Licząca około 600 tys. woluminów biblioteka Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu ma poważne problemy. Nie spełnia wymogów – w świetle niedawno wprowadzonej ustawy – biblioteki naukowej, przez co nie może się starać o dotacje. A to sprawia, że władze TPN-u nie są w stanie utrzymywać na pełnym etacie pracownika i płacić czynszu oraz mediów za liczący około 500 m kw. lokal przy ulicy Kościuszki.
– Biblioteka TPN w tarapatach jest od lat. Ale teraz ponoć szczególnie... Słyszałam, że jest pomysł przekazania biblioteki do Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Uważam, że to nieporozumienie. To przecież matecznik przemyskiej nauki, ba, podkarpackiej. Oczywiście, wiem, że muzeum zostało powołane do życia przez TPN, w tym przez braci Osińskich, ze szczególnym zaangażowaniem Kazimierza, ale jednak zupełnie czym innym jest biblioteka TPN w ich siedzibie, a biblioteka wcielona do muzeum[paywall]. Czyżby w naszym mieście była już taka nędza, że nie można ufundować etatu dla bibliotekarza? Ponoć dodatkowym problemem jest fakt utraty pracownika w stopniu doktora, a tylko dzięki temu mogli startować do przyznania grantów naukowych – usłyszeliśmy od jednej z osób blisko związanych z przemyskim TPN-em.
– Tak, to prawda. Jest taki pomysł, ale na razie teoretyczny. Cały czas rozmawiamy, dyskutujemy w swoim gronie. Nie przeczę, że mamy ogromne problemy z utrzymaniem lokalu. Nie mamy pieniędzy na czynsz czy media. Lokal, w którym funkcjonuje biblioteka, jest ogromny, bo liczy około 500 metrów kwadratowych – tłumaczy prezes TPN Waldemar Wiglusz. – W świetle nowej ustawy nie spełnia wymogów biblioteki naukowej, przez co nie możemy korzystać z dotacji. Owszem, pieniądze mamy, ale na choćby digitalizację zbiorów, wydawanie Roczników Przemyskich, organizację sesji naukowych czy prelekcji, ale nie na opłaty. Moim zdaniem, mamy swoje pięć minut, które musimy wykorzystać. Skoro dyrekcja muzeum wyciąga pomocną dłoń, żal byłoby z tego nie skorzystać. Wydaje mi się, że forma użyczenia biblioteki muzeum byłaby akceptowalna przez organ nadzorujący. Odbudowanie pod patronatem – lub w innej formie – muzeum biblioteki naukowej jest dobrym pomysłem. Oczywiście z zaznaczeniem, że nazwa TPN musi pozostać. 10 marca mamy walne zgromadzenie, podczas którego być może wypracujemy uchwałę intencyjną. Ale czy jakieś konkretne decyzję zapadną, nie wiem – stwierdził W. Wiglusz.
Dyrektor Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej Jan Jarosz deklaruje, że chętnie pomoże TPN-owi. – Przecież to nasza matka. Instytucja, dzięki której muzeum powstało. Czujemy się do tego zobowiązani. Rozmawiałem na ten temat z prezesem Wigluszem. Przedstawiłem ekspertyzę prawną podczas zebrania zarządu TPN-u. Część członków zarządu patrzyło na mnie, jakbym chciał im coś zabrać. Trzeba pamiętać, że bez zgody marszałka województwa podkarpackiego niewiele mogę zrobić. Nie mogę udzielić im pożyczki. Od razu wyjaśniam: nikt nie chce przenosić biblioteki z dotychczasowej siedziby! Możemy na zasadzie użyczenia woluminów stworzyć z biblioteki TPN-u filię muzeum. To jedna z propozycji. Jesteśmy w stanie utrzymać jeden etat i utrzymywać lokal przy ulicy Kościuszki. Jesteśmy w stanie przywrócić status biblioteki naukowej, co pozwoli im na ponowne pozyskiwanie dotacji. Chętnie pomożemy, ale musimy mieć pewność, że wszyscy tego chcą. A wiem, że niektóre osoby nie są tym faktem zachwycone – wyjaśnił dyrektor J. Jarosz.
Podobnie jak muzeum, tak i władze miasta nie mogą udzielać finansowej pomocy towarzystwu. Nie pozwala na to prawo. – Towarzystwo Przyjaciół Nauk to jedna z najszacowniejszych instytucji w Przemyślu. Ze swoją ponadstuletnią historią jest ważnym elementem tożsamości naszego miasta. Nie jest jednak – jak zapewne niektórym osobom się wydaje – jednostką miejską. I właśnie ze względu na formę funkcjonowania TPN-u samorząd ma bardzo ograniczone możliwości wspierania finansowego jego działalności – wyjaśnił rzecznik prasowy UM w Przemyślu Witold Wołczyk. – O finansowaniu etatu w bibliotece naukowej dyskutowaliśmy już wiele lat temu i niestety konkluzja jest taka, że samorząd miasta nie ma takich możliwości prawnych. Nie dopuszcza takiej formy wspierania towarzystwa choćby ustawa o finansach publicznych. Pozostaje więc dotowanie działalności naukowej i wydawniczej towarzystwa, co konsekwentnie od lat robimy. Poprzez dotacje przewidziane ustawą o działalności pożytku publicznego i wolontariatu tylko w latach 2014 – 2017 przekazaliśmy 37 tysięcy 400 złotych na dofinansowanie kosztów związanych z wydawnictwami. Były to Roczniki Przemyskie oraz Wydanie II opracowania Jana Smołki. Przemyśl pod sowiecką okupacją. Wspomnienia z lat 1939 – 1941. Prawdopodobnie również w tym roku przekażemy kolejną dotację na działalność wydawniczą – podsumował.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze