W hitowym starciu 10. kolejki spotkań SPR Orzeł Przeworsk jak najbardziej zasłużenie pokonał na parkiecie hali przy ul. Misiągiewicza Viret CMC Zawiercie. Dzięki temu wyprzedził go w tabeli i awansował na fotel wicelidera.
I połowa była bardzo dziwna. Gospodarze zaczęli w porywającym stylu. Od trafień: Mateusza Świerka i dwóch Jakuba Curzytka. Potem jednak wszystko… legło w gruzach. Przeworszczanom kompletnie nic nie wychodziło. Przez 12 minut byli w stanie ledwie raz (Patryk Małecki) trafić do siatki rywala. A ten, widząc ogromne problemy w ofensywie, punktował beznamiętnie. Fragment między 5. a 17. min wygrał aż 1:9! Prym wiedli Bartosz Skoczylas i Mikołaj Burlyta, ale cały zespół funkcjonował jak w szwajcarskim zegarku. Na szczęście opamiętanie „Armii Leliwa” przyszło jeszcze w tej odsłonie. Seria 3:0 pozwoliła stanąć na nogi, ale dogonić Viretu CMC się nie udało. Dwa ostatnie w tej połowie trafienia T. Kulki dały jednak nadzieję na porywającą II część meczu. Po pół godzinie gry było 11:12.
Kacper Bednarz, po wznowieniu gry, szybko wyrównał na 12:12, a w 38. min nieuchwytny dla rywali T. Kulka odzyskał po wielu minutach prowadzenie dla swojego zespołu. Było 16:15. Do 48. min trwała wymiana ciosów. Dominik Sitkiewicz trafił na 21:20 i zawiercianie wciąż byli w grze. Gospodarze musieli sobie radzić w podwójnym osłabieniu, ale wówczas sprawy w swoje ręce wzięli G. Barnaś i J. Curzytek. Wielką pomocą na skrzydle służył K. Kasprzyk. To dzięki tym dwóm ostatnim w 49. min SPR Orzeł uciekł na 24:20. I prowadzenia nie oddał już do końca. Miejscowi grali bardzo rozważnie i rozsądnie. Długo, do pewnej piłki. Pozamiatane było w 57. min, kiedy nie pomylił się T. Kulka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze