– Wcześniej były trzy sekundy, teraz jest około pięciu. Ale to wciąż za krótko! Nie rozumiemy dlaczego wciąż się nas, kierowców ignoruje. Może to zabrzmi nieco narcystycznie, ale to my jesteśmy codziennymi użytkownikami dróg i to my najlepiej wiemy, że z tymi światłami na obwodnicy jest coś nie tak – grzmią kierowcy. O czym mówią? O 5-sekundowym czasie „zielonego” światła przy prawoskręcie z obwodnicy miasta w ulicę Wincentego Pola.
W połowie czerwca br. zamieściliśmy materiał zatytułowany „Zielona fala nad Sanem nie działa?”. Chodziło o synchronizację świateł (zwana czasami przez kierowców „zieloną falą”), polegającą na tym, że pojazdy jadące z pewną, ściśle określoną prędkością mają otwartą drogę na każdym mijanym skrzyżowaniu. Dzięki temu ruch staje się płynny i nie ma potrzeby długotrwałego oczekiwania na zmianę świateł. Kierowcy twierdzili, że na obwodnicy jest to źle zorganizowane. Bardzo trudno dobrać odpowiednią prędkość jazdy. Jadąc zgodnie z przepisami i tak na kilkanaście sekund trzeba się zatrzymać przez kolejnymi sygnalizatorami. Łamiąc przepisy i tak się nie zdąży[paywall]. Brakuje kilkudziesięciu metrów, a światła się zmieniają. Odpowiedzialne za tę kwestię szefostwo Zarządu Dróg Miejskich w Przemyślu zupełnie inaczej patrzyło na tę sprawę. Dyrektor Jacek Cielecki nie zgadzał się z twierdzeniami kierowców. Powiedział wówczas m.in.: – Na obwodnicy nie trzeba jechać jak Kubica w Formule 1, a zgodnie z przepisami i znakami. Wówczas można spokojnie przejechać na zielonym świetle.
W tym samym materiale kierowcy sygnalizowali problem zbyt krótkiego palenia się zielonego światła przy prawoskręcie z obwodnicy w kierunku ulicy Wincentego Pola. Czas na przejazd to zaledwie 3 sekundy! Pomyśleliśmy, że to niemożliwe i postanowiliśmy sprawdzić to osobiście. Interweniujący kierowcy mieli rację. Światło zielone, umożliwiające prawoskręt w ulicę Wincentego Pola, paliło się rzeczywiście trzy sekundy! Maksymalnie mogą przejechać na nim dwa samochody. Dlaczego nie wprowadzono tam tzw. zielonej strzałki? Ta oczywiście – zgodnie z przepisami – nie pozwala na samowolkę na skrzyżowaniu, ale z całą pewnością upłynniłaby ruch. Dyrektor J. Cielecki nic nie wiedział o tym problemie. Ale obiecał to sprawdzić i jeśli rzeczywiście pali się za krótko, postarać się to zmienić.
Kilka dni temu zgłosili się do nas ci sami kierowcy. – To jest jak grochem o ścianę. Czasokres palenia się zielonego światła został wydłużony o dwie sekundy. Teraz pali się pięć sekund. Ale to wciąż za krótko. Uważamy, iż najlepszym rozwiązaniem byłoby umiejscowienie na sygnalizatorze zielonej strzałki. Nasze interwencje nic nie dają. Wie pan jak zostałoby to rozwiązane choćby w Rzeszowie? Prezydent Ferenc wsiadłby w samochód, podjechałby w to miejsce i na własne oczy by się o tym przekonał. A potem wyciągnąłby konsekwencje. Tymczasem u nas zamiast tego trwają awantury, przekomarzania się, a zwykli ludzie poszli w kąt. Pytamy: skoro zgłaszamy takie uwagi i przez wiele miesięcy nic się z tym nie robi, dlaczego włodarz tego miasta nie zareaguje podobnie jak prezydent Rzeszowa? Wiemy, łatwiej siedzieć w wygodnym fotelu i udawać, że nie ma problemu – żalą się kierowcy.
Wydłużenie czasokresu palenia się zielonego światła przy prawoskręcie z obwodnicy miasta w ulicę Wincentego Pola sprawia, że zamiast dwóch przejadą trzy samochody. To nie rozwiązuje problemu. Zwłaszcza rankiem, kiedy wiele osób podąża do pracy...
Piotr Bartocha z ZDM w Przemyślu – po naszej interwencji – osobiście wybrał się na owe skrzyżowanie. – Zająć się tym musi programista, który opracował program sygnalizacji świetlnej. To naczynia połączone. Nie jest tak łatwo dodać kilka sekund. Ze stoperem w dłoni sprawdziliśmy sytuację. Przez pięć sekund jest zielony sygnał. Naszym zdaniem, na tym prawoskręcie to wystarczająco. Nie panuje tutaj wyjątkowe natężenie ruchu. W ciągu pół godziny przejechały trzy samochody – relacjonował. – To jest główny wyznacznik takiego a nie innego czasokresu palenia się poszczególnych świateł na skrzyżowaniach – dodał.
Może i tak, ale – podobnie jak kierowcy – nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego nie można na sygnalizatorze umiejscowić zielonej strzałki. To z całą pewnością rozwiązałoby problem.
Co mówią przepisy?
W sytuacji, gdy sygnalizator świetlny występuje z zieloną strzałką, nie można na czerwonym świetle (przy świecącej na zielono strzałce) ot tak wjechać na skrzyżowanie. Należy pamiętać, że strzałka to warunkowe pozwolenie na przejazd przez skrzyżowanie. Musimy zatem bezwzględnie ustąpić pierwszeństwa uczestnikom ruchu, którzy mają zielone światło.
Dotyczy to też pieszych i rowerzystów, którzy mogą przecinać nam w tym czasie drogę. Dopiero po ustąpieniu wszystkim pierwszeństwa można przejechać za sygnalizator.
Pamiętać trzeba, że w razie stłuczki lub wypadku wina spada na kierowcę korzystającego z możliwości warunkowego skrętu lub zawracania, czyli tego, który przejeżdżał przez skrzyżowanie na zielonej strzałce. Niestosowanie się do przepisów regulujących korzystanie z aktywnej zielonej strzałki wiąże się z mandatem w wysokości 100 złotych i 1 punktu karnego (niezatrzymanie się).Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tak o to dyrektorowi Cieleckiemu rządzi się w pełnym błogostanie.
PosłuchajcieW związku z kolejną tragedią związaną z atakiem psa rasy niebezpiecznej na dziecko należy rozpocząć ogólnonarodową dyskusję o całkowitym zakazie posiadanie tych psów w Polsce. Dość chowania głowy w piasek. Pewne rasy psów zostały stworzone w laboratoriach pod kątem nielegalnych walk psów. Te rasy są nieprzewidywalne i trzeba podjąć działania dla zakazu posiadania tych psów w Polsce. Dosyć kłamstw że te psy prawidłowo prowadzone są bezpieczne dla ludzi. Nie. Te psy stworzone w laboratoriach pod kątem nielegalnych walk psów są i będą zawsze nieprzewidywalne i niebezpieczne. Taka jest prawda. Ludzie - opamiętajmy się i rozpocznijmy działania w celu ochrony nas ludzi przed tymi rasami psów. Takie rasy nie powinny w ogóle powstać - niestety są i nam zagrażają. Dość milczenia i mydlenia oczu. Zróbmy coś aby zapobiec kolejnej tragicznej śmierci.
Jeśli tylko zwiększy płynność ruchu jestem za.
Tak o to dyrektorowi Cieleckiemu rządzi się w pełnym błogostanie.
PosłuchajcieW związku z kolejną tragedią związaną z atakiem psa rasy niebezpiecznej na dziecko należy rozpocząć ogólnonarodową dyskusję o całkowitym zakazie posiadanie tych psów w Polsce. Dość chowania głowy w piasek. Pewne rasy psów zostały stworzone w laboratoriach pod kątem nielegalnych walk psów. Te rasy są nieprzewidywalne i trzeba podjąć działania dla zakazu posiadania tych psów w Polsce. Dosyć kłamstw że te psy prawidłowo prowadzone są bezpieczne dla ludzi. Nie. Te psy stworzone w laboratoriach pod kątem nielegalnych walk psów są i będą zawsze nieprzewidywalne i niebezpieczne. Taka jest prawda. Ludzie - opamiętajmy się i rozpocznijmy działania w celu ochrony nas ludzi przed tymi rasami psów. Takie rasy nie powinny w ogóle powstać - niestety są i nam zagrażają. Dość milczenia i mydlenia oczu. Zróbmy coś aby zapobiec kolejnej tragicznej śmierci.
Jeśli tylko zwiększy płynność ruchu jestem za.