Do kuriozalnej sytuacji doszło 19 stycznia br., podczas „uroczystego przekazywania” policjantom jarosławskiej komendy samochodów zakupionych przy współfinansowaniu samorządów. Jedno z nowych aut, jeszcze przed przekazaniem, zostało wysłane na granicę polsko-białoruską. Żeby liczba się zgadzała, pożyczono samochód z komendy w Przeworsku, a dla uwiarygodnienia zakupu w radiowozie zamieniono tablice rejestracyjne. Teraz osoby odpowiedzialne za podmianę „blach”, ale i ci, którzy zlecili takie działanie, mogą mieć problemy.
– Jeden spośród nowych radiowozów – marki Toyota Corolla – kilka dni wcześniej został skierowany jako pojazd wykorzystywany przez policjantów w służbie na tereny przy granicy polsko-białoruskiej – wyjaśnia nam asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.
– Chcąc zaprezentować zaproszonym gościom, jakie pojazdy zakupiono przy współudziale środków przekazanych przez samorządy w ramach Funduszu Wsparcia Policji, wyłącznie na czas prezentacji użyczono pojazd tej samej marki (Toyota) z jednostki sąsiedniej, z Komendy Powiatowej Policji w Przeworsku – dodaje.
Wic w tym, że choć marka się zgadzała, to już numery rejestracyjne zdradzić mogły „zamianę”, dlatego też z innego radiowozu znajdującego się na stanie KPP w Jarosławiu zdjęto tablice rejestracyjne i założono je na pożyczone auto. Problem w tym, że takie działanie można potraktować jak przestępstwo.
Wprawdzie pod koniec roku 2021 wiele mówiło się o penalizacji posługiwania się fałszywymi tablicami, ale w opublikowanym 12 stycznia tekście jednolitym kodeksu karnego wyraźnego zapisu o tym, że taki czyn jest przestępstwem, nie ma, choć w całej sprawie bardziej o pryncypia chodzi, niż o rzeczywistą szkodliwość.
Jako że mamy do czynienia z podmiotem, w którym występuje ścisła hierarchia stanowisk i procesu decyzyjnego, rodzi się pytanie, na czyje polecenie wykonano podmianę i czy jeśli takie działanie uznać za czyn niezgodny z prawem, przełożony policjanta lub innego pracownika komendy, który je podjął, nie przekroczył swoich uprawnień, zlecając owo (sic!) przestępstwo/wykroczenie.
– Wyłącznie na czas prezentacji pracownik komendy założył tablice rejestracyjne z innego radiowozu ze stanu Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu, jednakże w tym czasie ten radiowóz nie przemieszczał się poza teren parkingu komendy i nie poruszał się po drodze publicznej – zapewnia A. Długosz.
Jednak niezależnie od tych deklaracji, w jarosławskiej komendzie musiało się zrobić gorąco.
– Komendant wojewódzki policji w Rzeszowie zdecydował o wszczęciu postępowania wewnętrznego, które pozwoli wyjaśnić okoliczności tej sprawy i ustalić ewentualną odpowiedzialność konkretnych osób – informuje nas podinsp. Marta Tabasz-Rygiel, rzecznik prasowy KWP w Rzeszowie.
– Wdrożono również czynności wyjaśniające, by sprawdzić, czy doszło do popełnienia wykroczenia w ruchu drogowym. Te postępowania są w toku – uzupełnia.
Na koniec pozostaje przyczynek do refleksji nad otoczką, jaka wytworzyła się wokół policji.
Purysta powie bowiem, że prawo jest prawem, wszyscy powinni je stosować i wszyscy powinni być wobec niego równi – skoro więc nawet policja je łamie bądź nagina, to kto ma stać na jego straży?
Realista zauważy jednak, że mamy do czynienia z rzeczą stosunkowo błahą, do komendy zjechało się kilkoro przedstawicieli władz samorządowych, na domiar złego „fundatorów” sprzętu, więc jak pokazać im dwa wozy, skoro zapłacili za trzy?
Improwizacja w takiej sytuacji wydaje się czymś całkiem naturalnym, nawet jeśli zakrawa trochę na przysłowiowe „malowanie trawników na zielono”. Czy zatem opisywany incydent to świadectwo tego, że w jarosławskiej policji „źle się dzieje”, jak chcą niektórzy, czy może raczej to trywialny splot niefortunnych zdarzeń, uruchomiony niewinną chęcią zachowania twarzy wobec włodarzy okolicznych gmin?
Ocenę pozostawiamy Czytelnikom.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze