W sobotę, 12 sierpnia br., na Cmentarzu Głównym w Przemyślu pożegnano Bronisława Klepackiego, członka przemyskiej Rady Seniorów oraz sybiraka, którego długa droga powrotu z zesłania wiodła m.in. przez Persję i Kenię.
Bronisław Klepacki wielokrotnie dawał świadectwo z pobytu na nieludzkiej ziemi. Spotykał się młodzieżą, działał na rzecz upamiętnienia tragedii sybiraków.
– Wracając do wydarzeń z tamtych lat, Broniu zawsze wymieniał trzy daty: 10 lutego 1940 roku, kiedy[paywall] został wraz z rodziną deportowany z przemyskich Bakończyc, 10 lutego 1942 roku, kiedy wyruszyli do Uzbekistanu, aby dołączyć do Armii Andersa i 10 lutego 1947 roku, dzień, w którym przekraczali granicę Polski. Tak się dziwnie te daty poukładały… – rozpoczyna wspomnienie o B. Klepackim Stanisława Żak (Związek Sybiraków w Przemyślu).
Rodzinę Klepackich deportowano na Ural, do obwodu mołotowskiego. – Kiedy została zawarta umowa pomiędzy Sikorskim a Stalinem, zaczęto tworzyć wojsko polskie w Rosji, pozwolono sybirakom dołączyć na własny koszt i własnym sposobem do Armii Andersa. Dowiedział się o tym starszy brat Bronia. Wyruszył w podróż wraz z innymi młodymi ludźmi i dotarł do Uzbekistanu. W ślad za bratem podążył Broniu wraz siostrą oraz matką. W trójkę przedzierali się z Uralu aż do Uzbekistanu. Niestety, los zabrał przybyłym jedynego żywiciela, jednocześnie nadzieję na powrót do ojczyzny. Brat Bronia zmarł w Persji, co spowodowało, że droga powrotu rodziny do ojczyzny nie była prosta. Dla ludzi, którzy nie mieli co ze sobą zrobić, których nie można było nigdzie zostawić, nikomu powierzyć, wcielić do wojska, Anglicy zorganizowali obozy w podległych sobie kolonialnych dystryktach. W ten sposób Broniu znalazł się w Afryce. Przebywał w Masindi w Ugandzie, a następnie w Kenii od marca 1943 do grudnia 1946 roku. Do ojczyzny powrócił 10 lutego 1947 roku. – odtwarza koleje losów Klepackiego i jego bliskich S. Żak.
– Jeśli mówimy o Broniu, trzeba powiedzieć o nim jako o założycielu Związku Sybiraków. W 1989 roku pojawiła się możliwość reaktywacji związku i zaczęto tworzyć jego oddziały albo koła, w zależności od ilości członków. Długo byliśmy kołem podległym oddziałowi w Jarosławiu. Twórcą przemyskiego koła, zaangażowanym, oddanym wolontariuszem, robiącym wiele dla sybiraków oraz dla upamiętnienia ich tragedii był Broniu. Udzielał się bardzo w związku. Zajmował się sztandarem. Ostatnia jego posługa jako chorążego pocztu sztandarowego przypadła na 22 czerwca 2016 roku, kiedy święciliśmy i odbieraliśmy nasz pomnik nad Sanem. Między innymi Broniu, nie tylko jako sybirak, ale też członek przemyskiej Rady Seniorów, przyczynił się do urzeczywistnienia idei tego pomnika. Był bezapelacyjnie wielkim – przez duże „w” – patriotą, wychowawcą młodzieży. Zawsze można było na niego liczyć, kiedy organizowaliśmy spotkania z młodymi ludźmi. Był naszym orędownikiem pokoju i spokoju w związku. Rozważny, umiał wszystko wyciszyć, załagodzić… Był po prostu lekiem na całe zło – stwierdza S. Żak.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze