Historia, która pokazuje niedoskonałości naszego systemu opieki społecznej, szczególnie w przypadku ludzi starszych.
W czwartek, 29 września, około godziny dziewiątej do dyżurnego Straży Miejskiej w Przemyślu zgłosiła się 92-letnia Anna O. Kobieta przyszła prosić o pomoc, bo utraciła torebkę, w której miała pieniądze, dokumenty i klucze do mieszkania. Podejrzewała, że torebkę ktoś jej ukradł, kiedy siedziała na przystanku, czekając na autobus. W emocjach[paywall] myliła swój adres. Raz podawała ulicę Słowackiego, potem Sierakowskiego.
Dyżurny, szukając pomocy dla staruszki, zadzwonił do Miejskiego Ośrodka Opieki Społecznej. Niestety usłyszał, że ta pani nie jest objęta pomocą i nic nie mogą zrobić. W tej sytuacji najważniejsze było zabezpieczenie jej mieszkania poprzez wymianę zamków, bo ktoś, mając dokumenty z adresem i klucze, mógł do niego wejść i ją okraść. Strażnik zadzwonił do Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej, ale okazało się, że kobieta mieszka w prywatnym budynku, a poza tym nie mają ślusarzy, natomiast w razie potrzeby takie usługi zlecają firmom zewnętrznym, którym muszą płacić. Można było wezwać ślusarza, ale staruszka nie miała pieniędzy, żeby zapłacić za usługę i nowy zamek. Cóż było robić?
– Tego przypadku nawet nie można nazwać interwencją – mówi Jan Geneja, komendant SM. – Wprawdzie takie sprawy nie należą do naszych kompetencji, ale są różne sytuacje życiowe i nie mogliśmy zostawić wiekowej kobiety bez żadnej pomocy. Na tym jednak nie koniec, bo będziemy rozmawiać z Polskim Komitetem Pomocy Społecznej, żeby objęli ją swoją pomocą.
Ostatecznie to nas do czegoś zobowiązuje – komendant wskazuje na wiszący w gablocie sztandar SM, na którym wyhaftowane jest hasło „W służbie społeczności lokalnej”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
29 września to piątek
pierdoły