Reklama

Anita i Remik z podprzemyskiego derenia chcą stworzyć symbol Podkarpacia!

21/12/2017 20:00

Anita Wojciechowska i Remigiusz Rybienik – wykształceni, ambitni, pozytywnie nakręceni – chcą udowodnić, że w Przemyślu można pracować i realizować swoje pasje – równolegle. To sobie. A innym? Że z niepozornego, mało mięsistego owocu z dużą pestką można stworzyć symbol Podkarpacia rozpoznawalny w całym kraju. Jedno i drugie im się udaje.

Ozdobny krzew, który ładnie kwitnie, jako drugi w Polsce, zaraz po leszczynie? Dereń to dużo więcej. Kandydat do miana podkarpackiego produktu regionalnego, symbolu Przemyśla i okolic. To tu zwracamy go naturze. I niszczymy. Kiedyś gość każdego sadu i stołu w polskim dworku, teraz w kraju jest rzadkością. Może co dziesiąty mieszkaniec Podkarpacia go rozpozna, dalej, w Polsce – zostanie pomylony z żurawiną. Zapomniany w czasach PRL, nagle po kilkudziesięciu latach wrócił na polski rynek. Wszystko go ominęło – badania, kontrole, analizy składu[paywall]. 

– Gdy zaczynaliśmy przygodę z dereniem, nikt nie znał nawet jego kaloryczności. Badania, standardowo przed laty wykonywane dla wszystkich rodzimych owoców i warzyw, dereń ominęły. Okazał się tak zapomnianym owocem, jakbyśmy nagle wyhodowali nowy gatunek – mówi Remigiusz Rybienik, który wraz z narzeczoną Anitą postanowił z derenia uczynić sposób na życie.

Ostoja derenia

W odkrywaniu tradycji derenia od końca lat ’80. przoduje Arboretum w Bolestraszycach. Pierwszych nasadzeń w okolicach Przemyśla dokonywał w 1996 roku prof. Jerzy Piórecki. Krzewy znikały w Polsce w zastraszającym tempie, więc obawiał się, że nadejdzie moment, gdy nie da się ich już odtworzyć. Z Podkarpacia zwoził do Przemyśla sadzonki, dokładając starań, aby rośliny otoczone były naturalną pielęgnacją. 

Z czasem w Huwnikach powstało Gospodarstwo Rolne Ryś Podkarpacki, rozlokowane na terenie Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego. Obecnie przynosi nawet 2 – 3 tony owocu rocznie. Ze swoją 20-letnią aleją dereniową powoli wyrasta na miejsce edukacji ekologicznej, gdzie dzieciaki z okolicznych szkół zapoznają się z nowym-dawnym owocem.

Reklama

– Coraz częściej jesteśmy zapraszani na gale ekologiczne i to pomaga nam obrać kierunek. Chcielibyśmy, aby praca z dereniem była naszą pracą idealną. Czymś rodzinnym, co lubimy robić, o czym wiemy, że jest dobre i że ludzie tego potrzebują. A przetwory to ręczna robota, więc przy każdym zamówieniu siadamy we dwójkę i działamy. Bez pomocy rodziny byłoby trudno – dodaje R. Rybienik.

 

Słodko-kwaśny symbol Przemyśla

Arboretum i festiwale derenia przywracają pamięć o tym owocu. Ludzie zaczęli się nim interesować. Przemyślanie odkrywali, że mają dereń w swoich ogródkach, tylko nie wiedzieli, jak owoc wykorzystać, bo wydrylować go ciężko.

– Gdy badania pokazały, że jest bardzo zdrowy jako źródło antyoksydantów, minerałów, witaminy C, zainteresowanie wzrosło. W Polsce zaczęły się pojawiać sady dereniowe. Zanim wyrosną, minie sporo czasu. My tu, w Huwnikach, jesteśmy krok do przodu, mamy okazałe sady, przepisy i możemy działać. W Przemyślu mamy dwa produkty lokalne, które kojarzą się z miastem – fajki i miniatury dzwonów. Jasło ma winnice, a Krosno – szkło. Chcielibyśmy, aby dereń dołączył do tego grona, w końcu owoc coraz bardziej pożądany w Europie, jest stąd, z Podkarpacia – mówi Remik. 

Reklama

Zakorzenieni w tradycji

W Przemyślu stare okazy derenia znajdziemy na tyłach siedziby straży granicznej, na Dworskiego, nieopodal zamku Kazimierzowskiego, jest ich sporo na Winnej Górze i w okolicy biblioteki publicznej. Te nowsze, z nasadzeń prof. Pióreckiego, znajdziemy u sióstr benedyktynek.

– Na Bakończycach niedawno jeszcze rósł bardzo piękny okaz, niestety 100-latka ścięto podczas budowy placu zabaw. A wielka szkoda. Tak się dzieje w całym regionie, krzewy te znikają przy kolejnych rewitalizacjach. Chcielibyśmy temu przeciwdziałać – mówi R. Rybienik. Jego zainteresowanie kuchnią wyrasta z korzeni rodzinnych; pradziadek Stanisław Rybienik prowadził kantynę w koszarach 10. pułku artylerii ciężkiej w Pikulicach. Rodzina z drugiej strony – Helena i Franciszek Cyrnkowie – prowadzili zajazd z wyszynkiem w Nehrybce, przy bardzo ruchliwej drodze do Dobromila. Zarówno w kantynie, jak i w zajeździe prowadzili kuchnię. Sami wytwarzali wędliny, konfitury, nalewki.

Reklama

Z Przemyśla w świat i z powrotem

Anita jest absolwentką II LO w Przemyślu, pracuje i kontynuuje studia na 2 fakultecie w Rzeszowie. Remigiusz uczył się w IV LO, skończył turystykę i rekreację w języku angielskim. Choć ich drogi prowadziły w wielki świat, postanowili do Przemyśla wrócić. – Derenia nie zabierzemy ze sobą, a myśl o nim nie dawała nam spokoju. Stwierdziliśmy, że musimy zaryzykować, spróbować wykorzystać jego potencjał. Mówi się, że z Przemyśla częściej się wyjeżdża niż do niego wraca, a my spróbujemy udowodnić, że jest inaczej – zapewnia Anita. 


fot.archiwum prywatne
Podkarpackie „rysie” pomagają pakować prezenty.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stolkowa - niezalogowany 2017-12-21 20:47:48

    Remik brawo ty

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kawowy - niezalogowany 2017-12-22 16:30:48

    Remik BRAWO:)) 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Doris - niezalogowany 2018-09-30 21:50:46

    Z całego serca Państwu kibicuję. Także sadzę derenie w swoim ogrodzie i robię fantastyczną nalewkę na owocach tej staropolskiej rośliny! Odwiedzę Państwa sad w przyszłym roku.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama