Reklama

Autostrada do 10 domostw? Mieszkańcy protestują przeciwko inwestycyjnym planom gminy

08/07/2021 16:13

Remont nawierzchni drogi, stworzenie ścieżki rowerowej i chodnika, a wszystko to kosztem 5 milionów złotych. Brzmi nieźle, prawda? Nie dla wszystkich. Część mieszkańców Pantalowic, bo tam zlokalizowana jest inwestycja gminy Kańczuga, pozytywów tych zamierzeń nie dostrzega. Powód? Inwestor na mocy specustawy chce ich wywłaszczyć z części gruntów. Żaden dom nie zostanie wyburzony, ale realizacja przedsięwzięcia oznacza wycinkę wielu drzew, drogę tuż pod oknami kilku domostw i parę komunikacyjnych komplikacji.

W podkańczudzkich Pantalowicach tutejsze władze samorządowe przymierzają się do modernizacji dwóch dróg gminnych: drogi nr G110740R Pantalowice – Siedleczka oraz drogi nr G110789R.

– Inwestycja ma służyć wszystkim mieszkańcom Pantalowic oraz całej gminy, ma stanowić połączenie z aktualnie wykonywaną rozbudową drogi wojewódzkiej 881 na odcinku Kańczuga – Pruchnik – informuje Edyta Szewczyk – kierownik Referatu Inwestycji i Rozwoju Gospodarczego. To oficjalna, urzędowa wersja.

W terenie to niedługi odcinek wiejskiej drogi z rozwidleniem, u jednego krańca wiodącym w pola, u drugiego zdecydowanie rzadziej zabudowanego,  wpadający w szosę wojewódzką.

Ogólne wrażenie: senna atmosfera wiejskiej drogi[paywall] – przez ponad godzinę, oprócz naszego, przejechał tu jeden samochód i dwóch rowerzystów. I tę drogę zamierza gmina znacznie poszerzyć, obudować ciągiem pieszo-rowerowym.

– To w sumie będzie 9,5 albo 10 metrów. Do 10 domów chcą stworzyć autostradę – podsumowuje zwięźle jedna z protestujących mieszkanek Pantalowic. Przeciwko czemu protestują? Ano w telegraficznym skrócie przeciwko rozmachowi przedsięwzięcia.

– Nie to, że nie chcemy remontu, chcemy go, chcemy chodnika, chcemy drogi, ale to, co nam tu proponują, to trochę przesada – wyjaśnia Jolanta Kubicka, była sołtyska, radna gminna, z racji pełnionych funkcji nieformalnie stojąca na czele protestu.

Grupce mieszkańców Pantalowic nie podoba się przede wszystkim to, że inwestycja dosłownie wchodzi im do domów.

– Występuje konieczność zajętości działek prywatnych właścicieli, lecz jest to planowane w jak najmniejszym stopniu wymaganym przez wyżej wymienione przepisy. Zajęte zostają w głównej mierze działki uprawiane rolniczo lub rekreacyjnie. Żadne budynki znajdujące się przy planowanej trasie rozbudowy drogi gminnej nie zostają wyburzane – podaje. E. Szewczyk. Zupełnie inaczej widzą to mieszkańcy.

– Każda osoba jest na swój sposób pokrzywdzona – tłumaczy z kolei pani Jolanta, a potem zabiera nas w podróż za pomarańczowe słupki.

 

Reklama

Za pomarańczowymi słupkami

Inwestycja jest wciąż w fazie opracowywania, potrzebna dokumentacja jest sukcesywnie organizowana. Jednym z elementów tego procesu były prace geodezyjne. Specjaliści wymierzyli, powbijali charakterystyczne, pomalowane jaskrawą, pomarańczową farbą kołki. Ich przebieg uzmysławia, na jak szeroką skalę zakrojona jest modernizacja.

Pas drogowy „na oko” poszerzy się właściwe dwukrotnie. Wszystko kosztem prywatnych nieruchomości. U pani Jolanty, mieszkającej na skrzyżowaniu u jednego boku, planowane jest zajęcie sporego terenu obsadzonego iglakami i drzewami owocowymi, po drugiej stronie ujęty zostanie kawał skarpy.

– Kiedy się tu sprowadzałam, jedną z pierwszych rzeczy było obsadzenie tej skarpy. Niby mają to wzmacniać, ale nikt chyba nie przewidzi, jak to wpłynie na dom – mówi pani Jolanta.

Jej sąsiadka ma podobny problem, pomarańczowe kołki wyznaczają pokaźny połać jej posesji, gęsto obsadzony wypielęgnowaną zielenią. Szczególnie żal jej młodych orzechów.

– Dopiero w tym roku zaczną owocować – mówi ze smutkiem w głosie. Orzechy wprawdzie znalazły się po bezpiecznej stronie słupków, ale ich los jest raczej przesądzony. – Przecież jak mi tu podbiorą ziemię, to te drzewa się tu nie utrzymają – tłumaczy nasza rozmówczyni.

Dalej nie jest lepiej. Na jednej z posesji planowana droga zabierze wjazdową bramę, w innym miejscu będzie przebiegać tuż pod oknami domostwa. W jeszcze innym droga wchodzi w działkę budowlaną. – Jak ma się tu ktoś wybudować, skoro droga będzie przebiegać nad wszystkimi instalacjami – pyta jej właściciel.

Nieco dalej droga zabierze kawał nowego ogrodzenia. – Ten garaż też jest do usunięcia, tu niedawno był jeszcze taki znak – mówi właścicielka posesji, wskazując na ścianę blaszaka.

Jej strata jest jeszcze bardziej dotkliwa. Na potrzeby drogi zostanie jej zabrany spory pas działki obsadzonej czarną porzeczką. Taki scenariusz właścicielka już przerabiała podczas scaleń i nie wyszła na tym najkorzystniej – owszem zapłacono jej za grunt, zrekompensowano straty w plonach, ale przecież nie za cały okres, kiedy owocowe krzaki mogły przynosić zyski.

Według oficjalnych dokumentów usuniętych ma być 80 drzew i 95 krzewów, mieszkańcy uważają, że to mocno zaniżone szacunki. Na samej posesji pani Jolanty, jak wyliczyła, drzew, które pójdą pod topór, jest około 200. Do tego utrata części nieruchomości, trudno się więć dziwić, że plany gminy Kańczuga wzbudzają opór.

 

Reklama

Do gminy, do powiatu, do województwa

Mieszkańcy już dwa razy interweniowali na sesji rady gminy. Za pierwszym razem ich przedstawiciel odczytał list otwarty, za drugim ich delegacja pojawiła się osobiście. Za każdym razem przedstawiciele gminy pozostawali nieugięci wobec ich oczekiwań.

Ta sama grupa odwołała się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, interweniuje w starostwie i u władz województwa. Liczą, że kontrowersyjne decyzje zostaną odwołane, a plany zarzucone. Oczekują przede wszystkim racjonalizacji projektu, chcą drogi, ale adekwatnej do gęstości zaludnienia, ukształtowania terenu i potrzeb.

Chcą chodnika, ale nie kosztem ich posesji. Ten przecież równie dobrze można poprowadzić rowem. Wreszcie, jeśli już trzeba odbierać tyle ziemi, to niech koszt tego poniosą wszyscy proporcjonalnie, po jednej i po drugiej stronie osi już istniejącej jezdni.

– Proponowane rozwiązania projektowe są zgodne z obowiązującymi przepisami technicznymi oraz zgodne z przyjętą sztuką budowlaną. Wykonywany projekt rozbudowy drogi opracowywany jest w taki sposób, aby spełniał minimalne warunki techniczne. W związku z czym zajmowane i wydzielane pasy stanowią minimalną powierzchnię zajętości, lecz konieczną do odpowiedniego zaprojektowania i wykonania rozbudowy drogi gminnej. Zgodnie z warunkami technicznymi minimalne wartości poszczególnych elementów składowych budowy drogi muszą zostać spełnione i nie jest możliwe zmniejszenie lub niewykonanie jakichkolwiek z nich – twierdzi E. Szewczyk, dodając, że pewne rozwiązania, takie jak ścieżka pieszo-rowerowa, pozwoliły skuteczniej zawalczyć o pieniądze, bez tych punktów nie byłoby najprawdopodobniej dofinansowania z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Na takie podejście nie zgadzają się protestujący.

– Chodzi nie o człowieka, chodzi o punkty, żeby zdobyć środki – puentuje gorzko nasza rozmówczyni, zapowiadając, że swoją walkę będą kontynuować, nawet jeśli objęci zostaną specustawą umożliwiającą wywłaszczenie ich bez ich zgody.


pck
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    xxx - niezalogowany 2021-07-09 07:49:28

    Najlepiej zostawmy drzewa,porzeczki i będziemy w dalszym ciągu ścianą B Polski a może D.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości