Od ponad czterech lat Janina Podolak, chcąc wpuścić do mieszkania znajomych, musi schodzić po schodach z pierwszego piętra bloku przy ulicy Lwowskiej, aby otworzyć drzwi wejściowe do klatki. Wszystko przez wyłączony przez władze Spółdzielni Mieszkaniowej „Motor” domofon. – Mieszkam sama. Problem powstanie, kiedy, nie daj Boże, coś mi się stanie, wezwę karetkę pogotowia, ale nie będę już w stanie zejść, aby otworzyć – skarży się 74-letnia kobieta.
Janina Podolak w marcu 2010 roku wygrała w przetargu mieszkanie w bloku przy ulicy Lwowskiej. Kupiła je, choć wiele było w nim do zrobienia. Nie było gazu czy światła. 23 marca 2010 r. został spisany akt notarialny. Pokazuje go wraz ze wszystkimi kwitami potwierdzającymi wpłaty za mieszkanie. – Od kwietnia zaczęłam płacić za to mieszkanie czynsz. Na wszystko mam dowody wpłaty. W maju tegoż roku byłam chora, więc poprosiłam swoją chrześnicę, aby za ten miesiąc zapłaciła u prezesa spółdzielni za mnie. Dała mu pieniądze i książeczkę, a on wpisał do niej, że to był czynsz za marzec. Twierdził potem, że byłam winna za cały miesiąc. A to nieprawda – twierdzi[paywall]. – Poszłam do radcy prawnego, która powiedziała mi, że muszę zapłacić jedynie za siedem dni marca, czyli od dnia spisania aktu notarialnego. Nie zapłaciłam już za ten maj, tylko za czerwiec i kolejne miesiące i poszłam do prezesa, prosząc, aby naliczył mi za te siedem dni marca. Nie zrobił tego. Na koniec roku wykazał mi zaległość i to wcale nie tyczącą się marca. Tak to się ciągnie do dzisiaj – opowiada J. Podolak.
Miesięczny czynsz nie jest stały. Zależy od zużycia gazu, wody i energii elektrycznej. Średnio pani Janina płaci ok. 230 zł, w czym zawiera się kwota na fundusz remontowy. Dodatkowo – jak mówi – opłaca podatek od gruntu do urzędu miasta.
Sprawny domofon pani Janina miała do końca 2011 r. Kupiła go sobie sama. – W 2012 roku wszystkim lokatorom we wszystkich klatkach wymieniali domofony. Z funduszu remontowego, który też płacę. Mnie jedynej, chyba za karę, nie podłączono urządzenia. Zapytałam prezesa dlaczego, a on mi na to, że to z powodu zaległości w czynszu. Mówię mu, że do tej pory nie wyliczył mi kwoty, którą mam uregulować. A on mi na to, że mam zapłacić za cały miesiąc i koniec – tłumaczy J. Podolak.
Pani Janina mówi, że od ponad czterech lat mieszka jak w klatce. – Jestem uwięziona. Dłużej tego nie zniosę. Nikt się do mnie nie może dostać. Znajomi już wiedzą, jaka jest sytuacja, więc gdy są pod klatką, dzwonią na komórkę, , bym zeszła na dół i otworzyła im drzwi wejściowe. Mogliby oczywiście zadzwonić do jednego czy drugiego sąsiada, ale z jakiej racji ktoś ma im otwierać drzwi? Jestem osobą z pierwszą grupą inwalidzką. Mam poważne problemy ze wzrokiem. Na jedno oko nie widzę, z drugim powinnam iść na operację, ale się boję. No niech mi się coś stanie. Jeszcze na pogotowie miałabym szansę zadzwonić, ale kto im otworzy drzwi? – mówi pani Janina.
– Kiedyś miałam problem z dostaniem się do klatki. Pan prezes nie dość, że nie podłączył mi domofonu, to jeszcze nie dał mi ani kodu, ani klucza. Powiedział, że mi nie da, bo muszę zapłacić za cały miesiąc. Okazyjnie ktoś mi otwierał drzwi albo pędziłam za kimś, kto właśnie wchodził do klatki. W końcu jedna z sąsiadek, widząc, co się dzieje, dała mi kod do domofonu. Przez jakiś czas się nim posługiwałam. Ale kiedy raz zobaczył to prezes, szybko zmienił kod i nowego też mi nie dał – skarży się pani Janina. – Pan prezes cały czas mnie zbywa. Do tej pory nie wyliczył mi kwoty, jaką mam zapłacić za te feralne siedem dni marca sprzed prawie siedmiu lat. Mówi tylko, że jak nie ureguluję zaległości, to będę miała figę nie domofon – dodała 74-latka.
Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Motor” twierdzi, że zajmowanie się problemem pani Janiny to z naszej strony zwykłe czepialstwo i szukanie sensacji. A w dodatku słuchanie jednej strony, która plecie bzdury. Przyznaje jednak, że pani Podolak – jako jedyna w tym bloku – nie ma zamontowanego domofonu. Jego zdaniem, czynsz powinna płacić od momentu otrzymania kluczy do mieszkania, czyli od lutego 2010 r. – Nikt się ze mną nie kontaktował, ta pani nie prosiła pisemnie o jakiekolwiek wyliczenia. Robi sobie po prostu żarty. Nie powiedziała panu, że jeździliśmy z nią do Rzeszowa, aby załatwić sprawy związane z hipoteką, za co nie zapłaciła ani grosza? Szkoda – mówi prezes „Motoru”.
Kiedy jednak zapytaliśmy, z jakiej racji ma zapłacić czynsz za cały miesiąc, nie otrzymaliśmy konkretnej, popartej odpowiednimi zapisami prawa spółdzielczego, odpowiedzi. – Niech ta pani zwróci się z pismem do spółdzielni o wyliczenie tych zaległych dni za marzec, ureguluje zaległość i będzie po sprawie. Wystarczy trochę dobrej woli – stwierdził ostatecznie prezes spółdzielni. – Jeśli pani Podolak ureguluje zaległości, następnego dnia zamontujemy jej domofon – podsumował.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.>>w marcu 2010 roku ...Kupiła je, choć wiele było w nim do zrobienia. Nie było gazu czy światła. 23 marca 2010 r. został spisany akt notarialny.<<Widziały gały co brały chyba.>>Od kwietnia zaczęłam płacić za to mieszkanie czynsz.<<No a za marzec to niby kto miał zapłacić?I nie czynsz bo właściciel lokalu nie płaci żadnych czynszów.No i ładnie, jakiś prezes spółdzielni właścicielce lokalu wpisuje coś w papierach - to chore!>>Wszystko przez wyłączony przez władze Spółdzielni Mieszkaniowej „Motor” domofon.<<A co mają władze spółdzielni do prywatnego mienia właścicieli lokali? "Kopnąć spółdzielnię w pewną część ciała", założyć wspólnotę jeżeli jeszcze do tej pory nie założona i rządzić się wreszcie samemu. Zadzwonić do serwisu domofonów i za grosze naprawią domofon.A jak prezes znowu wyłączy to zawiadomić policję.Ludzie, właściciele lokali - XXI wiek mamy a Wy dalej w głębokiej komunie tkwicie. Koniecznie musicie mieć nad sobą kogoś (prezesa, zarządcę, ekonoma itp.)? Przecież nie o to walczyliśmy wszyscy.
Ale problem?jestes w spóldzieli dostosuj sie do zasad!jak nie na wioske z powrotem,to jest temat>żenada
>>w marcu 2010 roku ...Kupiła je, choć wiele było w nim do zrobienia. Nie było gazu czy światła. 23 marca 2010 r. został spisany akt notarialny.<<Widziały gały co brały chyba.>>Od kwietnia zaczęłam płacić za to mieszkanie czynsz.<<No a za marzec to niby kto miał zapłacić?I nie czynsz bo właściciel lokalu nie płaci żadnych czynszów.No i ładnie, jakiś prezes spółdzielni właścicielce lokalu wpisuje coś w papierach - to chore!>>Wszystko przez wyłączony przez władze Spółdzielni Mieszkaniowej „Motor” domofon.<<A co mają władze spółdzielni do prywatnego mienia właścicieli lokali? "Kopnąć spółdzielnię w pewną część ciała", założyć wspólnotę jeżeli jeszcze do tej pory nie założona i rządzić się wreszcie samemu. Zadzwonić do serwisu domofonów i za grosze naprawią domofon.A jak prezes znowu wyłączy to zawiadomić policję.Ludzie, właściciele lokali - XXI wiek mamy a Wy dalej w głębokiej komunie tkwicie. Koniecznie musicie mieć nad sobą kogoś (prezesa, zarządcę, ekonoma itp.)? Przecież nie o to walczyliśmy wszyscy.
Ale problem?jestes w spóldzieli dostosuj sie do zasad!jak nie na wioske z powrotem,to jest temat>żenada