Nie istnieje precyzyjna definicja bezdomności. W ujęciu socjologicznym bezdomność jest problemem społecznym, stanem spowodowanym brakiem miejsca zamieszkania. Osoby dotknięte bezdomnością i pozbawione wsparcia tracą szansę na zmianę. Najczęściej popadają w alkoholizm i lądują na marginesie społecznym. Niewielu udaje się dźwignąć z podobnej sytuacji. Jednak bezdomność to nie wyrok. Zdarzają się jednostki, które z tego wyszły, ale potrzebna jest ich wola i pomoc społeczeństwa.
Elżbieta urodziła się w 1980 roku w rodzinie dysfunkcyjnej, jak eufemistycznie przyjęło się określać często skrajną patologię. W mieszkaniu rodziców funkcjonowała znana na całą ulicę melina. Alkohol, przypadkowe towarzystwo, awantury, pijackie ekscesy i częste wizyty, wtedy jeszcze milicji. W takich warunkach dorastała Elżbieta, który miała wrodzoną wadę wymowy. Nie było mowy o pomocy logopedy, do normalnej szkoły nie poszła, a o specjalnej nikt nie pomyślał. Życia uczyła się w domu i na ulicy. Prawdopodobnie już wtedy dorastająca dziewczynka niejednokrotnie była wykorzystywana seksualnie.
W 2005 roku zmarła jej matka. Eksmisja. Elżbieta z ojcem i bratem wylądowali na działkach przy Słowackiego. Bez wody, prądu i podstawowych warunków wegetowali w drewnianej budzie. Kiedyś znajomy ojca, niejaki Marek, nożem przebił Elżbiecie prawą dłoń, poranił w udo i zgwałcił. Potem poszedł siedzieć, a po wyjściu z więzienia pił i się powiesił. Ojciec któregoś dnia po pijanemu zasnął z niedopałkiem i buda się spaliła. On sam trafił do szpitala. Amputacja nogi i wylądował w którymś z DPS-ów.
Elżbieta znalazła dla siebie miejsce w zrujnowanym pustostanie w pobliżu wyższej szkoły na Bakończycach. Tam udało jej się przetrwać dwie zimy, jednak kiedy zaczęto zagospodarowywać pustostan, razem z partnerem się wynieśli i znaleźli nowe lokum w opuszczonym budynku poszpitalnym przy Słowackiego. Tam przetrwali ostatnią zimę, ale partner zachorował na płuca i trafił do szpitala. Wcześniej pani z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej pomogła załatwić jej dowód osobisty i konto w banku, na które dostawała rentę rodzinną i zasiłek opiekuńczy, więc już miała z czego żyć. Wtedy Elżbieta znalazła kolejne miejsce do życia.
Na parterze, a właściwie w suterenie kamienicy przy Słowackiego[paywall] 51 była klitka, w której kiedyś mieszkał alkoholik, ale zapił się na śmierć i zrujnowany lokal o powierzchni nieco ponad 10 metrów kwadratowych był pusty. Na wiosnę Elżbieta zajęła go bezprawnie i zaczęła się w nim urządzać. Sąsiedzi podarowali szafkę ze zlewozmywakiem, więc wynajęła hydraulika, który podłączył wodę i już nie musiała biegać z pojemnikami po sąsiadach. Od kogoś innego dostała łóżko i szafki. Kupiła sobie kołdrę i pościel, zniszczoną podłogę przykryła dywanikiem. Na ścianie powiesiła obrazki i krzyż, bo wie, że w mieszkaniu tak powinno być.
Kiedy odwiedziłem Elżbietę, z dumą pokazywała swoje rzeczy równiuteńko poukładane w szufladach komody, naczynia poustawiane na półeczce, czyściutki zlew i szczoteczkę do zębów, rzecz raczej niespotykaną u bezdomnych. Widać było, jak bardzo się cieszy z prawdopodobnie pierwszego w życiu własnego kąta. Na razie nie ma w nim prądu, ale największym jej zmartwieniem jest obawa, że w każdej chwili mogą ją stąd usunąć i znowu wyląduje na ulicy. Dlatego ze strachem reaguje na każde pukanie do drzwi.
– Ta pani od lat jest osobą bezdomną, ale nigdy nie sprawiała kłopotów. Nie używała alkoholu. W jej przypadku nasze interwencje polegały jedynie na tym, że strażnicy w okresie zimowym dowozili jej żywność i sprawdzali, czy warunki, w jakich przebywa, nie zagrażają jej zdrowiu i życiu – mówi Jan Geneja, komendant Straży Miejskiej w Przemyślu.
W miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej doskonale znają sytuację Elżbiety. – Z mojego rozeznania wynika, że pani Ela dobrze radzi sobie w kwestii zarządzania finansami, dba o czystość własną i otoczenia oraz, że nie występują obawy, jeśli chodzi o jej samodzielną egzystencję. Dlatego wystosowałam wniosek o przydział lokalu z zasobów komunalnych, co pozwoli powstrzymać wykluczenie społeczne pani Eli oraz pozwoli jej wykazać się jako równoprawny członek lokalnego środowiska – wyjaśniła pani z MOPS-u.
Najwięcej o Elżbiecie może powiedzieć sąsiadka, która jej pomaga. – Zwykle osoba bezdomna kojarzy się nam z kimś obdartym, brudnym, śmierdzącym i najczęściej pijanym. Ela jest zupełnie inna. Wiem, co przeszła i aż się dziwię, że po tym wszystkim jeszcze może i chce normalnie żyć. Potrafi zadbać o siebie. W ciuchlandiach kupuje sobie rzeczy, żeby ładnie wyglądać. Kiedy jeszcze nie miała wody, przychodziła do mnie z butelkami i bardzo dbała o higienę. Potrafi korzystać z karty bankomatowej. Sama robi zakupy i umie gospodarzyć pieniędzmi. Sama poszła do lekarza, który zalecił logopedę, ale kto ma się tym zająć? Ludzie w najbliższej okolicy dobrze ją znają, starają się wspomóc i na pewno nikt niczego złego o niej nie może powiedzieć. Po prostu nieszczęśliwa dziewczyna, której trzeba pomóc.
W lutym sąsiadka w imieniu Elżbiety złożyła w Wydziale Lokalowym Urzędu Miejskiego w Przemyślu podanie o przydział tego lokalu, zaopiniowany przez MOPS i teraz dalszy los Elżbiety w rękach komisji, która przydziela lokale.

fot.Jacek Szwic
Wnętrze lokalu, który zaanektowała Elżbieta, zupełnie nie przypomina miejsc, w których koczują bezdomni.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze