W okresie międzywojennym mieszkał w Przemyślu niejaki Leon Burga. W 1935 roku poznał 16-letnią Janinę Małkównę – córkę Eugenii, która niechętnie patrzyła na taką przyjaźń. Pewnego razu adorator udał się z prośbą do jej matki, by dała mu przy-zwolenie na pisanie choćby listów do jej córeczki. A że rada była jej nawet nieba przy-chylić, zgodziła się na taką grzeczność, co było – jak się potem okazało – wielkim błędem.
Ten flirt, początkowo niewinny, przerodził się w coś poważnego. W końcu doszło do oświadczyn. Amant matkę zapewniał, że Janeczkę poślubi. Jako przyszły mąż zażądał od niej małego zadatku, co wydawało się jej podejrzane. Po jakimś czasie Janeczka szepnęła mamusi słodką tajemnicę, że wkrótce zostanie… babcią. Ta nowina wcale jej nie pocieszyła. Rozgoryczona postępkiem „zamachowca” na wdzięki córeczki, wniosła skargę o uwiedzenie, żądając za utracone dziewictwo swego dziecka[paywall] tysiąc złotych (dziś ok. 10 tys. zł) tytułem odszkodowania.
W styczniu 1937 roku rozpoczął się proces w Sądzie Powiatowym w Przemyślu przy ul. Jagiellońskiej. Tam Burga zeznał, że nigdy z młodą Małkówną nie mówił o małżeństwie, a za randki jej płacił. Jancia jednak stanowczo zaprzeczyła, podkreślając, że to właśnie ona dawała mu na papierosy. Dodała przy tym z naciskiem, że kiedy urodził się ich synek, wtedy już stanowczo przyrzekał jej małżeństwo. Na koniec rozprawy sędzia dał wiarę poszkodowanej i stwierdził, że Burga jest ojcem jej dziecka, a przez to nałożył na niego obowiązek płacenia alimentów. Został też skazany na 14 dni aresztu. Odszkodowanie za utracony zaś wianuszek córki sąd oddalił, zaznaczając jednocześnie, by samemu sprawę załatwić z powództwa cywilnego.
Skazany nie mógł się pogodzić z zasądzonym wyrokiem, szczególnie zaś gnębiła go odsiadka. Wtedy jego adwokat wniósł apelację. W drugiej instancji Leon Burga nie przyznawał się także do ojcostwa. By to jakoś bardziej uwiarygodnić, jako świadków przedstawił swoich kolesiów, którzy rzekomo byli wcześniej amantami Janci. Dodał przy tym, że ona wybrała go na ojca jedynie dlatego, bo spośród jej wielbicieli on był najbogatszym kawalerem. By jeszcze bardziej przekonać sąd o swojej niewinności, pokazał wszystkim obecnym na sali złotą obrączkę na palcu, bo w międzyczasie, tj. 27 kwietnia 1937 roku, ożenił się z panną Marią Skuczerkówną. Byli też świadkowie, którzy poświadczali, że Jańcia była porządną panną i wcześniej z nikim nie utrzymywała bliższej znajomości do czasu, gdy uwiódł ją Leon Burga. W tej sytuacji wyrok niższej instancji został ostatecznie utrzymany.

Burga popadł we wściekłość. Najbardziej bał się pójść do więzienia. Co kilka miesięcy przedkładał do sądu dokumenty z jakiejś spółki budowlanej, że on w tej firmie jest bardzo potrzebny, bo bez jego fachowości zakład stanie i splajtuje. Na tej podstawie udawało mu się kilkakrotnie odraczać odsiadkę, co nie podobało się sądowi. W końcu Temida nakazała policji, by sprowadziła Burga do kryminału. Ten, jako małżonek, nie myślał opuszczać swej młodej żony. Ze swoich zgryzot zwierzył się Michałowi Stankiewiczowi. Za jego poradą miał wybrnąć z kłopotów.
Po kilku dniach Stankiewicz zapoznał Burga z kaflarzem Antonim Dziadem, który za opłatą 50 zł (dziś ok. 500 zł) zobowiązał się za niego odsiedzieć 14 dni w areszcie. Pieniądze miał on jednak otrzymać dopiero po odsiedzeniu kary, by mógł poprawić sobie i rodzinie dziadowski los. Dziad zgłosił się do przemyskiego więzienia, wylegitymował się „lewym” dokumentem, że nazywa się Leon Burga. Pół godziny później siedział już w celi. Wszystko byłoby się udało, gdyby nie pech.
Ponieważ Jancia miała pretensję do ojca swego dziecka o niepłacenie zasądzonych alimentów, jej adwokat Józef Axer (1882 – 1957) udał się doi więzienia, by omówić z Burgiem te sprawy. Jakież było jego zdziwienie, gdy strażnik przyprowadził przed jego oblicze obcego i nieznanego mu człowieka, tj. pana Dziada. Początkowo Axer sądził, że to pomyłka. Aresztant uroczyście zapewniał, że jest Leonem Burgiem we własnej osobie. Potwierdził to urzędowo także klawisz i sam klucznik. Mimo to adwokat nie chciał temu wierzyć i o tej metamorfozie zawiadomił naczelnika sądu. Ten kazał bezzwłocznie sprowadzić rzekomego Burga. Wystraszony wyśpiewał całą prawdę i opisał, w jaki sposób znalazł się za zamkniętymi drzwiami kryminału. Ten fakt zadecydował, że tym niecodziennym wydarzeniem zainteresował się Wiek Nowy w 1937 roku (nr 10918).
Nastał dzień ponury dla Dziada i Burga. Rozprawa karna wobec nich odbyła się już w błyskawicznym tempie. Ten pierwszy z dobrowolnego więźnia zamienił się w prawdziwego przestępcę i skazany został na 2 miesiące pobytu za kratkami, a ten drugi z kolei musiał odsiedzieć wcześniejsze 2 tygodnie i jeszcze dodatkowo 2 miesiące.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pod ostatnią bombę o dawaniu dupy pisowi przez opozycję
Po co to?
Pod ostatnią bombę o dawaniu dupy pisowi przez opozycję