W Widaczowie operator P4 buduje stację bazową pod przekaźnik GSM. Inwestycja budzi jednak sprzeciw lokalnej społeczności. Mieszkańcy mają obawy o to, jak emitowane promieniowanie wpłynie na ich zdrowie, zwłaszcza że w bezpośrednim sąsiedztwie jeden maszt już stoi. Niepokoi ich też, że konstrukcja zabije potencjał turystyczny okolicy. Nie podobają im się wreszcie działania ekipy budowlanej, która na terenie poczyna sobie, jak, nie przymierzając, na Dzikim Zachodzie.
Sprawa ciągnie się od 2018. Wtedy pojawiły się pierwsze informacje o planowanej inwestycji.
– W ramach swojej działalności operacyjnej P4 sp. z o.o. (operator sieci PLAY) prowadzi w trybie ciągłym wiele inwestycji infrastrukturalnych na terenie całego kraju, w tym także w województwie podkarpackim. Celem prowadzonych inwestycji jest zapewnienie[paywall] jak najlepszego dostępu do bezprzewodowej sieci telekomunikacyjnej, pozwalającej na niezakłócone rozmowy oraz dostęp do szybkiego połączenia internetowego – informuje Martin Stysiak, ekspert ds. public affairs w spółce P4, przekonując o wadze takich działań, zwłaszcza w okresie pandemii, gdy nauka czy praca tak często odbywają się zdalnie.
Takiego entuzjazmu nie podzielają jednak mieszkańcy Widaczowa i okolic, którzy swoje negatywne stanowisko w tej sprawie manifestowali co najmniej kilka razy. Urzędowe mechanizmy zostały jednak wprowadzone w ruch, a decyzje urzędu gminy i Starostwa Powiatowego w Przeworsku pozwoliły na rozpoczęcie budowy.
– Gmina nie ma możliwości prawnych wstrzymania lub zmiany lokalizacji inwestycji – wyjaśnia wójt gminy Stanisław Petynia. Dodaje, że skoro dokumentacja się zgadza, to urząd pod groźbą kar pieniężnych nie może sprawy przedłużać.
– W przypadku ostatecznej decyzji starostwa powiatowego jedyna możliwość to wycofanie zgody przez właściciela działki na lokalizację inwestycji lub unieważnienie decyzji starosty w sądzie – uzupełnia.
Protestujący mieszkańcy uważają, że w tej sprawie samorząd mógł i powinien zrobić więcej, choćby nie sklasyfikować przedsięwzięcia jako inwestycji celu publicznego. Wobec rozpoczęcia prac budowlanych czują się oszukani i opuszczeni, postanowili odwołać się za naszym pośrednictwem do opinii publicznej.
Jak się okazuje, takowego pozwolenia nadal nie posiada. Włodarz gminy sugeruje, że będzie się domagał rekompensat, jednak – jak wynika z jego słów – w zakresie szkód na działkach prywatnych ich właściciele będą musieli albo dogadać się z firmą, albo walczyć o swoje na drodze sądowej.
Innym zastrzeżeniem jest sposób zabezpieczenia budowy. Teren, gdzie powstaje maszt, to może nie Times Square, ale kilkumetrowy wykop i zalążki zbrojenia są oznaczone tylko tablicą inwestorską.
– Teren inwestycji jest odpowiednio zabezpieczony – zapewnia Martin Stysiak z P4. Ziejący wykop nie jest jednak w żaden sposób ogrodzony, jego granice wyznaczają tylko z jednej strony zwały ziemi.
– Co będzie, jeśli wpadnie tam jakieś zwierzę albo, nie daj Boże, człowiek? – pyta retorycznie jeden z mieszkańców.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Podkarpacie ciemnogrodem stoi. Gdyby Rydzyk stawiał nadajnik, to byłby wzorcowy.
Im tylko ajfony potrzebne, masztu i sygnału nie potrzeba bo szkodzi, ten z oddali zwłaszcza. Bo,ajfon przyłożony do ucha to tylko koi i nic a nic nie szkodzi.
Każdy z nich ma telefon w kieszeni. Ale nie nadajnika nie pozwolą zbudować bo krowy mleko przestaną dawać a kury jajka nieść... Wróć to było sto lat temu jak pierwsze radio czy automobil.
Podkarpacie ciemnogrodem stoi. Gdyby Rydzyk stawiał nadajnik, to byłby wzorcowy.
Im tylko ajfony potrzebne, masztu i sygnału nie potrzeba bo szkodzi, ten z oddali zwłaszcza. Bo,ajfon przyłożony do ucha to tylko koi i nic a nic nie szkodzi.
Każdy z nich ma telefon w kieszeni. Ale nie nadajnika nie pozwolą zbudować bo krowy mleko przestaną dawać a kury jajka nieść... Wróć to było sto lat temu jak pierwsze radio czy automobil.