Doprawdy niewiele brakowało, aby Przemyskie Niedźwiadki sprawiły wielką sensację w SISU Arenie i zakrzyknęły do I-ligowego dream teamu Krzysztofa Szubargi „(h)Asta maniana, Bydgoszcz”. 40 minut heroicznej walki z jednym z faworytów do awansu nie zakończyło się jednak happy endem, ale beniaminkowi należą się brawa przy otwartej kurtynie.
Faworyta nietrudno było wskazać. Ale na parkiecie większej różnicy widać nie było. Nie było widać różnicy między zespołem, który walczy o najwyższe cele, a ekipą, która wciąż nie może być pewna utrzymania w tej klasie rozgrywkowej. Ba, przez pół godziny zespołem wybijającym rytm tego spotkania byli przemyślanie. Znakomicie potrafili wykorzystywać niefrasobliwość gospodarzy, proste błędy i ich nieskuteczność. Dość powiedzieć, że przez 30 minut prowadzili tylko dwa razy. W 2. min 5:3 i w 7. min – 18:17. Na 43 s przed zejściem na przerwę Szymon Janczak popisał się akcją 2+1 i kibice w SISU Arenie zamilkli. Było 31:43. A mogło być jeszcze lepiej, ale przyjezdni źle rozegrali ostatnią akcję. Stracili piłkę i zeszli na przerwę z 10-punktową nadwyżką (33:43).
W szatni bydgoszczan musiało być gorąco, bo kontynuacja nijakości w grze mogła zakończyć się dla „Asty” dramatycznie. W 24. min „trójkę” trafił CJ Wilson, poprawił Sz. Janczak i strata miejscowych zamiast maleć, zwiększyła się. Było 39:52. To był jednak moment, kiedy w nieźle funkcjonującym mechanizmie wykruszać się zaczęły pojedyncze elementy. Kiedy kuleć zaczęła organizacja gry. Swoje trzy grosze, niestety, dodawali arbitrzy, bo rzeczą surrealistyczną wręcz jest fakt, że po 25 minutach gry Astoria otrzymała od nich aż 24 rzuty wolne, a przemyślanie… 1. Słownie: jeden! Wyglądało więc na to, że po jednej stronie parkietu byli dżentelmeni, po drugiej absolutni brutale. A to kompletna bzdura. W końcówce III ćwiartki sytuację próbował ratować CJ Wilson, bo to po jego celnej przymiarce zza łuku w 27. min było 50:57, ale niewymuszone błędy Niedźwiadków zaczęły się mnożyć. Mimo to przed finalną kwartą wciąż prowadzili – 58:59. Ale mecz mógł zacząć się od nowa.
Kiedy w 35. min Mateusz Kaszowski trafił szaloną „trójkę”, Astoria odskoczyła na 70:64 i wydawało się, że przejmuje kontrolę nad wydarzeniami. Nic z tych rzeczy. Przemyślanie się nie poddali. Walczyli do końca i za to należą się im brawa. Długo mieli rywala na wyciągnięcie ręki, na jedno skuteczne posiadanie piłki. Na 52 s przed końcem Michał Chrabota trafił na 75:73. Chyba decydującą akcją była ta na 27 s przed finałem. Piłkę po niecelnym rzucie kolegi zebrał Szymon Kiwilsza i trafił z faulem. Wykorzystał także rzut wolny i postawił Niedźwiadki pod ścianą. Było 78:73. Do trzech „oczek” straty dwoma celnymi rzutami wolnymi zniwelował S. Rompa, a tego samego nie potrafił uczynić Damian Jeszke. Na 17 s przed końcem pomylił się dwukrotnie i piłkę na dogrywkę miały Niedźwiadki. Odpowiedzialność na swoje barki wziął M. Szczypiński. Po rzucie zza łuku piłka zatańczyła na obręczy, ale, niestety, wypadła z niej i faworyzowany zespół z Bydgoszczy mógł bardzo głęboko odetchnąć.
Sędziowali: Adam Krzemień (Poznań), Tomasz Tomaszewski (Warszawa) i Marcin Olejnik (Poznań). Widzów: 1000.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze