Zmarł Piotr Szczęsny, który dokonał samospalenia przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Motywy swojego dramatycznego kroku wyjaśnił w pozostawionym liście. Fakt ten bardzo szybko podchwyciły niektóre media i niektórzy politycy opozycji. Szybko dały się słyszeć głosy, że to PiS ma krew na rękach.
Manifest pana Piotra nie pozostawia złudzeń – zawiódł się na politykach. Jego wrażliwość nie pozwalała mu dłużej milczeć, a decyzja jaką podjął, była najbardziej drastyczna, jaką mógł podjąć.
Analogie do Ryszarda Siwca oczywiście same się nasuwają, ale porównywanie obu sytuacji jest jednak nadużyciem. Żyjemy w innej rzeczywistości, czołgi nie jeżdżą po ulicach, a wszystkie media, poza publicznymi, nadal mogą sobie pozwolić na krytykę poczynań rządzących.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Rzeczywistość może i inna ale ucisk prawie dokładnie taki sam tylko w innej bardziej współczesnej formie.Niektóre media w tej sprawie niczym nie różnia sie od gebelsowskich.Ale to sa obecne uroki.Krzyk rozpaczy pozostał jednak nie zmieniony.
Trzy emerytki - księgowa, pielęgniarka i nauczycielka. Palą znicze dla Szarego Obywatela codziennie, razem z innymi mieszkańcami przed biurem PiS w Zamościu. Pod koniec października nieoczekiwanie pojawiła się policja. Po akcie samospalenia i śmierci Piotra Szczęsnego przed biurem senatora PiS w Zamościu codziennie pojawiają się kwiaty i znicze. Wisi też kartka z hasztagiem #JaSzaryObywatel. Przychodzą różne osoby, o różnych porach dnia.25 października, tak jak w poprzednie i następne dni, pojawiły się tam trzy panie: Elżbieta Polanowska-Zawiślak, emerytowana nauczycielka, Eliza Kaszuba-Nowak, emerytowana pielęgniarka oraz Irena Kaszuba, emerytowana księgowa. Przyszły, by na schodach budynku, z boku, zapalić znicze.„Spisali nasze dane, byłyśmy pewne, że na tym koniec”Gdy już odeszły kilka metrów dalej od siedziby Prawa i Sprawiedliwości, zauważyły, że w miejscu, gdzie zostawiły znicze, pojawił się policyjny radiowóz. – Postanowiłyśmy wrócić, bo pomyślałyśmy, że może, choć to raczej było niemożliwe, któryś z lampionów się przewrócił i dlatego policja podjęła jakąś interwencję Wtedy panowie policjanci powiedzieli, że nas wyłapał monitoring, a oni dostali sygnał od Straży Miejskiej. Poprosili nas o dowody, spisali dane – mówi pani Elżbieta. – Byłyśmy pewne, że na tym koniec, ale kilka dni później dostałyśmy wezwanie na komendę.Jakie wykroczenie popełniłyśmy? – pyta nasza rozmówczyni. Na policyjnym druku jest odniesienie do art. 52 Kodeksu Wykroczeń, który odnosi się do nielegalnego zgromadzenia: „Kto organizuje zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia lub przewodniczy takiemu zgromadzeniu lub zgromadzeniu zakazanemu, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.„Grzywna? Nie zapłacę! A niech mnie wsadzą”- To nie było zgromadzenie i to w dalszym ciągu nie jest zgromadzenie. Byłyśmy zszokowane, bo trzy osoby i nielegalne zgromadzenie? – zastanawia się pani Elżbieta. Eliza Kaszuba-Nowak przekonuje nas, że żadne wezwania na policję nie spowodują, że przestanie chodzić na marsze, bronić sądów czy palić znicze.– Absolutnie, ponieważ dalej uważam, że jest to wolny kraj. Tego typu policyjne akcje, podejrzewam, że odgórnie sterowane, wcale nie zmieniają mojego stosunku do tego, co dzieje się w kraju i nie zmienia mojej chęci do robienia tego, co uważam za słuszne. Mam prawo manifestować swoje zdanie – mówi nam pani Eliza.W jej ocenie, zapalenie zniczy nie jest podstawą do wzywania na komendę czy – ewentualnie – do wymierzania grzywny. – Co bym zrobiła, gdybym dostała taką grzywnę? Na pewno nie zapłacę, trudno, niech mnie wsadzą. Uważam, że kary za tego typu działania są po prostu nieetyczne i coś takiego nie powinno mieć miejsca – tłumaczy emerytowana pielęgniarka.Nie ma wątpliwości, że już samo wezwanie na komendę to forma szykan i próba zastraszania. – Być może ktoś tam pomyślał, że jak się nas będzie straszyło, szykanowało w taki właśnie sposób, to my przestaniemy robić to, co robimy. Ale ja nie sądzę, myślę, że niewiele jest osób, które by się bały – słyszymy od pani Elizy. Trzecia z wezwanych na policję osób, pani Irena dodaje, że od policjantów, którzy je spisywali, usłyszały, że to tylko formalność, że nie będzie żadnych konsekwencji. – Dlatego te wezwania były dla nas ogromnym zaskoczeniem – tłumaczy.Co na to policja?Policja potwierdza dokładnie to, o czym mówią nasze rozmówczynie. Że radiowóz pojawił się tam po zgłoszeniu od Straży Miejskiej. Że zgłoszenie dotyczyło palących się zniczy. Że panie zostały wezwane jako świadkowie, by odpowiedzieć o „zajściu”. – Mieliśmy zgłoszenie o tym, że coś się zadziało przy kamienicy na Starym Mieście, pojechał tam patrol, potwierdził.Panie na miejscu zostały wylegitymowane i otrzymały wezwanie w celu wyjaśnienia okoliczności zdarzenia – mówi rzecznik zamojskiej policji, aspirant Dorota Krukowska-Bubiło. Zapewnia, że po przesłuchaniu, które ma się odbyć w czwartek, kobiety nie zostaną ukarane grzywną przez policjanta (czas na to już minął). Choć formalnie może być skierowany wniosek o ukaranie do sądu. – Panie zostały wezwane do komendy w charakterze świadka. Na chwilę obecną nie mogą otrzymać grzywny – dodaje rzeczniczka policji.Nie byłoby prawdopodobnie całej sprawy, gdyby nie Straż Miejska, która wezwała policję. Tu trochę polityki: w Zamościu rządzi prezydent, poparty przez PiS, któremu podlega Straż Miejska. Czy to miało jakikolwiek związek? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Komendant straży, Marian Puszka zapewnia, że są określone zasady współpracy Straży Miejskiej z policją.– Oko kamery miejskiej widzi bardzo dużo i również to zjawisko widzieliśmy. W ramach współpracy podjęliśmy pewne czynności – mówi Puszka. Na pytanie, dlaczego ta sytuacja wymagała interwencji, odpowiada: Nie powiem, że było to zdarzenie niebezpieczne, no bo palenie zniczy nie powoduje jakiegoś zagrożenia pożarowego, ale było niecodziennym zjawiskiem. Reagujemy spokojnie, aczkolwiek nie bagatelizujemy żadnego zdarzenia.Przesłuchanie w czwartek. Poszkodowane kobiety mówią, że jeśli sytuacja okaże się trudna – mają zapewnienie, że pomoże im mecenas… Jarosław Kaczyński (przypadkowa zbieżność nazwisk).
Chyba piszesz , a raczej panikujesz na zlecenie. Dużo płacą?
Czy te tzw, emerytki " też zapaliłyby znicze , gdyby ktos za czasó parszywych peosiarskich rządów dokonał samospalenia / Jestem pewien ,że nie. WIĘC NALEŻY TO ZACHOWANIE - JEŚLI MIAŁO ONO MIEJSCE- POTRAKTOWAĆ JAKO PROWOKACJĘ , ANTYPOLSKĄ , ATAK NA LEGALNIE WYBRANY PRO NARODOWY RZĄD, WYBRANY W LEGALNYCH WYBORACH. I SŁUSZNIE - JEŚLI INTERWENIOWAŁ POLICJA , SPISAĆ I UKARAĆ .
Smutna ta historia. Czytałem na http://mrfashion.pl wywiad z rodziną Piotra Szczęsnego. Smutni ludzie, którzy chcieliby, żeby ten czyn nie został zapomniany.
Rzeczywistość może i inna ale ucisk prawie dokładnie taki sam tylko w innej bardziej współczesnej formie.Niektóre media w tej sprawie niczym nie różnia sie od gebelsowskich.Ale to sa obecne uroki.Krzyk rozpaczy pozostał jednak nie zmieniony.
Trzy emerytki - księgowa, pielęgniarka i nauczycielka. Palą znicze dla Szarego Obywatela codziennie, razem z innymi mieszkańcami przed biurem PiS w Zamościu. Pod koniec października nieoczekiwanie pojawiła się policja. Po akcie samospalenia i śmierci Piotra Szczęsnego przed biurem senatora PiS w Zamościu codziennie pojawiają się kwiaty i znicze. Wisi też kartka z hasztagiem #JaSzaryObywatel. Przychodzą różne osoby, o różnych porach dnia.25 października, tak jak w poprzednie i następne dni, pojawiły się tam trzy panie: Elżbieta Polanowska-Zawiślak, emerytowana nauczycielka, Eliza Kaszuba-Nowak, emerytowana pielęgniarka oraz Irena Kaszuba, emerytowana księgowa. Przyszły, by na schodach budynku, z boku, zapalić znicze.„Spisali nasze dane, byłyśmy pewne, że na tym koniec”Gdy już odeszły kilka metrów dalej od siedziby Prawa i Sprawiedliwości, zauważyły, że w miejscu, gdzie zostawiły znicze, pojawił się policyjny radiowóz. – Postanowiłyśmy wrócić, bo pomyślałyśmy, że może, choć to raczej było niemożliwe, któryś z lampionów się przewrócił i dlatego policja podjęła jakąś interwencję Wtedy panowie policjanci powiedzieli, że nas wyłapał monitoring, a oni dostali sygnał od Straży Miejskiej. Poprosili nas o dowody, spisali dane – mówi pani Elżbieta. – Byłyśmy pewne, że na tym koniec, ale kilka dni później dostałyśmy wezwanie na komendę.Jakie wykroczenie popełniłyśmy? – pyta nasza rozmówczyni. Na policyjnym druku jest odniesienie do art. 52 Kodeksu Wykroczeń, który odnosi się do nielegalnego zgromadzenia: „Kto organizuje zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia lub przewodniczy takiemu zgromadzeniu lub zgromadzeniu zakazanemu, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.„Grzywna? Nie zapłacę! A niech mnie wsadzą”- To nie było zgromadzenie i to w dalszym ciągu nie jest zgromadzenie. Byłyśmy zszokowane, bo trzy osoby i nielegalne zgromadzenie? – zastanawia się pani Elżbieta. Eliza Kaszuba-Nowak przekonuje nas, że żadne wezwania na policję nie spowodują, że przestanie chodzić na marsze, bronić sądów czy palić znicze.– Absolutnie, ponieważ dalej uważam, że jest to wolny kraj. Tego typu policyjne akcje, podejrzewam, że odgórnie sterowane, wcale nie zmieniają mojego stosunku do tego, co dzieje się w kraju i nie zmienia mojej chęci do robienia tego, co uważam za słuszne. Mam prawo manifestować swoje zdanie – mówi nam pani Eliza.W jej ocenie, zapalenie zniczy nie jest podstawą do wzywania na komendę czy – ewentualnie – do wymierzania grzywny. – Co bym zrobiła, gdybym dostała taką grzywnę? Na pewno nie zapłacę, trudno, niech mnie wsadzą. Uważam, że kary za tego typu działania są po prostu nieetyczne i coś takiego nie powinno mieć miejsca – tłumaczy emerytowana pielęgniarka.Nie ma wątpliwości, że już samo wezwanie na komendę to forma szykan i próba zastraszania. – Być może ktoś tam pomyślał, że jak się nas będzie straszyło, szykanowało w taki właśnie sposób, to my przestaniemy robić to, co robimy. Ale ja nie sądzę, myślę, że niewiele jest osób, które by się bały – słyszymy od pani Elizy. Trzecia z wezwanych na policję osób, pani Irena dodaje, że od policjantów, którzy je spisywali, usłyszały, że to tylko formalność, że nie będzie żadnych konsekwencji. – Dlatego te wezwania były dla nas ogromnym zaskoczeniem – tłumaczy.Co na to policja?Policja potwierdza dokładnie to, o czym mówią nasze rozmówczynie. Że radiowóz pojawił się tam po zgłoszeniu od Straży Miejskiej. Że zgłoszenie dotyczyło palących się zniczy. Że panie zostały wezwane jako świadkowie, by odpowiedzieć o „zajściu”. – Mieliśmy zgłoszenie o tym, że coś się zadziało przy kamienicy na Starym Mieście, pojechał tam patrol, potwierdził.Panie na miejscu zostały wylegitymowane i otrzymały wezwanie w celu wyjaśnienia okoliczności zdarzenia – mówi rzecznik zamojskiej policji, aspirant Dorota Krukowska-Bubiło. Zapewnia, że po przesłuchaniu, które ma się odbyć w czwartek, kobiety nie zostaną ukarane grzywną przez policjanta (czas na to już minął). Choć formalnie może być skierowany wniosek o ukaranie do sądu. – Panie zostały wezwane do komendy w charakterze świadka. Na chwilę obecną nie mogą otrzymać grzywny – dodaje rzeczniczka policji.Nie byłoby prawdopodobnie całej sprawy, gdyby nie Straż Miejska, która wezwała policję. Tu trochę polityki: w Zamościu rządzi prezydent, poparty przez PiS, któremu podlega Straż Miejska. Czy to miało jakikolwiek związek? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Komendant straży, Marian Puszka zapewnia, że są określone zasady współpracy Straży Miejskiej z policją.– Oko kamery miejskiej widzi bardzo dużo i również to zjawisko widzieliśmy. W ramach współpracy podjęliśmy pewne czynności – mówi Puszka. Na pytanie, dlaczego ta sytuacja wymagała interwencji, odpowiada: Nie powiem, że było to zdarzenie niebezpieczne, no bo palenie zniczy nie powoduje jakiegoś zagrożenia pożarowego, ale było niecodziennym zjawiskiem. Reagujemy spokojnie, aczkolwiek nie bagatelizujemy żadnego zdarzenia.Przesłuchanie w czwartek. Poszkodowane kobiety mówią, że jeśli sytuacja okaże się trudna – mają zapewnienie, że pomoże im mecenas… Jarosław Kaczyński (przypadkowa zbieżność nazwisk).