Reklama

Bezdomność to nie wyrok

10/09/2022 18:51

Nie istnieje precyzyjna definicja bezdomności. W ujęciu socjologicznym bezdomność jest problemem społecznym, stanem spowodowanym brakiem miejsca zamieszkania. Osoby dotknięte bezdomnością i pozbawione wsparcia tracą szansę na zmianę. Najczęściej popadają w alkoholizm i lądują na marginesie społecznym. Niewielu udaje się dźwignąć z podobnej sytuacji. Jednak bezdomność to nie wyrok. Zdarzają się jednostki, które z tego wyszły, ale potrzebna jest ich wola i pomoc społeczeństwa.

Elżbieta urodziła się w 1980 roku w rodzinie dysfunkcyjnej, jak eufemistycznie przyjęło się określać często skrajną patologię. W mieszkaniu rodziców funkcjonowała znana na całą ulicę melina. Alkohol, przypadkowe towarzystwo, awantury, pijackie ekscesy i częste wizyty, wtedy jeszcze milicji. W takich warunkach dorastała Elżbieta, który miała wrodzoną wadę wymowy. Nie było mowy o pomocy logopedy, do normalnej szkoły nie poszła, a o specjalnej nikt nie pomyślał. Życia uczyła się w domu i na ulicy. Prawdopodobnie już wtedy dorastająca dziewczynka niejednokrotnie była wykorzystywana seksualnie.

Bezdomność

W 2005 roku zmarła jej matka. Eksmisja. Elżbieta z ojcem i bratem wylądowali na działkach przy Słowackiego. Bez wody, prądu i podstawowych warunków wegetowali w drewnianej budzie. Kiedyś znajomy ojca, niejaki Marek, nożem przebił Elżbiecie prawą dłoń, poranił w udo i zgwałcił. Potem poszedł siedzieć, a po wyjściu z więzienia pił i się powiesił. Ojciec któregoś dnia po pijanemu zasnął z niedopałkiem i buda się spaliła. On sam trafił do szpitala. Amputacja nogi i wylądował w którymś z DPS-ów.

Reklama

Elżbieta znalazła dla siebie miejsce w zrujnowanym pustostanie w pobliżu wyższej szkoły na Bakończycach. Tam udało jej się przetrwać dwie zimy, jednak kiedy zaczęto zagospodarowywać pustostan, razem z partnerem się wynieśli i znaleźli nowe lokum w opuszczonym budynku poszpitalnym przy Słowackiego. Tam przetrwali ostatnią zimę, ale partner zachorował na płuca i trafił do szpitala. Wcześniej pani z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej pomogła załatwić jej dowód osobisty i konto w banku, na które dostawała rentę rodzinną i zasiłek opiekuńczy, więc już miała z czego żyć. Wtedy Elżbieta znalazła kolejne miejsce do życia.

Namiastka domu

Na parterze, a właściwie w suterenie kamienicy przy Słowackiego[paywall] 51 była klitka, w której kiedyś mieszkał alkoholik, ale zapił się na śmierć i zrujnowany lokal o powierzchni nieco ponad 10 metrów kwadratowych był pusty. Na wiosnę Elżbieta zajęła go bezprawnie i zaczęła się w nim urządzać. Sąsiedzi podarowali szafkę ze zlewozmywakiem, więc wynajęła hydraulika, który podłączył wodę i już nie musiała biegać z pojemnikami po sąsiadach. Od kogoś innego dostała łóżko i szafki. Kupiła sobie kołdrę i pościel, zniszczoną podłogę przykryła dywanikiem. Na ścianie powiesiła obrazki i krzyż, bo wie, że w mieszkaniu tak powinno być.

Reklama

Kiedy odwiedziłem Elżbietę, z dumą pokazywała swoje rzeczy równiuteńko poukładane w szufladach komody, naczynia poustawiane na półeczce, czyściutki zlew i szczoteczkę do zębów, rzecz raczej niespotykaną u bezdomnych. Widać było, jak bardzo się cieszy z prawdopodobnie pierwszego w życiu własnego kąta. Na razie nie ma w nim prądu, ale największym jej zmartwieniem jest obawa, że w każdej chwili mogą ją stąd usunąć i znowu wyląduje na ulicy. Dlatego ze strachem reaguje na każde pukanie do drzwi.

Nieszczęśliwa kobieta

– Ta pani od lat jest osobą bezdomną, ale nigdy nie sprawiała kłopotów. Nie używała alkoholu. W jej przypadku nasze interwencje polegały jedynie na tym, że strażnicy w okresie zimowym dowozili jej żywność i sprawdzali, czy warunki, w jakich przebywa, nie zagrażają jej zdrowiu i życiu – mówi Jan Geneja, komendant Straży Miejskiej w Przemyślu.

Reklama

W miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej doskonale znają sytuację Elżbiety. – Z mojego rozeznania wynika, że pani Ela dobrze radzi sobie w kwestii zarządzania finansami, dba o czystość własną i otoczenia oraz, że nie występują obawy, jeśli chodzi o jej samodzielną egzystencję. Dlatego wystosowałam wniosek o przydział lokalu z zasobów komunalnych, co pozwoli powstrzymać wykluczenie społeczne pani Eli oraz pozwoli jej wykazać się jako równoprawny członek lokalnego środowiska – wyjaśniła pani z MOPS-u.

Najwięcej o Elżbiecie może powiedzieć sąsiadka, która jej pomaga. – Zwykle osoba bezdomna kojarzy się nam z kimś obdartym, brudnym, śmierdzącym i najczęściej pijanym. Ela jest zupełnie inna. Wiem, co przeszła i aż się dziwię, że po tym wszystkim jeszcze może i chce normalnie żyć. Potrafi zadbać o siebie. W ciuchlandiach kupuje sobie rzeczy, żeby ładnie wyglądać. Kiedy jeszcze nie miała wody, przychodziła do mnie z butelkami i bardzo dbała o higienę. Potrafi korzystać z karty bankomatowej. Sama robi zakupy i umie gospodarzyć pieniędzmi. Sama poszła do lekarza, który zalecił logopedę, ale kto ma się tym zająć? Ludzie w najbliższej okolicy dobrze ją znają, starają się wspomóc i na pewno nikt niczego złego o niej nie może powiedzieć. Po prostu nieszczęśliwa dziewczyna, której trzeba pomóc.

Reklama

Szansa

W lutym sąsiadka w imieniu Elżbiety złożyła w Wydziale Lokalowym Urzędu Miejskiego w Przemyślu podanie o przydział tego lokalu, zaopiniowany przez MOPS i teraz dalszy los Elżbiety w rękach komisji, która przydziela lokale.


fot.Jacek Szwic
Wnętrze lokalu, który zaanektowała Elżbieta, zupełnie nie przypomina miejsc, w których koczują bezdomni.


fot.Jacek Szwic
Jacek Szwic
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama