupował rożne rzeczy: słodycze, zabawki. Helenka urodziła się w 1931, miała wtedy dziewięć lat, więc pamiętała go jeszcze dokładniej.

Reklama

Pamięta Pan jakąś zabawkę z tamtego okresu?
– Nie, zabawki nie, ale…coś Panu pokażę.
(Pan Antoni wychodzi na chwilę. Wraca z małą kieszonkową książeczką, w czarnej oprawie, ze złotym, wypłowiałym nadrukiem. Wyjmuje ją ze starannie opisanego etui. Drżą mu ręce).
– To Ewangelia i Dzieje Apostolskie wydane przez jezuitów w Krakowie w 1936. Tato był bardzo religijnym człowiekiem. Mieszkaliśmy niedaleko kościoła Świętej Elżbiety. Tam zabierał nas na mszę. Często tę Ewangelię czytał i mama zabrała ją na zsyłkę, gdy przyszli po nas. Dzisiaj to dla mnie relikwia.

Reklama

Pamięta Pan moment aresztowania ojca?
– Bardzo dokładnie. Obudziło nas walenie w drzwi. Przed północą. Dwóch z karabinami, jeden po cywilu. Płacz mamy, nasz płacz. Byliśmy przerażeni. Kazali ojcu natychmiast się zbierać. Tatę aresztowali dwudziestego czwartego października 1939. Wyszli po północy 25 października. Wywieźli go na Syberię, najpierw na Kołymę. Według naszych ustaleń ojciec zmarł w łagrze na Uralu w 1942, zamęczony katorżniczą pracą, głodem i zimnem. Miał 42 lata. Po mnie, mamę i siostrę przyszli trzynastego kwietnia 1940. Też przed północą, też w trójkę. Załadowali nas w wagony i tak trafiliśmy do Kazachstanu, dokładnie do Ajaguzu, obwód Semipałatyński, później tam ulokowano największy poligon atomowy w ZSRR.
(Pan Antoni wyjmuje kolejny dokument z segregatora. Na nim wpis z Wydziału Dokumentacji Administracji Rządowej Centralnego Archiwum MSWiA, Warszawa, 10.09.1999).


„W odpowiedzi na Pana pismo uprzejmie informuję, że w ostatnio uzyskanych danych od Służby Bezpieczeństwa Ukrainy widnieje nazwisko Blecharczyk Jan. W materiałach tych podano, iż Jana Blecharczyka aresztowało 24. października 1939 UNKWD obwodu lwowskiego. Dnia 12 maja 1941 został skazany przez Kolegium Specjalne NKWD ZSRR z artykułu 54-13 na 5 lat pobytu w łagrach i zesłany do kompleksu łagrowego Siewwostłag (Kołyma). Dalszych danych brak.”.    

Reklama

W Kazachstanie dowiedzieliście o śmierci ojca?
– Nie. O śmierci ojca dowiedzieliśmy się już w Polsce, dwudziestego trzeciego czerwca 1947 z listu pani Korzyckiej, żony jednego z policjantów wywiezionych z naszej lwowskiej kamienicy razem z moim ojcem. Proszę posłuchać, co napisała...

Płatny dostęp do treści

Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się

Pozostało 57% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/09/2024 08:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama